simplex 14.10.05, 10:23 Andrzej Lepper - elektorat do wynajęcia ;) Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
smentuff Re: Kogo poprze Borowski, a kogo Lepper 14.10.05, 11:14 Nie powinno to nikogo obchodzić, oprócz ich rodzin. Jeśli ktoś liczy, że ja zagłosuje tak, jak mi ktoś doradzi... . Pewnie tacy są, kroniki kryminalne mają przecież o czym pisać z cyklu "dał (dała) 1000 zł, bo jej wmówili, że wygra 1 000 000 000 USD jak da". Odpowiedz Link Zgłoś
block-buster Sklep z napisem"Sama Brona da kazdemu za cos" 14.10.05, 13:32 Tego brygadziste z PGR Darlowo trzeba traktowac,tak jak on sam traktuje polityke.Tylko olac.Firme sobie burak zalozyl do frymarczenia,zamiast gnojowice rozlewac na polach... Odpowiedz Link Zgłoś
anatol_ciekawski Burak, ale z poczuciem humoru! To był żart! 16.10.05, 11:06 > Tego brygadziste z PGR Darlowo trzeba traktowac,tak jak on sam traktuje > polityke.Tylko olac.Firme sobie burak zalozyl do frymarczenia,zamiast > gnojowice rozlewac na polach... -------------------------------------------------------------------------- Burak, ale z poczuciem humoru! Żartował, że chce zostać marszałkiem sejmu - powiedziała Hojarska, karana za oszustwa bankowe i sfałszowanie przepustki do odbywającego karę więzienia synalka, jedna z czołowych postaci Samejbrony. TO BYŁ ŻART?! Odpowiedz Link Zgłoś
jola_z_dywit SAMOOBRONA ZAWSZE STAWIAŁA NA UCZCIWTCH 14.10.05, 15:41 I ludzi o Polskich korzeniach.Nigdy nie popieraliśmy malwersantów z Gdańska,ludzi którzy ręczyli za przestępców ,oceniamy realnie.Ludzi którzy są faktycznie przestępcami gospodarczymi nie robiliśmy europosłami.Nie możemy też opowiadać się jak większość skazanych przebywających w zakładach karnych za ludźmi którzy nie gwarantują uczciwej Polski. Odpowiedz Link Zgłoś
jurwal Handel głupolami czyli sprzedaż elektoratu 15.10.05, 19:11 Przecież to są jakieś kretyńskie żarty. Elektorat to nie przedmioty. Nie można nikomu nakazać na kogo ma głosować. Nawet w socjaliźnie było to niemożliwe i trzeba było fałszować wybory. Jak widać wolność i demokracja pozwlją na wydawanie dowolnego polecienia ludziom a oni natychmiast spełnią życzenie swego kandydata na prezydenta. Jeśli Lepper twierdzi że jest taka grupa ludzi, którzy będą głosować tak jak on powie to znaczy że ci ludzie nie powinni mieć prawa głosu gdyż są bezmyślni. Patrząc na to z innej strony: Propozycja odstąpienia swego elektoratu obu byłych chętnych na stanowisko prezydenta RP przypuszczam, że nie jest propozycją bezinteresowną. Co więc się za tym kryje ? Czego chcą w zamiam Lepper i Borowski ? Przypomina mi to zwykłe oszustwo obiecanki załatwienia przyjęcia na studia każdemu kto się zgłosi z pieniędzmi i oddawanie pieniędzy tym, których dzieci nie dostały się na studia. Oczywiście przyjmujacy łapówki nie robił nic żeby komukolwiek, cokolwiek załatwić. Odpowiedz Link Zgłoś
