Gość: Oszołom z RM
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
05.10.02, 13:01
Cała gromada "autorytetów" - zarówno świeckich, jak i kościelnych -
nieustannie uczestniczy w akcji "promocji" tzw. integracji Polski z Unią
Europejską. Chciałoby się powiedzieć: dyskusji czy debaty, ale jakoś słowa te
nie oddają dokładnie stanu rzeczy. Dyskusja jest bowiem wtedy, gdy obie
strony przedstawiają własne argumenty, które następnie są racjonalnie
wyważane. Gorzej, gdy jedna ze stron ma poważne trudności z ich generacją.
Zaistniała więc sytuacja bardzo niezręczna. Otóż elity, które przecież "żyją"
z argumentów, nie chcą za żadne skarby dać po sobie poznać, że nie mają wiele
do powiedzenia. Postawa ta, owszem, jest psychologicznie zrozumiała. Owe
elity zatem wpadły na pomysł, by wstąpienie Polski do UE uznać za coś
oczywistego, bowiem to, co jest oczywiste, nie potrzebuje argumentów.
Mankamentem tego zabiegu jest fakt, że dla połowy, jeśli nie większości,
Polaków sprawa ta oczywista nie jest. Elity jednak i z tym sobie radzą.
Wystarczy intensywna propaganda, zwłaszcza "posolona", by dla części
odbiorców coś, co nie jest oczywiste, oczywistym się stało. Dla całej reszty,
odpornej na indoktrynację, pozostają epitety w stylu: niedouki, ksenofoby,
ciemniaki, oszołomy.
Jednakże nie jest tak, że elity nie mają w ogóle argumentów. Od czasu do
czasu jakiś się wykluje. Ostatnio tryumfuje porzekadło, że jeśli nie
wejdziemy do UE, to czeka nas Białoruś. Przy okazji zarzuca się przeciwnikom
integracji lęki i fobie.
Trzeba przypomnieć, że mija już trzynasty rok od tzw. transformacji. Już
trzynaście lat nie należymy ani do bloku sowieckiego, ani do Unii
Europejskiej. Czy należymy do Białorusi? A co do rozsiewania lęków i fobii (w
tym i ksenofobii), to chyba nikt nie pobije niektórych świeckich i duchownych
osobistości w straszeniu Białorusią i innymi "zbirami".