Gość: Leon Z.
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
25.09.01, 22:12
Trudno ciąć wydatki budżetowe, które i tak są na ogół poniżej niezbędnego
minimum. Istnieją owszem miejsca gdzie można by coś zaoszczędzić, lecz jest
kropla w morzu potrzeb. Można natomiast wydatnie zwiększyć dochody budżetu i to
nie podnosząc podatków. Wystarczy przyjrzeć się małym i średnim firmom. Z moich
obserwacji, jako że zawodowo zajmuje się finansami takich firm i sumieniami ich
właścicieli, jasno wynika, że ujawniony ich obrót stanowi niejednokrotnie
zaledwie 30% rzeczywistej sprzedaży. I co ciekawe ci tzw. przedsiębiorcy,
którzy w mediach jawią się jako dobroczyńcy narodu skrępowani fiskalizmem
państwa i nadmiernie obciążeni wskutek istnienia minimalnej płacy, narzutów na
wynagrodzenia pracowników i w ogóle wskutek istnienia Kodeksu pracy, do
ukrywania przychodów, czyli działania w szarej strefie i innych przekrętów
bezczelnie się przyznają. Tych przedsiębiorców jest około 90%. Jak ich znaleźć?
Wystarczy np. sprawdzić, który z nich od kilku lat wykazuje straty. Następnie
zadać mu pytanie dlaczego nie zaniecha nierentownej działalności i z jakich to
źródeł, jak twierdzi „dokłada do interesu”.
Niektórzy z tych przedsiębiorców są aż tak pazerni, że dosłownie są chorzy gdy
przyjdzie im zapłacić 10 zł podatku dochodowego. Zaczynają wówczas na gwałt
szukać kosztów. Najczęściej im doradzam: „daj pan ludziom podwyżkę i będziesz
pan miał koszty”.
Ten sam przedsiębiorca dobroczyńca, który w telewizji jęczy ze łzami w oczach,
że utrzymanie pracownika kosztuje go łącznie aż 1.500 zł miesięcznie, lekką
ręką, z gestem wydaje np. 3.000 zł na zakrapiany obiadek w wesołym towarzystwie
i jeszcze puszcza to w koszty firmy. Chętnie wręczyłbym nawet te całe 1.500 zł
takiemu przedsiębiorcy i kazałbym wyżyć za nie – opłacić mieszkanie, wodę, gaz,
energię elektryczną, kupić sobie buty, jesionkę itp. – ciekawe ile by wytrzymał?
Skończmy z tą farsą o dobrodziejstwie przedsiębiorców – nie po to prowadzą
interes żeby dawać miejsca pracy, tylko po to żeby jak najwięcej zarobić i
jednocześnie czuć się ważnym, w czym bardzo pomaga gnojenie pracowników. A
mądrości wygłaszane w telewizji przez przedstawicieli BCC przyprawiają mnie o
mdłości.
Często pytam przedsiębiorców, gdy narzekają na brak popytu, kto ma u nich
kupować jeśli oni sami płacą pracownikom netto powiedzmy 500 zł lub mniej
(np. „niepełny” etat, ale 10 godzin dziennie z sobotami) – słyszę: czy pan wie
jakie olbrzymie koszty utrzymania pracownika ja ponoszę? - płacić więcej
powinni inni.
W naszym kraju nie brakuje pracy, lecz chętnych do płacenia za pracę.
Zlikwidujmy pojęcie płacy minimalnej, a sam stanę się dobroczyńcą - stworzę ze
trzy nowe miejsca pracy np. zatrudnię jelenia za 20 zł miesięcznie choćby do
ścielenia łóżka bo nie lubię tego sam robić. I w ten oto sposób pozbędziemy się
bezrobocia. Tylko czy to zlikwiduje problem? Z pewnością nie.
Weźmy więc pod lupę małe i średnie firmy, przyjrzyjmy się wydatkom, majątkom i
sumieniom przedsiębiorców i przestańmy się łudzić, że obniżka podatków i
kosztów pracy coś zmieni w ich postępowaniu. Demoralizacja wywodząca się
jeszcze z czasów PRL, gdzie w towarzystwie do dobrego tonu należało chwalić się
kombinowaniem, czyli po prostu kradzieżą, jest zbyt zakorzeniona. Trzeba
wychować kilka nowych pokoleń, aby można było liczyć na obywatelską i ludzką
postawę prawdziwych przedsiębiorców.
A na dziś radzę rozbudować organy kontrolne do granic bólu i w teren. Tylko
skąd wziąć uczciwych kontrolerów?
Tych przedsiębiorców, którzy czują się urażeni bardzo przepraszam o ile
zaliczają się do tych 10% spośród nich, których powyższe zarzuty nie dotyczą.
Leon Zawodowiec