rakunica Re: Handel głupolami czyli sprzedaż elektoratu 16.10.05, 10:54 "Propozycja odstąpienia swego elektoratu obu byłych chętnych na stanowisko prezydenta RP przypuszczam, że nie jest propozycją bezinteresowną. Co więc się za tym kryje ? Czego chcą w zamiam Lepper i Borowski ?" --------- www.republika.pl/xyz234/artykuyz3.htm Liberałowie wszelkiej maści, dawni towarzysze z PZPR, aferałowie znaleźli wreszcie swoje miejsce — Platformę Obywatelską Platforma do wynajęcia Paweł Siergiejczyk Mówią o sobie, że są nową jakością na scenie politycznej. Twierdzą, iż potrafią zmienić dotychczasowe zasady uprawiania polityki. Przekonują, że chcą stworzyć nowoczesną centroprawicę wzorującą się na partiach zachodnich. Ale im większego rozpędu nabiera Platforma Obywatelska, tym lepiej widać, jacy ludzie zasilają jej szeregi. A są to w dużej mierze ludzie, którzy przez ostatnie dwanaście lat dali już się poznać, i to z nie najlepszej strony. Prześledźmy więc kariery czołówki tego ugrupowania. Liberał Olechowski – “ten, co się przyznał” Zacząć wypada od najważniejszej niewątpliwie osoby w całej Platformie, czyli Andrzeja Olechowskiego. Bo chociaż nie zamierza on kandydować do parlamentu (cierpliwie czekając na kolejne wybory prezydenckie), to jego znakomite kontakty w ważnych kręgach zarówno krajowych, jak i zagranicznych czynią go postacią kluczową w PO. Pisaliśmy o nim już nieraz, ale przypomnijmy najważniejsze etapy jego kariery. W okresie PRL: oficjalnie – praca w agendach ONZ w Genewie oraz w Banku Światowym w Waszyngtonie, a nieoficjalnie – współpraca z ówczesnym wywiadem, podobno “tylko gospodarczym”. Natomiast po roku 1989: I wiceprezes NBP (1989–1991), wiceminister współpracy gospodarczej z zagranicą (1991–1992), minister finansów (1992), doradca ds. ekonomicznych prezydenta Wałęsy (1992–1993), minister spraw zagranicznych (1993–1995), a także wieloletni przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Handlowego, znanej twierdzy czerwonej nomenklatury. Czy taki człowiek może zbudować “nową jakość” w polskiej polityce? Koledzy z Belwederu Jednak Olechowski to nie tylko “fachowiec do wynajęcia”, zwłaszcza w dziedzinie ekonomii, ale również – o czym się często zapomina – czynny polityk mający za sobą dwie znaczące inicjatywy “porządkujące” prawicę. Pierwszą było utworzenie Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform na bazie otoczenia Wałęsy w 1993 roku. Olechowski był wówczas kandydatem tego ugrupowania na premiera, ale gdy okazało się, że BBWR uzyskał zaledwie 5 proc. głosów, zarówno niedoszły premier, jak i sam prezydent stracili zainteresowanie swoim “dziełem”, które tylko powiększyło zamieszanie po prawej stronie. Ale kontakty z tamtego czasu przetrwały, bowiem Olechowski jeszcze po przegranej Wałęsy zasiadał we władzach Instytutu jego imienia, a w Platformie znaleźli się inni wierni pretorianie byłego prezydenta: nadworny prawnik Lech Falandysz, lider prowałęsowskiej “Sieci” w “Solidarności” poseł Jerzy Borowczak, czy były szef kontrwywiadu UOP, również poseł, Konstanty Miodowicz (dwaj ostatni do dziś są członkami władz Instytutu Lecha Wałęsy). Miodowicz jest zresztą kolejnym oficerem służb specjalnych, który znajduje swoje miejsce w nowym ugrupowaniu – niedawno pisaliśmy m.in. o generałach Czempińskim i Petelickim, stanowiących najbliższe otoczenie samego Olechowskiego, a także o byłym wiceministrze MSW z lat 1997–1999 Wojciechu Brochwiczu, obecnie działaczu warszawskiej PO. Kanapa Stu Drugą inicjatywą byłego ministra, niezbyt odległą personalnie od BBWR, było utworzenie w 1995 roku Komitetu Stu, przekształconego później w Ruch Stu. Olechowski był w tej partii przez dwa lata i chociaż pełnił funkcję szefa Rady Politycznej, to