9119511tu
21.12.05, 17:52
Bardzo niepocieszeni byli panowie Ziobro i Romanowski. Pierwszy, jak wiadomo
jest ministrem sprawiedliwości, drugi, jak wiadomo, spikerem prowadzącym TVN
24, słynnym ze swego obiektywizmu pod warunkiem, że nie trzeba obrobić nikogo
z SLD.
Otóż obaj ci czcigodni mężowie byli niepocieszeni, bo pan prezydent
Kwaśniewski wszczął procedurę ułaskawienia Zbigniewa Sobotki. Jak dobrze
pamiętamy kielecki sędzia nazwiskiem Anczykowski, skazał Sobotkę na trzy i
pół roku więzienia, bo według niego, to Sobotka był źródłem przecieku o
planowanej akcji policji przeciwko kieleckim gangsterom. Nic do rzeczy nie ma
tu śmieszny rozmiar gangsterstwa. Ważne, że sędzia Anczykowski uznał, iż
Sobotce należy się wyrok bardzo surowy, bo jako wiceminister spraw
wewnętrznych miał obowiązek chronić policjantów, a on naraził ich
na „śmiertelne niebezpieczeństwo”. Też byłbym za surową karą. Rzecz jednak w
tym, że onże Anczykowski niczego Sobotce nie udowodnił, a jego słynny,
przyczynowo-skutkowy łańcuch poszlak, rwał się co chwilę, jak stare gacie.
Do historii orzecznictwa przyjdzie słynne zdanie Anczykowskiego, które
wypowiedział uzasadniając swój wyrok: Sobotce, co prawda nie udowodniono, że
to on przekazał wiadomość, ale mógł przekazać, albowiem miał telefon.