polonus9
10.10.05, 00:24
Miało być pięknie. Niższe stawki, ulgi na dzieci... Zamiast tego w przyszłym
roku zapłacimy najpewniej wyższe podatki.
W przypadku zwycięstwa PiS mieliśmy mieć dwie stawki podatkowe - 18 i 32
proc. - oraz ulgi dla rodzin z niskimi dochodami, mających dzieci. Jak
najszybciej. Tymczasem jeszcze nie opadł kurz po przedwyborczej bitwie o
miejsca w Sejmie i Senacie, a już wiadomo, że z obietnic podatkowych niewiele
wyniknie. Przynajmniej na razie.
- Na jakiekolwiek poważne zmiany w podatkach dochodowych na 2006 r. jest zbyt
mało czasu - twierdzą dziś zwycięzcy wyborów. Kandydat na premiera Kazimierz
Marcinkiewicz nie wyklucza co prawda wprowadzenia ulg na dzieci już od
przyszłego roku, ale na razie nie ma nie tylko projektu ustawy z takimi
ulgami, ale nawet namiastki rządu, który miałby taką ustawę przygotować,
przyjąć i wysłać do parlamentu. A czas leci. Zresztą nawet gdyby ulgi jakimś
cudem rzeczywiście się pojawiły, to na inne poważne zmiany w podatkach -
jeśli do nich w ogóle dojdzie - możemy się doczekać najwcześniej na początku
2007 r. Tu Kazimierz Marcinkiewicz nie pozostawia nam żadnych złudzeń.
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2960132.html
A mowili wam - nie wierzcie w PiSowkie bajeczki !