odszedł stamtąd na skutek konfliktu z prezesem Czesławem Bieleckim. Jednak ostatecznie to nie Bielecki (nieco już dzisiaj zapomniany poseł AWS), lecz Olechowski okazał się prawdziwym liderem tej konserwatywno–liberalnej “kanapy”, skoro czołowi działacze Ruchu Stu znajdują się dziś na Platformie. Wymieńmy tu przede wszystkim takie osoby, jak: Aleksander Grad – były wojewoda tarnowski i wiceminister zdrowia z lat 1999–2000 (obecnie pełnomocnik PO w okręgu tarnowskim), poseł Paweł Graś – były doradca premiera Buzka ds. obronności (pełnomocnik w okręgu chrzanowsko–oświęcimskim), Lucyna Szmurło (pełnomocnik w okręgu elbląskim) czy prof. Jan Winiecki, skrajnie liberalny ekonomista, który znalazł się w gronie założycieli warszawskiej Platformy. Powrót aferałów Znajomi Olechowskiego z różnych etapów jego życia to jednak tylko jedno ze środowisk, jakie znalazły się w nowym ugrupowaniu. Równie znaczącym, a na pewno liczniejszym są działacze Unii Wolności, którzy odeszli z tej partii wraz z Donaldem Tuskiem. W większości są to dawni członkowie Kongresu Liberalno–Demokratycznego – partii istniejącej zaledwie kilka lat (1989–1994), ale zapamiętanej przez wyborców pod wdzięczną nazwą “aferałów”. Dzisiaj KLD–owcy odżyli i pojawiają się we wszystkich rejonach Polski, tym razem jako aktywiści Platformy. Mamy więc byłego premiera z nadania Wałęsy Jana Krzysztofa Bieleckiego, byłego dwukrotnego ministra prywatyzacji Janusza Lewandowskiego (chce być ponownie posłem z Gdańska), szefa Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową Jana Szomburga oraz czołowego pomorskiego biznesmena Jacka Merkla, który buduje dla Platformy nowy koncern medialny (przejął już m.in. dziennik “Życie”). W Platformie Obywatleskiej objawił się były krakowski poseł Jan Pamuła, wobec którego prokuratura jeszcze niedawno prowadziła śledztwo pod zarzutem przyjęcia łapówki, a także inni posłowie byłego KLD: Paweł Abramski z Olsztyna (dziś senator SKL), Filip Kaczmarek z Poznania, Wiesław Wójcik z Koszalina, Mirosław Drzewiecki z Łodzi, Jan Rzymełka z Katowic, Grzegorz Schetyna z Wrocławia czy Tadeusz Jarmuziewicz z Opola (czterech ostatnich zasiada w Sejmie obecnej kadencji). Warszawski folwark Najbardziej znanym przedstawicielem tego środowiska jest jednak Paweł Piskorski, od dwóch lat prezydent Warszawy, a obecnie także szef kampanii wyborczej Platformy. Dzięki opanowaniu przez niego stołecznych struktur UW teraz PO ma nie tylko prezydenta, ale i dwóch wiceprezydentów miasta (Wojciecha Kozaka i Tomasza Siemoniaka), sześciu radnych w Radzie Warszawy, dziewięciu w Radzie Gminy Centrum i tyluż w Sejmiku Województwa Mazowieckiego. W tej ostatniej instytucji szefem klubu Platformy jest bardzo charakterystyczna postać – Piotr Fogler, niegdyś poseł Unii Demokratycznej, potem członek Partii Konserwatywnej, SKL i znowu UW, najbardziej jednak chyba znany z obecności na liście Macierewicza pod kryptonimem “Turysta”. Inni radni PO w Sejmiku to Jan Dworak – wiceprzewodniczący Radiokomitetu w czasach, gdy rządziła nim udecka ekipa Andrzeja Drawicza, oraz Zbigniew Eysmont – biznesmen i poseł SKL, który swoją karierę parlamentarną rozpoczynał w szeregach Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Skoro jesteśmy już przy biznesie, to warto zwrócić uwagę na