Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
04.10.02, 22:48
Rozmowa z inż. Jadwigą Badecką
Nadesłany przez Panią do "Naszego Dziennika" list jest cennym świadectwem,
rzucającym inne światło na tragiczne wydarzenia w Zadach 10 kwietnia 1944 r.
W jaki sposób dowiedziała się Pani o tej strasznej zbrodni UPA?
- Z napadu Ukraińców uratował się mój bliski krewny Maciej Badecki i jego
młodsza córka Jasia. Odwiedzili nas po wojnie w Opolu, gdzie zatrzymaliśmy
się po wypędzeniu z Sambora. Potwierdzili wszystkie okrutne okoliczności
zbrodni Ukraińców. To było etniczne wyludnienie. Nie tylko chodziło o to, aby
Polaków usunąć z tych ziem, ale żeby ich męczyć. Ukraińcy nie oszczędzali ani
kobiet, ani dzieci.
W Zadach zamordowano 44 osoby z Pani rodziny.
- Wśród ofiar znajdowali się też inni Polacy. Nieprawdą jest, że składali
donosy do gestapo. To byli chłopi, najczęściej małorolni, którzy martwili się
o to, żeby zebrać z pola, mieć co jeść. Nie w głowie im było donoszenie czy
polityka.
Wiele osób zadaje sobie pytanie, jak było możliwe rozbudzenie takiej
strasznej nienawiści Ukraińców do Polaków. Przecież tych wszystkich zbrodni
dokonywali sąsiedzi, a nawet krewni Polaków...
- Znałam Ukraińców, którzy byli bardzo przyzwoitymi ludźmi. Pamiętam, że w
naszym domu w Samborze mieszkał syn księdza ukraińskiego. Utrzymywaliśmy
dobre kontakty. Były też jednak inne sytuacje. Pewnego dnia zorganizowano
zabawę dla uczniów wszystkich szkół średnich. Miałam wówczas sympatię, to był
Witek Baczyński, Ukrainiec. Nie chciał tańczyć, bo twierdził, jest w żałobie
za wolną Ukrainę... A po latach, co za zbieg okoliczności. Po wojnie
spotkałam Witka w sanatorium pod Rzeszowem. "To pan nie buduje wolnej
Ukrainy?" - zapytałam go. Ukraińcy uciekali przed Sowietami do Polski...
Polacy na Kresach przeszli gehennę podczas wojny. Zmieniający się okupanci,
stałe zagrożenie życia, wywózki. Jak w Pani rodzinnym Samborze wyglądała
pierwsza okupacja sowiecka?
- Gdy weszli Sowieci w 1939 r., Żydzi witali ich, stawiając bramy tryumfalne.
Wydali śmietankę społeczeństwa, inteligencję polską, a sami poszli na służbę
NKWD. Ale byłabym niesprawiedliwa, gdybym tak powiedziała o wszystkich. Mój
ojciec był urzędnikiem skarbowym. Byliśmy zamożni, dlatego umieszczono nas na
liście niepożądanych pomieszczyków. Pewnego dnia do ojca przyszedł Żyd i
powiedział: "Panie Badecki, niech pan wyjedzie". "A czemu?". "Niech się pan
domyśli".
W ciągu dwóch dni wyjechaliśmy razem z mamą i bratem do wsi Chłopczyce koło
Rudek. Pracowałam tam jako nauczycielka. Ojciec został we wsi Ordyńce, gdzie
było gospodarstwo moich dziadków - rodziców mamy. Zdecydowaliśmy się
rozdzielić, by w razie wywózki na Sybir ktoś z nas został i mógł przysłać
paczkę z pomocą.
Jak ocenia Pani politykę przeprosin - wobec Żydów i Ukraińców, jaką uprawiają
od kilku lat polskie władze, a szczególnie prezydent Kwaśniewski?
- Jestem za pojednaniem, ale nie mogę, na podstawie choćby tego małego
wycinka dziejów mojej rodziny, przepraszać Ukraińców. To jakieś
nieporozumienie. Wiem, że nie możemy ciągle, z różnych względów, zaogniać
stosunków z Ukrainą, ale dosyć tego przepraszania. Nie można zamazywać faktów
historycznych. Jestem patriotką polską, ale nie mogę się zgodzić, żeby pan
Kwaśniewski przepraszał w moim imieniu. Lepiej, żeby milczał, a jeżeli już
zabiera głos, to niech wcześniej zapozna się z faktami, porozmawia ze
świadkami. My jeszcze żyjemy. Po co z nas robić ludzi, którzy już całkowicie
potracili pamięć? Starsze osoby mają tę cechę, że pamiętają dawne czasy
lepiej niż obecne. Chociaż dzisiejsza rzeczywistość też dobrze zapada w
pamięć...
A jakie były Pani losy po wojnie?
- Przepracowałam blisko 40 lat jako nauczycielka. Bardzo lubiłam swój zawód.
Po wypędzeniu z Kresów skończyłam żywienie zbiorowe na Wydziale Rolnictwa
SGGW. Uczyłam w szkole gastronomicznej w Warszawie, sprawowałam też nadzór
nad wszystkimi stołówkami akademickimi w stolicy. Napisałam kilka książek z
dziedziny żywienia. Dziś, mimo że mam już wiele lat, wciąż wszystko mnie
interesuje, śledzę, co się dzieje. Boli mnie, że Ukraińcy uważają Rzeszów,
Przemyśl za swoje miasta. Z drugiej strony Niemcy się upominają o
odszkodowania. Co z nami będzie? Rozdziobią nas kruki i wrony. Zaśpiewamy
sobie: "Miałeś, chamie, złoty róg"...
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Rutkowska