Gość: A. Mickiewicz
IP: *.its.monash.edu.au / *.arts.monash.edu.au
07.11.02, 04:21
�.a tu nagle nam Ania zrywa sie z siedzenia,
Rzuca sie w prawo, w lewo, skacze skros strumienia,
Rozkrzyzowana, z wlosem rozpuszczonym, blada,
Pedzi w las, podskakuje, przykleka, upada
I nie mogac juz powstac, kreci sie po darni,
Widac z jej ruchów, w jakiej strasznej jest meczarni,
Chwyta sie za piers, szyje, za stopy, kolana,
Skoczyl Jerzyk-Pastor myslac, ze jest pomieszana
Lub ma wielka chorobe. Lecz z innej przyczyny,
Pochodzily te ruchy, U bliskiej brzeziny
Bylo wielkie mrowisko, owad gospodarny
Snul sie wokolo po trawie, ruchawy i czarny;
Nie wiedziec czy z potrzeby, czy z upodobania,
Lubil szczególnie zwiedzac Swiatynie Dumania;
Od slonecznego wzgórka az po zródla brzegi
Wydeptal droge, która wiódl swoje szeregi.
Nieszczesciem Ania nasza siedziala sród drózki;
Mrówki, znecone blaskiem bieluchnej pończoszki,
Wbiegly, gesto zaczely laskotac i kasac;
Ania nasza musiala uciekac, otrzasac,
Na koniec na murawie usiasc i owady lowic.
Nie mógl jej swej pomocy nasz pastor odmówic.
Oczyszczajac sukienke, az do nóg sie znizyl,
Usta trafem ku skroniom Aniusinym zblizyl ...
"Co pan robi? Nie mozna! Niech pan mrówki lowi!
Panowie tylko prosic sa zawsze gotowi,
A mnie tu mrówki gryza:. "Gdzie?", "Kolo kolana".
Pastor reka tam siegnal - juz mrówka zlapana.
"Czy jeszcze?", "Pan pyta, a mrówki zuchwale
Coraz wyzej ida!" Za pończoszki biale
Siegac musial tym razem nasz Pastor szczesliwy.
Ze jednak krew nie woda, majtki nie pokrzywy.
Nasz Jerzyk siegnal glebiej, gdzie w cieniu ukryte
Rosna wstydliwe wlosy w pierscienie spowite.
Nasza Ania syknawszy padla na murawe.
A Pastor porzuciwszy na mrówki oblawe,
Otoczyl ja ramieniem, ku sobie przycisnal.
Ogień tajemnych pragnień w oczach jego blysnal,
Ustami ust jej szukal - znalazlszy, w zapale
Rozpalonymi wargi miazdzyl je zuchwale.
Nasza Ania na razie, smialoscia zdumiona,
Odepchnac jakby chciala Pastora ramiona,
Sil jednak i oddechu w piersiach jej nie stalo;
Dreszcz rozkoszy, znienacka objal cale cialo,
Obezwladnil jej czlonki, rzucil krew do twarzy.
A widzac, ze nasz Pastor na wszystko sie wazy,
Ulegla. Lecz, ze wiele doswiadczenia miala:
"Ach! Jeszcze kto zobaczy" - z cicha wyszeptala.
I sploszona a drzaca, na wpól pomieszana,
Miedzy omdlale nogi wpuscila Jerzyka�
Orzuciwszy falbany jednym smialym ruchem.
Jak klin, kiedy go z wierzchu uderza obuchem,
Tak wbil sie Pastor Jerzy bez pomocy reki
W ukryte w cieniu spódnic naszej Ani wdzieki;
A czujac, ze jej piersi wznosza sie jak fala,
Wzrok namietny krew mloda w zylach mu rozpala;
Nie cofa sie, lecz dazy bez zastanowienia
Do miejsca, które zwie sie szalem zaomanienia.
Jak klacz, kiedy jej jezdziec wbije w bok ostroge,
Nagle rzuca sie naprzód, bez wzgledu na droge,
Tak tez i nasza Ania jak ostroga spieta,
Rzucila naprzód cialem, a biale raczeta
Wokol Pastora-Jerzyka owinela szyi,
Równoczesnie jej nogi, jak pierscienie zmii,
Skrepowaly pastora tak, ze sie zdawalo,
Iz razem obydwoje jedno tworza cialo