goniacy.pielegniarz
25.09.05, 22:27
Znowu powrócił temat, co się stanie, jeśli Lech Kaczyński wygrałby wybory
prezydenckie. Jarosław Kaczyński mówi dosyć wyraźnie, że w takiej sytuacji to
nie on będzie premierem, a ktoś inny z PiS-u. Sytuacja rzeczywiście byłaby
głupia, gdyby bliźniacy mieli wspólnie rządzić, ale powrót do koncepcji
AWSowskich, według których jakiś drugi czy trzeci garnitur zostaje premierem,
jest zła. Jest jedna jedyna rzecz, którą powiedział Leszek Miller cztery lata
temu i z którą można się zgodzić, a mianowicie to, że zwyczajem powinno być
obejmowanie stanowiska premiera przez przywódcę zwycięskiej partii.
Tworzenie jakichś nieczytelnych sytuacji, gdzie mniej znaczący ludzie sprawują
oficjalne funkcje, a prawdziwi przywódcy, przynajmniej formalnie, pozostają
bardziej ukryci, może mieć fatalny oddźwięk. Szczgólnie źle to może wyglądać w
sytuacji PiS-u, kiedy to jest jeden naprawdę wyrazisty lider, a potem długo,
długo nic.
Jarosław Kaczyński musi zostać premierem.