osobę pełnomocnika PO na warszawską gminę Białołęka – Jeremiego Mordasewicza, do niedawna wiceszefa Zarządu Business Center Club. Z kolei pełnomocnikiem na Woli jest były burmistrz tej dzielnicy Paweł Bujalski, obecnie – z nadania prezydenta Piskorskiego – prezes Zarządu Pałacu Kultury i Nauki. Tak oto ludzie Platformy, dzięki sojuszowi z postkomunistami, uczynili ze stolicy swój prywatny folwark. Towarzysze z Platformy Takich folwarków i związków z dawnymi towarzyszami z PZPR nowe ugrupowanie ma zresztą znacznie więcej. Wymieńmy te najważniejsze: Wrocław, gdzie od 11 lat rządzi formalnie bezpartyjny Bogdan Zdrojewski (dziś pełnomo Odpowiedz Link Zgłoś
rakunica Re: Handel głupolami czyli sprzedaż elektoratu 16.10.05, 10:55 cd. www.republika.pl/xyz234/artykuyz3.htm Towarzysze z Platformy Takich folwarków i związków z dawnymi towarzyszami z PZPR nowe ugrupowanie ma zresztą znacznie więcej. Wymieńmy te najważniejsze: Wrocław, gdzie od 11 lat rządzi formalnie bezpartyjny Bogdan Zdrojewski (dziś pełnomocnik PO), Gliwice z prezydentem Zygmuntem Frankiewiczem i Nowy Sącz z Andrzejem Czerwińskim (również pełnomocnicy PO), Kraków z dwoma wiceprezydentami (Krzysztofem Adamczykiem i Tomaszem Szczypińskim), a wreszcie Trójmiasto, w całości opanowane przez ludzi tej formacji: Gdańskiem rządzi Paweł Adamowicz, Gdynią – Wojciech Szczurek, Sopotem – Jacek Karnowski. Wśród niedawnych jeszcze członków UW, dziś zasilających Platformę, trafiają się i takie postaci, jak pełnomocnik na okręg Bielsko–Biała Andrzej Georg, członek PZPR w latach 1973–1989 (wystąpił dopiero 3 czerwca 1989 r.!), jego kolega z tego samego miasta Jan Kanik, należący do PZPR w latach 1980–1982, albo pełnomocnik na okręg lubuski Władysław Kościelniak – działacz reżimowego Stronnictwa Demokratycznego w latach 1964–1993. Imperium Balazsa Kilkuletnie członkostwo w PZPR (1975–1981) nigdy nie przeszkadzało też tym, którzy przyczyniali się do rozwoju kariery Artura Balazsa. Dzisiaj ten polityk SKL kolejny raz zamierza zostać posłem ze Szczecina, tym razem z listy Platformy. Przypomnijmy więc, iż od dwóch lat jest on ministrem rolnictwa i to już trzeci jego udział w rządach: w gabinetach Mazowieckiego i Olszewskego był ministrem bez teki, a po drodze zdążył być posłem w kilku klubach, m.in. Unii Demokratycznej. Obecność Balazsa w PO jest klasycznym przykładem obłudy tego ugrupowania: mówi ono dużo o rozdziale polityki od gospodarki, sprzeciwia się upartyjnianiu państwa, ale nie przeszkadza mu minister, który dokładnie obsadził swoimi kolegami kilka ogromnych instytucji – Agencję Rynku Rolnego, Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa czy Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (szefem tej ostatniej jest Mirosław Mielniczuk, lider SKL w Zachodniopomorskiem). Zastępca Balazsa, SKL–owski wiceminister Zbigniew Chrzanowski, jest pełnomocnikiem Platformy w okręgu siedlecko–ostrołęckim. Partia ministrów Jeśli zaczęliśmy już temat Stronnictwa Konserwatywno–Ludowego, to przypomnijmy podstawowy fakt – że jest to (obok Uniii Wolności, której zresztą SKL jest dzieckiem) partia ludzi rządzących Polską od 1989 roku. Wszakże to jej prezes, Jan Maria Rokita, starający się już po raz piąty o mandat poselski z Krakowa, faktycznie kierował rządem Hanny Suchockiej jako