kataryna.kataryna
07.01.06, 13:12
Biedna Zyta Gilowska. Jeszcze nie odebrała nominacji, nie podjęła żadnej
decyzji, nawet słowem się nie zdążyła odezwać a już jest kopana z każdej
strony. Głównie przez zwolenników Platformy, dla których jeszcze pół roku
temu była murowaną kandydatką na ministra finansów. O co chodzi? Czy Gilowska
zdradziła partię? Nie, bo w partii nie jest już od pół roku po tym jak ją
Tusk z Rokitą wykolegowali. I co, po tym wszystkim miała do końca życia
pozostać poza polityką tylko dlatego, że kiedyś była w PO? Nawet jeśli
uznała, że z tą ekipą można coś sensownego zrobić? Powinna jak Tusk, Rokita i
reszta siedzieć w twardej opozycji i popierać giertychowe becikowe tylko po
to, żeby zrobić na złość PiSowi? I to by było świadectwo jej politycznej
odpowiedzialności i przyzwoitości? Zyta będzie teraz wrogiem numer jeden
prawdziwych i taktycznych zwolenników Platformy, tych samych którzy by ją z
radością powitali jako wicepremiera w rządzie Rokity. Paranoja. Mam nadzieję,
że Gilowska przetra jakoś ten ostrzał. W pewnym sensie jest on dowodem
uznania dla niej.