Gość: Anna
IP: *.nanarb01.mi.comcast.net
09.11.02, 16:29
Znalazlam bardzo ciekawy art. wiec warto sie nim zapoznac...tu w ameryce
gdy jeszcze chodzilam do szkoly to moj profesor bardzo duzo mowil na temat
wlasnosci prywatnej..."gdy zaczynaja ci odbierac twoja wlasnosc to juz jest
jeden tylko krok do odebrania twojego zycia" dlatego amerykanie tak wysoko
cenia wlasnosc prywatna poniewaz maja swiadomosc co moze sie stac gdy swoja
wlasnosc utraca...
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20021109&id=dd11.txt
Trzy czwarte Polaków prywatyzację kojarzy ze złodziejstwem i wyprzedażą za
bezcen majątku narodowego. Tak wynika z sondażu przeprowadzonego na zlecenie
jednej z ogólnopolskich gazet. Okazuje się, że większość respondentów ma do
tak zwanej prywatyzacji zdecydowanie negatywny stosunek. Grubo ponad połowa
ankietowanych nie chce sprzedaży zbrojeniówki, banków i aż 80 procent
sprzeciwia się sprzedaży sektora energetycznego. Zdrowy rozsądek bierze więc
górę. Zupełnie jakby propaganda obrzydzająca na co dzień pojęcia własności,
polskiej racji stanu w gospodarce, interesu narodowego nie działała. Polacy
doskonale wyczuwają, że tyle wolności, ile własności.
"W razie potrzeby będę brutalnie reprezentował niemieckie interesy, bo z tego
rozliczają mnie wyborcy i taka jest rola szefa państwa" - stwierdził Gerhard
Schroeder, kanclerz Niemiec. I nie powiedział niczego nadzwyczajnego. To samo
można by usłyszeć z ust premiera Włoch, premiera Wielkiej Brytanii czy
prezydenta Francji. Czego byśmy nie mieli im do zarzucenia, to trzeba
przyznać, że o interesy własnych państw dbają inaczej aniżeli "nasi".
Pomawianemu o warcholstwo, odsądzanemu od czci i wiary Gabrielowi Janowskiemu
bliżej do standardów zachodnioeuropejskich niż takiemu dajmy na to
Grzegorzowi Kołodce, który nie patrząc na interes Polski, cieszy się, że
załata kawałek dziurawego budżetu pieniędzmi ze sprzedaży Niemcom STOEN-u.
Jeden z posłów porównał kiedyś polskie elity władzy do pijaka, który wynosi z
domu co cenniejsze przedmioty, sprzedaje za grosze i przepija. Rząd jak ten
alkoholik pozbywa się kur znoszących złote jajka, by przejeść w budżecie.
Jeśli u nas tylko ktoś podniesie sprawę obrony interesu narodowego, to
zostaje warchołem, oszołomem i ksenofobem. Na Zachodzie taka postawa uważana
jest za normalną. Na porządku dziennym jest zachowywanie narodowej kontroli
nad sektorami strategicznymi, takimi jak np. energetyczny, telekomunikacja, a
ponadto nie jest praktykowane zdominowanie jakiegoś działu gospodarki przez
inwestora jednego państwa. U nas odwrotnie - polska racja stanu się nie
liczy. Marks mówił, że kapitał nie ma ojczyzny. A "nasi" za nim powtarzają.
Na ustach Marks, w kieszeni kapitał - oto cali właściciele PRL-bis, którzy
uwłaszczyli się majątkiem narodowym kosztem obywateli, którzy dorobili się
braniem w łapę przy okazji "prywatyzacji".
W sprawie STOEN-u klamka zapadnie 15 listopada, kiedy to wygaśnie termin
składania uwag do umowy. Za ułamek wartości polski rząd chce podarować
Niemcom dochodowy zakład dystrybuujący energię plus o specjalnym znaczeniu
dla bezpieczeństwa państwa światłowód służący do przesyłania tajnych
informacji polskich instytucji państwowych. Niemcy nie potrzebują dziś
amunicji, by skolonizować Polskę. Mają w końcu Millera, Kwaśniewskiego,
Wiesława Kaczmarka, który mówiąc o sprzedaży STOEN-u, był uprzejmy
spytać, "czy chcemy sprawnego kierowania, czy ma być w naszych rękach?".
Niemcy na pewno sprawnie pokierują. Tylko patrzeć, jak będą nas zaopatrywać w
energię ze swoich elektrociepłowni, windować ceny, podczas gdy nasze
elektrownie zaczną padać, a ludzie z nich zwolnieni ustawiać się w
pośredniakach po zasiłek.
Nic dziwnego, że święto odzyskania niepodległości obchodzimy w minorowym
nastroju. To wcale nie smutne usposobienie Polaków, tylko zwyczajnie nie ma
się z czego cieszyć. Jeśli tyle wolności, ile własności, to tej wolności
odzyskanej w 1989 roku sporo już ubyło. Na Zachodzie dawno tę zależność
między suwerennością gospodarczą a polityczną zrozumiano. U nas ostatni raz w
dwudziestoleciu międzywojennym. Poza oczywiście wyjątkami potwierdzającymi
regułę, jak na przykład wspominany już poseł Gabriel Janowski. Gdyby nie
determinacja pana posła, STOEN poszedłby pod młotek w sposób niezauważalny
dla opinii publicznej.
Eugeniusz Kwiatkowski, przedwojenny minister skarbu unikał uzależnień od
obcego kapitału, w Polsce międzywojennej nie wyprzedawano fabryk, nie
wyprzedawano ziemi. Gospodarka się rozwijała, powstał imponujący po dziś
dzień Centralny Okręg Przemysłowy. Ten rozwój był możliwy, bo elity rządzące
były propaństwowe, myślały kategoriami interesu Ojczyzny, a nie jak dzisiaj
własnej kieszeni. Marszałek Piłsudski służył Polsce, sam niczego się nie
dorobił ani o to nie zabiegał. Komu "oni" służą? Brukseli, Niemcom, tylko nie
Polsce, bo się nie opłaca.