porannakawa
10.12.05, 06:46
Przekazałem mu (na apel ryżyka) czek na $100.00 z zaznaczeniem - na ratowanie
Stoczni Gdańskiej! Na czeku, który został zrealizowany i po tym został mi
przysłany przez mój bank jest podane moje nazwisko, imię, adres i numer telefonu.
Gdy ryżyk uznał, że jednak nie będzie ratował stoczni - powinien zwrócić te
moje pieniądze gdyż nie dostał ich na inny cel.
Skontaktować się oczywiście mógł bo wszystkie moje namiary znał.
Kwota stu dolarów jest testem na uczciwość tego krętacza i hochsztaplera.
Często robię takie numery płacąc gotówką i dając zamiast dolarka - banknot
dziesiątkę. I obserwuję jak wydadzą.
Ryżyk spełnił u mnie wymogi na zwykłego hochsztaplera i drobnego złodziejaszka.
Gdyby zatelefonował ktoś od niego i zapytał się czy mógłby moje pieniądze
przeznaczone na ratowanie stoczni przeznaczyć na co innego - dostałby pewnie
taką zgodę.
On jednak uznał, że te pieniądze są już jego!
Problemem jest to, że to nigdy nie były jego pieniądze! To były moje i
stoczniowe jedynie. Nigdy ryżykowe! Ryżyk je zawłaszczył!
I nie pomogą tutaj jakieś ekwilibrystyczne wyjaśnienia - trzeba było się
zgłosić, trzeba było i to i owo.
A trzeba było do mnie zatelefonować i zapytać.
To nigdy nie były ryżykowe pieniądze!