pink.freud
31.01.06, 09:53
zwęszyły krew i nie mogą się do jutra powstrzymać z propagandą?
Czy gdyby Dorn przed katastrofą wprowadził te wszystkie nadzwyczajne środki, zmusił wojewodów i wprowadził kary pieniężne, to czy wtedy mając hipotetycznie taką mozliwość nie wyrzucilibyście go natychmiast za despotyzm? Ile trzeba by znosić lamentów rozpaczających panienek, który protestowałyby przeciwko pomiataniu przez Dorna wojewodami i urzędnikami?
Nawiasem mówiąc nie wszyscy mają problem z liczeniem aż do ośmiu.
"Po śmierci 67 osób w hali targowej w Katowicach minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn podjął nadzwyczajne środki ostrożności. Dzień po tragedii, w niedzielę, zarządził natychmiastową kontrolę grubości śniegu zalegającego na dachach wielkich budynków. Zmusił też wszystkich wojewodów, by nakazali właścicielom budynków usuwanie śniegu. I wprowadzili kary za ośnieżone dachy. Gdyby te ostre działania podjął wcześniej, być może kilkadziesiąt osób nie zostawiłoby swoich rodzin w żałobie. Dlaczego więc minister czekał tak długo?
- To nieprawda, że przed tragedią nic nie robiliśmy - ripostuje Tomasz Skłodowski, rzecznik Dorna. - Już 23 stycznia podjęliśmy nadzwyczajne środki ostrożności. Obecne działania to tylko przypomnienie - zapewnia.
Te "nadzwyczajne środki" z 23 stycznia to pismo do wojewodów "w związku z falą mrozów". Jest w nim prośba o: kontrolowanie sytuacji na drogach, informowanie ludzi o ciężkiej zimie, dbanie o bezdomnych, zastanowienie się nad przerwaniem zajęć w szkołach, dowożenie jedzenia do miejsc odciętych przez zimę oraz troskę o starszych ludzi. Dopiero w ósmym punkcie (!) władze proszą o zmuszenie właścicieli budynków do usuwania śniegu z dachów. I nie ma ani słowa o karach."