normalny.normals
28.09.05, 22:13
PiS musi wygrać wybory prezydenckie po to, żeby wprowadzić zmiany w Polsce,
lecz zmian tych nie wprowadzi zanim nie wzmocni pozycji prezydenta.
A ja powiem tak - BZDURA, radykalne zmiany w Polsce DA SIĘ wprowadzić nie
poszerzając kompetencji prezydenta.
Jak? wystarczy mądry, silny i skuteczny premier, który stworzy rząd wybitnych
fachowców i będzie miał oparcie w stabilnej koalicji POPiS. Takich premierów
mogliśmy mieć dwóch. Jeden z nich niestety o włos przegrał wybory a drugi
okazało się, że bardziej kocha brata niż Polskę.
Silny prezydent to jest także wieloletni postulat Samoobrony, jak myslicie
dlaczego? Bo Andrzej Lepper też szykuje się do przeprowadzki do Belwederu.
Oczywiście jeszcze nie teraz, ale kiedy POPiS zaprzepaści swoją szansę, to po
następnych przyspieszonych wyborach, Lepper może zająć miejsce w dużym pałacu.
Czy wtedy zwolennicy silnego, mocnego prezydeta, dekretów itd. również będą
cieszyć się, że Lepper dostał takie instrumenty do ręki?
I ostatnia sprawa, nie dam sobie wmówić, że Tusk to diabeł wcielony i przez to
że kiedyś, pewnej nocy kilkanaście lat temu stanął nie po tej stronie co
powinien, teraz będzie rzucał kłody pod nogi i torpedował wszystkie ważne
reformy rządu POPiS. Ta bajka została wymyślona na użytek PiS-u tylko po to,
aby bracia Kaczyńscy mogli zgarnąć całą pulę jaka jest do wygrania w tych
wyborach. Straszenie Tuskiem jakoby miał zahamować reformy i naprawę państwa
ma się nijak do tego, co Tusk robi, mówi i co planuje. Dlatego nikt nie
przkona mnie, że Tusk będzie szkodził rządowi POPiS, co najwyżej może
zaszkodzić ambicjom braci Kaczyńskich, bo właśnie o to teraz toczy się dalszy
cąiąg tej rozgrywki.