Gość: max
IP: *.zax.pl
17.09.02, 09:35
Projekt konstytucji Unii Europejskiej opracowali i przekazali do dyskusji
przedstawiciele Unii nazywający siebie "centroprawicą", którzy obecnie
posiadają większość w Konwencie UE. W dokumencie, do którego dotarł "Nasz
Dziennik", zgodnie z przewidywaniami nie ma wzmianki o chrześcijańskich
korzeniach Europy.
Elmar Brok, niemiecki deputowany do Parlamentu Europejskiego, który jest
jednym z liderów tzw. europejskich chrześcijańskich demokratów przedstawił
projekt prazyszłej konstytucji Unii Europejskiej. Licząca 100 artykułów
wersja unijnej ustawy zasadniczej poprzedzona jest preambułą. Nad projektem
pracowali eksperci z kilku krajów Unii, a jego treść oparto na rezultatach
szerokich konsultacji wewnątrz członków Konwentu z tzw. centroprawicy.
W proponowanej wersji unijnej ustawy zasadniczej zabrakło miejsca nie tylko
dla Invocatio Dei - odniesienia do Boga, ale również jakiejkolwiek
bezpośredniej wzmianki o chrześcijańskich korzeniach Starego Kontynentu.
Zamiast tego znalazł się w niej zapis o krajach członkowskich i "ludach" - a
nie narodach Unii Europejskiej - "świadomych wspólnego duchowego i moralnego
dziedzictwa" oraz "niepodzielności, uniwersalnych wartości ludzkiej godności,
wolności, równości i solidarności".
Preambuła konstytucji UE potwierdzałaby również przywiązanie do zasad
wolności, demokracji oraz wzgląd na prawa człowieka i podstawowe wolności.
Chadecy proponują scalenie istniejących dotychczas traktatów, które stały się
podstawą do powołania Unii Europejskiej, w jedną konstytucję UE, tak aby
przystosować Unię do wymagań, jakie niesie jej rozszerzenie o nowe kraje.
Konstytucja miałaby, według preambuły, "uzupełnić UE jako Unię
Konstytucyjną".
Konstytucja UE podzielona byłaby na 5 części. Pierwszą z nich stanowiłaby
Karta Praw Podstawowych UE, przyjęta w czerwcu 1999 r. w Kolonii. Karta,
która ma obecnie formę deklaracji, stałaby się wiążąca dla wszystkich państw-
członków UE. Kolejne części poświęcone są zasadom, jakie stoją u podstaw
Unii, jej organizacji oraz pogłębionej współpracy między grupą państw, które
zdecydowałyby się na głębszą integrację. Ostania część jest poświęcona
postanowieniom ogólnym. Artykuł 198 projektu stwierdza, że "Konstytucję
ustala się na nieograniczony okres". Jednocześnie wbrew sugestiom niektórych
członków Parlamentu Europejskiego w projekcie nie uwzględniono klauzuli
legalnego wyjścia z UE.
Część członków Konwentu uważa projekt za zbyt "federalny" czy nawet
zbyt "niemiecki". Niewykluczone więc, że w najbliższych tygodniach pojawią
się jeszcze inne dokumenty.
Unijna lewica nie chce przedstawiać własnego projektu konstytucji UE,
pozostawiając wypracowanie jej kształtu wewnętrznej debacie w Konwencie.
Sprawa podkreślenia chrześcijańskich korzeni Europy w tekście przyszłej
Konstytucji nie była dotąd przedmiotem żadnej oficjalnej dyskusji.
Poszczególni członkowie znają ją bardziej z doniesień prasowych o debacie na
ten temat w Polsce. Jest bardzo wątpliwe, aby takie sformułowanie znalazło
się w ostatecznym tekście. Przedstawiciele poszczególnych frakcji w Konwencie
UE pochłonięci są bardziej debatą nad ustanowieniem urzędu prezydenta Unii
Europejskiej i sposobem wybierania członków Komisji Europejskiej niż miejscem
chrześcijaństwa w UE.
Wytypowany do reprezentowania Polski w Konwencie UE senator Edmund Wittbrodt
powiedział, że projekt ten nawet nie jest propozycją chadeków, lecz "zupełnie
roboczą wersją". - Choć prawdopodobnie w trakcie prac nad traktatem
konstytucyjnym te propozycje będą dyskutowane, to pamiętajmy, że ten projekt
nie będzie podstawą. Nad nią wciąż pracuje prezydium Konwentu - powiedział
senator Wittbrodt. Poinformował on, że efekty pracy prezydium "poznamy w
ciągu około miesiąca" i dopiero wtedy rozpoczną się zasadnicze prace nad
traktatem konstytucyjnym. - Wtedy też, bo czuję się do tego zobowiązany,
zgłoszę propozycję odwołania się do imienia Boga w preambule - obiecał
Wittbrodt.
