panidalloway
01.02.06, 15:35
Reporterka: „Przyszedł pan zapalić świeczkę?” Mężczyzna: „ Tak”
R: „A córeczki pomagały?” M: „Pomagały”
R ( z nadzieją) „Czy wśród ofiar jest może ktoś z pana bliskich lub
znajomych?” M( zawstydzony) : „No nie wiem, bo nie znam jeszcze listy
wszystkich ofiar, ale może”
R: „A może ktoś z sąsiadów ?”„ itd.
Panowie Marcinkiewicz i Religa wygłosili do ratowników bardzo napuszone
przemówienia. Religa podkreślał, że nie będą nas obcy pouczać, jak się
ratuje, bo udowodniliśmy, że sami wiemy najlepiej. A strażak zaś mówił
jakoś tak: „Najpierw byłem sam. Ludzie myśleli, że jak przyszedł strażak,
to już wszystko będzie dobrze. Jak się wycofywałem po sprzęt, to mnie
ludzie nie chcieli puścić. Najpierw było trudno, ale w miarę jak się akcja
rozkręcała, to już coraz bardziej wiedzieliśmy, co robić”
Nie wiem, czemu strażak był sam. Może to był strażak pilnujący wystawy.
Tak, czy siak , jego relacja w porównaniu do przemówień wypada jakoś
frasobliwie.
Nadzieję na opamiętanie daje postawa przedstawicieli prokuratury, którzy
podczas konferencji prasowej nie dali się podpuścić i odmawiali wszelkich
ocen i dzielenia się podejrzeniami. Może minął już czas demonstrowania
bryłek lodu, a zaczęło się wnikliwe śledztwo, które oprze się wszelkim
naciskom. Może nawet sama akcja doczeka się wnikliwej oceny? Nie żeby komuś
dowalić, ale żeby wiedzieć.