basia.basia
27.01.06, 12:22
Wspaniały tekst Josipa Brodskiego z rzepy weekendowej - nie przeoczcie:)
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_060121/plus_minus_a_9.html
I najważnieszy fragment wykładu:
"Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi,"
lecz ma ciąg dalszy, niepoprzedzony przecinkiem ani kropką:
"Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę,
odstąp i płaszcz.
Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące."
Przytoczony w całości, fragment ten ma w istocie bardzo niewiele wspólnego z
biernym oporem, z zasadą nieodpłacania tą samą monetą i odpowiadania dobrem na
zło. Wersy te bynajmniej nie głoszą bierności, sugerują bowiem, że dzięki
przesadzie można zło doprowadzić do absurdu; sugerują doprowadzanie zła do
absurdu poprzez obnażanie karłowatości jego rozkazów przesadą w ich
skrupulatnym wykonaniu, i tym samym pomniejszanie wyrządzonej krzywdy.
Przybierając taką postawę, ofiara zajmuje pozycję aktywną, pozycję mentalnego
agresora. Możliwe w tym starciu zwycięstwo nie jest już zwycięstwem natury
moralnej, lecz egzystencjalnej. Nadstawienie drugiego policzka nie uruchamia
poczucia winy wroga (które z łatwością może on w sobie zdławić), lecz
przedstawia jego zmysłom i umysłowi bezsensowność jego poczynań - zresztą, jak
każda forma produkcji na masową skalę.
Pozwolę sobie przypomnieć Państwu, że nie mówimy tu o przypadku walki fair.
Mówimy o sytuacjach, w których od samego początku znajdujemy się na
beznadziejnie przegranej pozycji, w których nie mamy możliwości oddawać
ciosów, w których wszystko jednoznacznie wskazuje na przewagę przeciwnika.
Innymi słowy, o ciemnych momentach życia, gdy z poczucia moralnej wyższości
nad wrogiem nie można czerpać pociechy, gdy wróg nie odczuwa już wstydu ani
nawet nostalgii za żywionymi niegdyś skrupułami, gdy do dyspozycji ma się
tylko twarz, szatę, płaszcz i nogi, które mogą jeszcze przejść tysiąc czy dwa
tysiące kroków."
Nie mogę się oprzeć wrażeniu (od kiedy przeczytałam), że strategię obrony da
się również zastosować do naszego życia politycznego a utwierdziły mnie w tym
wczorajsze nocne "wypadki" w Sejmie.