Przewodniczący Konwentu Valéry Giscard d'Estaing wezwał niedawno do
opracowania jednolitego tekstu "Konstytucji Europejskiej". Do końca
października prezydium Konwentu ma oficjalnie przedstawić ogólny projekt
unijnej konstytucji, którego szczegółowe zapisy uzgodniono by na początku
przyszłego roku. Przewiduje się, że szefowie rządów państw członkowskich UE
podpisaliby konstytucję podczas szczytu Rady Europejskiej w Rzymie w grudniu
2003 r.
Piotr Wesołowski, MW
Projekt konstytucji autorstwa europejskiej centroprawicy komentują:
Profesor Anna Raźny, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
Wiadomo, że coś takiego byłoby sprzeczne z tradycją europejską, kulturą
ukształtowaną w najwyższym stopniu przez chrześcijaństwo. Taka konstytucja
byłaby tworzeniem całkiem nowego obszaru kulturowego bez przeszłości. Jako
badacz kultury mogę ubolewać, że jest taka tendencja zmierzająca do odcięcia
się od historii. Dla kogo ma być taka konstytucja? Będzie tylko burzyć
tożsamość narodową. Mamy do czynienia z czymś bardzo groźnym. Na takim
niszczeniu nie zbuduje się niczego pozytywnego. To może owocować anarchią, bo
nie ma się do czego odwołać na poziomie społecznym, wszystko może być
dozwolone, jak już pisał Dostojewski o przekształcaniu się socjalizmu w
komunizm: "Jeśli Boga nie ma, wszystko wolno". To powtórka z historii.
Marian Piłka, Prawo i Sprawiedliwość
W moim przekonaniu brak odwołania się do chrześcijańskich korzeni Europy i
brak wezwania imienia Boga w projektowanym dokumencie podważa jej tożsamość.
A skoro tak, to jest też zagrożeniem dla jej przyszłości. Polska w żaden
sposób nie może na to przystać. Wydaje mi się, że nad tym projektem ciąży
historia Niemiec. Państwo to powstało jako federalne i przez całe swoje
dzieje przywykło do tego. To właśnie Niemcy i Francuzi tak przekonują, by
Unia Europejska miała charakter federacyjny. Ale na to szanse są małe - i
Wielka Brytania, i Szwecja, a ostatnio także Włochy, Hiszpania i Portugalia
stanowczo się temu sprzeciwiają.
Jan Łopuszański, Liga Polskich Rodzin
Miałem ostatnio sporo kontaktów ze środowiskami eurokrytycznymi z Unii
Europejskiej. Oni chcą rozmawiać, mają też różny stosunek do samego
rozszerzenia. Ale kiedy przechodzimy do konkretów, wychodzi na jaw co innego -
zwracając uwagę, że powoli w Unii tracą suwerenność, poszukują sposobów na
więcej demokracji w ramach swoich państw. Ale rozwiązania chcą znaleźć w Unii
Europejskiej, a nie w swoich państwach. A to przecież sprzeczność sama w
sobie. Wskazuje to jednak, że u nich świadomość pewnych rzeczy jest
zachwiana. Dlatego my nie chcemy spłycania dyskusji o chrześcijańskich
korzeniach Europy. Nas to interesuje tylko wtedy, jeśli za umieszczeniem
Invocatio Dei będzie szło kształtowanie społeczeństw wewnątrz UE w tym duchu.
Tymczasem, np. w krajach protestanckich zupełnie nie występuje pojęcie prawa
naturalnego. Oni nawet chcą uznać nasze postulaty ideologiczne, jak nazywają
prawo do ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci czy sprzeciw wobec
związków homoseksualnych. Ale dodają, że możemy je wprowadzać u siebie jak
chcemy. Mnie niepokoi jedna rzecz - w Polsce, i to w środowiskach
chrześcijańskich, zaczyna występować takie płytkie traktowanie
chrześcijaństwa. Papież tak, jego nauczanie tak, ale żeby je już wprowadzać,
np. do ustawodawstwa, to już nie, bo to "przesada".