szef Urzędu Rady Ministrów w latach 1992–1993. Wcześniej taką samą funkcję w gabinecie Mazowieckiego pełnił Jacek Ambroziak, od czterech lat wiceminister skarbu z ramienia SKL. Również u Mazowieckiego ministrem bez teki był Aleksander Hall, dziś przewodniczący Rady Politycznej SKL, a wcześniej lider niezliczonej ilości pseudoprawicowych “kanap”. W liczbie zmienianych ugrupowań może się on mierzyć z sekretarzem generalnym swojej partii Wojciechem Arkuszewskim, który zaczynał od warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, potem był posłem i członkiem najwyższych władz “Solidarności”, przeszedł do UW, a wreszcie do SKL i PO. Zdążył też być szefem doradców premiera Buzka. Ministrów z partii Rokity jest zresztą więcej: Bronisław Komorowski (1989–1993 wiceminister, a obecnie minister obrony), Jacek Janiszewski (1997–1999 minister rolnictwa), pełnomocnik PO na okręg Kalisz–Leszno Andrzej Wojtyła (1992–1993 minister zdrowia), Jerzy Eysymontt (1991–1992 szef CUP, od 1998 wiceminister gospodarki), Arkadiusz Rybicki (wiceminister kultury), Kazmierz Ferenc (wiceminister spraw wewnętrznych), Jan Kozłowski (wiceszef Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu). Platforma w rządzie Buzka Tę galerię członków kolejnych rządów na Platformie uzupełnijmy jeszcze o kilka nazwisk spoza KLD i SKL. I tak oto kandydatem na posła z ramienia PO w Łodzi zamierza być Jacek Saryusz–Wolski, formalnie bezpartyjny sekretarz Komitetu Integracji Europejskiej, który w ostatnią środę oddał się do dyspozycji premiera Buzka w związku ze swoją wypowiedzią, dotyczącą daty wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Być może wpływ na kandydowanie z ramienia PO miała zastępczyni Saryusza–Wolskiego, Katarzyna Skórzyńska z SKL, a może fakt, że w ubiegłym roku przejął on po Andrzeju Olechowskim funkcję prezesa Stowarzyszenia Euroatlantyckiego (które stworzyli jako przeciwwagę dla prawicowego Klubu Atlantyckiego i w którym dominują ludzie udecji). Na kandydowanie z list Platformy mają ochotę także: wiceminister finansów Rafał Zagórny z Katowic (bliski współpracownik ministrów Balcerowicza i Bauca), wiceminister zdrowia Andrzej Ryś z Krakowa oraz szef Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta Tadeusz Aziewicz z Gdańska. Pełnomocnikiem PO w Legnicy został natomiast były szef Urzędu Mieszkalnictwa Sławomir Najnigier, taką samą funkcję w Krakowie sprawuje były wiceminister obrony Bogdan Klich, zaś wspiera go tam inny były wiceminister finansów i wicewojewoda krakowski Jerzy Miller. Z kolei w Warszawie szeregi Platformy zasilił Dariusz Ledworowski, minister współpracy gospodarczej z zagranicą w rządzie Bieleckiego (obecnie prezes Rabo Bank Polska SA), a także Jan Bazyl Lipszyc, znany dziennikarz ekonomiczny (m.in. “Gazeta Wyborcza”), niegdyś prawa ręka udeckiego ministra finansów Jerzego Osiatyńskiego i współpracownik Balcerowicza. Obecność Lipszyca w PO jest zresztą dobitnym potwierdzeniem tezy, iż w Polsce żadna znacząca partia nie obejdzie się bez przedstawicieli najbardziej wpływowej mniejszości narodowej... Mają też wojewodów Do tej długiej listy ludzi władzy w – podobno – opozycyjnym ugrupowaniu dorzućmy jeszcze kilka nazwisk wojewodów, także aktywnie uczestniczących w budowaniu Platformy. Pamiętajmy bowiem, że