emeryt.z.mojrzeszowa
14.02.06, 07:41
Polskie służby konsularne, które powinny reprezentować interesy naszej Ojczyzny w USA, dążyły do tego, by zminimalizować znaczenie wizyty prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w tym kraju, a także by Lech Kaczyński spotkał się z jak najmniejszą grupą naszych rodaków. Takie komentarze można było usłyszeć na zakończenie wizyty głowy państwa polskiego z ust wielu przedstawicieli Polonii amerykańskiej. Niektórzy z rozgoryczeniem stwierdzali, że to kolejny przykład potwierdzający rację osób domagających się szybkiej wymiany personelu polskich placówek dyplomatycznych. Być może zapowiedzią tego są pogłoski o dymisji ministra spraw zagranicznych Stefana Mellera.
Pierwsze sygnały o utrudnianiu Polonii spotkania z nowym prezydentem Polski pojawiły się jeszcze przed czwartkowym obiadem wydanym przez Lecha Kaczyńskiego na cześć Polaków zamieszkujących wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Nasi rodacy zza oceanu narzekali, że drogą oficjalną trudno było uzyskać jakąkolwiek informację na temat tego wydarzenia, a tym bardziej spotkać się z prezydentem. Obiad oczywiście się odbył, ale zapewne znacznie więcej było Polaków rozczarowanych tym, że nie mogli zobaczyć i usłyszeć Lecha Kaczyńskiego, niż tych, którzy w spotkaniu uczestniczyli.