wartburg4
15.10.05, 11:44
Obrzydzenie mnie ogarnia, jak czytam plugawe wpisy patryjotów. Właśnie w tym
szczególe, który nie był znany Tuskowi, biografia jego dziadka, jest historią
człowieka moralnie pod każdym względem absolutnie czystego. Już sam fakt, że
zdezerterował z Wehrmachtu mówi sam za siebie. To właśnie tacy jak on
żołnierze Wehrmachtu, którzy nie wahali się przejść na stronę przeciwnika i
strzelać do swoich byłych towarzyszy broni i dowódców, dokonywali prawdziwego
wyboru moralnego. To na co się zdecydowali, nie ma nic wspólnego z plemienną
solidarnością stada, na którą powołują się teraz zwolennicy Kaczyńskiego.
To nie przypadek, że dezerterzy z Wehrmachtu jeszcze do niedawna w Republice
Federalnej Niemiec oficjalnie uznawani byli za zdrajców bez prawa do renty i
odszkodowań. Mimo przegranej wojny i wzorowej niemal pod każdym względem
demokracji, ich rehabilitacja była przez ponad 50 lat niemożliwa. Zbyt silny
był nacisk stada, które do końca broniąc swojego "dobrego imienia", nie mogło
strawić, że w jego masie byli także tacy, którzy potrafili przeciwstawic się
jednemu z najbardziej zbrodniczych reżymów w historii ludzkości.
Domaganie się przez Kaczyńskiego od Tuska przeprosin za "kłamstwo" pogrąża go
ostatecznie pod względem moralnym.