joannabarska
05.12.05, 14:41
NUMER 47/2005 Prenumerata!
krajowa | zagraniczna
Media są bardzo silne, gdy podają coś idącego w smak publiczności. Jeżeli
jednak telewizyjno-prasowa kampania nie trafia w powszechne emocje, media
okazują się słabe. Przez wiele dni z naciskiem informowały, że w miastach
szykują się doniosłe manifestacje na cześć równości, wolności, tolerancji i
wszystkiego, co piękne. Pomimo rozgłosu nadanego przygotowaniom w Warszawie
manifestowało circa 1500 osób. W innych dużych miastach 100 do 250.
Organizatorami każdej z tych imprez było po 10 do 20 kanapowych partii i
organizacji społecznych. Na każdą wypadało więc po 5 do 10 reprezentantów. Na
ulice wyszli – jak można wywnioskować z tych proporcji – tylko najbardziej
zapaleni działacze z żonami i personelem biurowym oraz kupka dziennikarzy
sprawozdawców. Nawet gapiów było tylu, co kot napłakał. Centrolewica dała
więc publiczny pokaz swej słabości. Poczem ta żałość wszelka została
skomentowana jako wielki sukces zrywu wolnościowego i doniosły sprzeciw wobec
kaczyzmu.
Sami Kaczyńscy musieli ten kiepski odzew ocenić odwrotnie – jako przyzwolenie
społeczne dla nich. Wyraziste „róbta, co chceta” z prawem i wolnościami
obywateli.
Telewizje, prasa i rozgłośnie radiowe bronić poczęły uczniowskiego kabaretu
Normal z Ełku. Nabijał się on z ojca Rydzyka, co wywołało protest jednego
księdza i dwóch katechetek żeńskich. Występnych uczniów nie aresztowano, nie
grozi im Sybir (jak obchodzonemu teraz filomacie z Wilna) ani nawet
wyrzucenie ze szkoły, której dyrektor stanął zresztą po ich stronie. Pomimo
to twórcy kabaretu – podaje „Gazeta Olsztyńska” – bardzo się tłumaczą: oni
nie śmiali się z Rydzyka jako z mnicha, tylko jako z bogacza. Użyliśmy go
jedynie jako szablonu postaci, to nie był atak bezpośredni na księdza. Mówią
też, że są katolikami, nie mieli złych intencji, nie chcieli urażać uczuć
religijnych, a przy tym nie do końca przemyśleli treść skeczu. Mogliśmy
pokazać inną osobę. Uraziliśmy kogoś i powinniśmy przeprosić – oznajmili ze
skruchą, której nikt od nich nie żądał. A w ogóle to chcieli nie Rydzyka
skrytykować – wyjaśniają – tylko własne koleżanki za to, że ubierają się
wyzywająco. Obiecali także, iż w następnym programie przyłożą swoim obrońcom,
czyli mediom.
Oto więc próbka dzielności kontestatorów, a w istocie znamię nastrojów w
Polsce. Dokonuje się tu samozastraszenie. Uczniowie sami z siebie dochodzą do
wniosku, że kabaret nie powinien nikogo urażać (czyli istnieć!), a jeśli już,
to wyuzdaną koleżankę. Najlepiej zaś na scenie śpiewać godzinki, robić
patriotyczne melodeklamacje, czcić matkę i ojca swego, przy okazji ojca
dyrektora także.
Dziwnym trafem wszystko, co się teraz zdarza, obraca się więc na rzecz
kaczyzmu. Wcale nie to jest najstraszniejsze, że PiS przejęło władzę
państwową. Gorsze, że klimat w Polsce mu sprzyja. PiS zasiało strach, zanim
kogokolwiek z przeciwników wyrzuciło z pracy lub zamknęło do pierdla.
Sojusz Lewicy Demokratycznej powinien być radykalnie antykaczy, gdyż nie ma
on już nic więcej do stracenia ani niczego do osiągnięcia przez układność.
Żadne dlań konfitury nie stoją w spiżarni PiS. Czemuż więc jest taki nijaki,
gdy nacjonalistyczno-klerykalna władza podsuwa mu preteksty do protestów, a
telewizje czekają na Olejniczaka ze swymi kamerami, żeby zechciał grzmieć?
Dlaczego SLD całą swą słabą mocą nie wsparł manifestacji pierwotnej na rzecz
tolerancji dla gejów, a tylko z opóźnieniem wtórne demonstracje przeciw
złamaniu prawa przez prawicę? Zdradzę tajemnicę: Sojusz dlatego cicho
siedział, ponieważ politycy tej partii są nazbyt uczciwi. Oni w większości
nie znoszą pedałów, więc gdy rozum każe bronić cioty, brak im do tego serca.
Ich razi sutanna na scenie kabaretu, nawet jeśli wisi na grzbiecie takiego
Rydzyka. Oni też sądzą, że uczniowski kabaret wyszydzać powinien te
niemoralne dziewczyny noszące mini i cycki na wierzchu. Dla nich także pani
poseł Senyszyn, prof. Szyszkowska i temu podobne proaborcyjne i
antyklerykalne osoby to jakieś krzykliwe dziwaczki bez znaczenia, warte
najwyżej pobłażliwego uśmieszku. Oni też nie lubią Rosji, a podziwiają
Amerykę. Te swoje gusta i fobie odziedziczyli zaś po PZPR, choć odżegnują się
od postkomunizmu. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza co najmniej od 1956 r.
była chłopską pod względem rodowodu działaczy, ze wszystkimi tego skutkami.
Stała się prawdziwie patriotyczna, ludowa, a w porywach nacjonalistyczna.
Była to partia bliższa pod wieloma względami kaczyzmowi niż Kaczory by
chciały.
Przywódcy dzisiejszego SLD biegle analizują, jaki krok polityczny zyska
znaczący poklask społeczny, a jaki nie, co przysporzy głosów, a co je
odbierze. Umieją to kalkulować, ale tylko doraźnie. Nie są zdolni wyczuć tych
politycznie opłacalnych stawek, które dadzą przyszły profit.
Na początku XX w. brytyjscy liberałowie, a tym bardziej tradeunioniści
postrzegali sufrażystki jako rozczochrane czarownice komicznie okładające
policję parasolkami. Poczem one podwoiły liczbę wyborców i zmieniły
polityczny układ sił.
Przywódcy polskiej lewicy nie dostrzegają tego, że kwestia mniejszości
seksualnych i ich publicznej równoprawności ma dziś w całym zachodnim świecie
wymiar symboliczny. I że zawsze potężne dążenia polityczne korzystają z
niekoniecznie ważnych pretekstów, symboli, kostiumów. Pod tęczowymi flagami
homoseksualistów wojuje się o bardzo wielkie rzeczy polityczne, bo przeciw
zalewowi bigoterii, konserwatyzmu, fundamentalizmowi różnych obrządków.
Partie lewicy uparły się, by dowieść, że nie mają niczego do powiedzenia, do
niczego nie dążą i są nikomu niepotrzebne. Z pewnością to się im uda.
Przykre, ale Urban ma tu wiele racji. Kolejny raz ostrzega lewicę!!!