kijwlogingw
27.10.05, 19:03
Nie pomógł Wałęsa, nie pomógł Kwaśniewski, nie pomogły stronnicze media i
ważne wydarzenie (zaspany dozorca), dzięki któremu można było porzeźbić nieco
dłużej przy wynikach ostatnich wyborów. Platforma, inaczej niż jej
amerykański odpowiednik - republikanie - zapewne jeszcze nie nauczyła się
fałszowania wyników elekcji. I ja się z tego cieszę, ponieważ neoliberalna
wizja świata poniosła w Polsce serię sromotnych porażek: przegrała rząd,
przegrała prezydenta, a teraz przegrała nawet marszałka sejmu.
Ale myliłby się ten, kto uważałby, że limit porażek się wyczerpał. Prawdziwa
klęską dla PO będzie bowiem utrata kontroli nad ...MSWiA, inaczej mówiąc
Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, w tym - co najważniejsze - nad służbami
specjalnymi, którym, co wiadomo od stosunkowo niedawna, miał chęć osobiście
rządzić najbardziej chciwy władzy polityk PO, Jan Maria Rokita.
Radzę Wam wsłuchać się w wypowiedzi Rokity, który mimo propozycji objęcia MON-
u przez PO w dalszym ciągu twierdzi, iż to PIS ma obsesję na
punkcie "wszystkiego, co chodzi w mundurze". Wątek ten jest ledwo widoczny i
dość powszechnie trywializowany, jednak dla osób znających film "Nocna
zmiana" sprawa powinna być ewidentna. Cóż bowiem może łączyć Wałęsę i
Kwaśniewskiego z jednej, z Tuskiem i Rokitą z drugiej strony? Dla
niewtajemniczonych odpowiem wprost - m. in. teczki, a dokładnie rola
wszystkich wyżej wymienionych w haniebnym zamachu stanu z 1992 r. w obronie
agentów komunistycznej bezpieki.
Nota bene fakt, iż Donald Tusk złożył przed kampanią prezydencką prawdziwe
oświadczenie lustracyjne, słowem deklaracja, że nie współpracował z tajnymi
służbami PRL, nie oznacza, że Donald Tusk nie współpracował z tajnymi
służbami. Tyle, że nie były to służby PRL, oczywiście. Jakie to były służby
można się łatwo domyślić czytając arcydzieło myśli politycznej samego Tuska
(Solidarność i duma), w którym jako człowieka, który zmienił radykalnie bieg
jego życia wymienia ...Zbigniewa Brzezińskiego.
To, że kapitalizm wprowadzał w Polsce "przywódca związku zawodowego", a także
to, że na wojnę o iracką ropę pomaszerować kazał "lewicowy" prezydent RP, też
nie może być przypadkowe, tak jak nie może być przypadkowe to, że połączyło
obu tych panów poparcie dla Donalda Tuska. Wygląda to bowiem wszystko tak,
że "nasze", czytaj komunistyczne spec-służby, przewidując upadek komunizmu,
spowodowany m. in. przez wymknięcie się ruchu "Solidarności" spod
agenturalnej kontroli, dogadały się z kolegami z przeciwnej strony barykady
(por. rolę Brzezińskiego).
Ceną, jaką wszyscy płacimy za obronę tego układu, jest wyprzedane państwo i
mafia ubecko-polityczno-biznesowa kontrolująca to państwo. Frontalne
zwycięstwo Kaczyńskich stwarza dla tego zbrodniczego układu fundamentalne
zagrożenie, stąd histeria w szeregach PO, przebijająca zwłaszcza z
wypowiedzi Tuska i Rokity.
Dlatego z wielką satysfakcją przyjmę do wiadomości kolejne porażki Platformy
Obywatelskiej, zwłaszcza w dni takie jak wczorajszy (okrzyknięte przez
liderów PO "czarnym dniem polskiej demokracji"), bo dla mnie dzień ten jest
świętem. Trybunał Konstytucyjny uznał bowiem, iż każdy obywatel ma wreszcie
prawo wglądu do własnej teczki (choć nie do teczek innych osób, jak w
niektórych krajach postkomunistycznych). To, podobnie jak decyzja Polaków, by
odesłać neoliberałów "na szczaw", to zdecydowanie kroki w dobrym kierunku.
Dopóki ludzie tacy jak Tusk i Rokita ślinić się będą na sam dźwięk
słowa "służby specjalne", dopóty Polska będzie podzielonym krajem społecznej
niesprawiedliwości. Czy IV Rzeczpospolita braci Kaczyńskich bedzie antidotum
na dotychczasowe zło? Czas pokaże, choć alterglobalizm w osobach bliźniaków
sprzymierzeńca raczej mieć nie będzie.