gorby
26.02.06, 12:23
Niespotykany cud wydarzył się podczas wyborów przedstawicieli organizacji
społecznych do tak zwanej Rady Działalności Pożytku Publicznego.
Wzorem cywilizowanego świata, organizacje społeczne zajmujące się ubogimi,
bezdomnymi, dziećmi, niepełnosprawnymi, edukacją, kulturą itp. także w Polsce
mają swoją reprezentację. Od 2003 r. działa w naszym kraju wspomniana Rada
Działalności Pożytku Publicznego. Za rządów Marcinkiewicza afiliowana jest
przy Ministrze Pracy i Polityki Społecznej, poprzednio zaś – przy ministrze
gospodarki. Od samego początku największe emocje budziło to, kto ma w tej
Radzie reprezentować organizacje pozarządowe. Dyskusja dotyczyła tego, czy
minister ma prawo powołać kogo chce, czy należy zorganizować wybory. Jerzy
Hausner zgodził się, że wśród organizacji pozarządowych zostaną zorganizowane
nieformalne prawybory, a ich wyniki minister wykorzysta przy tworzeniu Rady.
W 2003 r. tak się stało – kto zdobył najwięcej głosów, ten wchodził w skład
Rady.
W tym roku miało być podobnie. Takie same zgłoszenia, takie samo głosowanie,
tylko wyniki nieco inne. Ludzie Kościoła (ks. Stanisław Słowik, dyrektor
Caritasu Diecezji Kieleckiej, oraz Tomasz Bilicki z Kościelnego Centrum
Służby Rodzinie) głosowanie... przegrali. Najgorszy wynik osiągnął Bilicki –
otrzymał tylko pięć głosów na 123 możliwe. Taki wynik jest w swej wymowie
jednoznaczny – społecznikom nie jest po drodze z ludźmi Kościoła kat.
Minister jednak nie pozostał bezczynny i natychmiast zareagował na to
bezeceństwo – wbrew głosowaniu powołał kościelnych reprezentantów do Rady.
Jakże mógł nie powołać, skoro jest ministrem w rządzie taty Rydzyka, a na
dodatek Radzie dodano w tym roku nowe uprawnienie: wskazuje ona kandydatów do
komitetów nadzorujących wydawanie europejskiej kasy.
Czyż dzielenie pieniędzy może odbywać się bez księży?!
Ukrasc rodakowi dac biskupowi,q..! Walczyc z demokracja w imie interesow KK.
To jest "patriotyzm" zdrajcow Polski !