trzeci z jej założycieli, marszałek Sejmu Maciej Płażyński, przez sześć lat (1990–96) był wojewodą gdańskim, co stanowiło dla niego trampolinę do wielkiej polityki. I tak, obok już wymienionych (Grad, Miller) w Opolu pełnomocnikiem PO jest wieloletni wojewoda opolski Ryszard Zembaczyński, zaś w Sieradzu – odwołany w tym roku wicewojewoda łódzki Cezary Grabarczyk z UW. W okręgu nowosądeckim do liderów Platformy należy obecny wicewojewoda małopolski Tadeusz Parchański, a nie można zapominać, że SKL w dalszym ciągu ma dwóch wojewodów – Adama Pęzioła w Opolskiem i Józefa Rogackiego w Kujawsko–Pomorskiem. Z partii do partii Na koniec warto też wspomnieć o kilku postaciach, których polityczne życiorysy można określić jako co najmniej ciekawe. Do takich niewątpliwie należy najnowszy nabytek PO, dotychczasowy poseł AWS Piotr Żak, który przez kilka lat był rzecznikiem prasowym związku zawodowego “Solidarność”, a dziś zamierza kandydować z listy formacji skrajnie antyzwiązkowej i antysocjalnej. Podobny manewr wykonała dwójka posłów niegdyś należących do KPN: Dorota Arciszewska–Mielewczyk z Gdańska i Krzysztof Kamiński z Lublina. Oboje po kilkuletnim flircie z AWS–em są obecnie w klubie SKL i chcą kandydować z PO (Kamińskiemu odmówiono ostatnio prawa do udziału w prawyborach). Zastanawiać powinna także obecność w tym ugrupowaniu łódzkiej posłanki Iwony Śledzińskiej–Katarasińskiej, znanej z tego, że antysyjonistyczne publikacje z 1968 roku odebrały jej szansę na fotel ministra kultury w 1997 roku. Ale posłanka ta podczas swej dziesięcioletniej kariery wykazała się przede wszystkim lewicowymi poglądami nawet na tle jej rodzimej Unii Wolności, np. jako jedna z niewielu udeków głosowała przeciwko konkordatowi. Z kolei w okręgu rzeszowskim, a konkretnie w Nisku, “odnalazła się” Odpowiedz Link Zgłoś
rakunica Re: Handel głupolami czyli sprzedaż elektoratu 16.10.05, 10:57 cd. cz.III www.republika.pl/xyz234/artykuyz3.htm Liberałowie wszelkiej maści, dawni towarzysze z PZPR, aferałowie znaleźli wreszcie swoje miejsce — Platformę Obywatelską Platforma do wynajęcia Paweł Siergiejczyk Z kolei w okręgu rzeszowskim, a konkretnie w Nisku, “odnalazła się” posłanka poprzedniej kadencji Lidia Błądek, o której Polska usłyszała wtedy, gdy z macierzystego klubu PSL przeszła do... Unii Wolności, co było sensacją nie mniejszą niż obecne postępowanie posła Żaka. *** Patrząc na szeregi Platformy Obywatelskiej, nie sposób oprzeć się refleksji, że takie ugrupowanie musiało powstać. Po prostu za dużo jest w naszym kraju zużytych posłów, senatorów, ministrów, wojewodów, prezydentów miast, a nawet oficerów służb specjalnych, żeby mogli się wszyscy pomieścić w istniejących dotąd partiach. Inicjatywa trzech panów jest więc ostatnią deską ratunku dla setek karierowiczów i nieudaczników, którzy nie potrzebują żadnych idei, a jedynie wygodnych posad opłacanych z państwowej kiesy. AWS i UW już od dawna nie dawały gwarancji, że dla wszystkich chętnych wystarczy u nich miejsca. Dlatego utworzono coś, co ma być lepszym, świeżym wydaniem tych skompromitowanych partii. Taka jest prawda o Platformie i dobrze, aby wyborcy jak najszybciej ją poznali. I by nie dali się omamić czysto propagandowym twierdzeniom o jej prawicowości. "NASZA POLSKA" NR 22/2001 Odpowiedz Link Zgłoś