orgullos
28.02.06, 18:59
Skończą się wreszcie oszustwa
Z życia Warszawy
----
Jawne dopłaty z Brukseli
Listy rolników dostających dopłaty z UE znajdą się w internecie
Koniec z utajnianiem nazwisk rolników, którzy dostali dopłaty z UE. Komisja
Europejska chce, by były jawne i dostępne w internecie.
To inicjatywa komisarza ds. administracji Siima Kallasa. Ujawnienie nazwisk
beneficjentów ma sprawić, że Europejczycy odzyskają zaufanie do unijnych
instytucji. W końcu pomoc dla rolników pochłania ok. 46 proc. unijnego
budżetu. W 2005 r. na dopłaty poszło 49 mld euro.
Tajemnicze dopłaty
Dane zebrane ze wszystkich 25 krajów trafią na specjalną stronę internetową,
do której dostęp będzie miał każdy obywatel. Teraz informacje o tym, kto
najbardziej zyskuje na rolniczych dopłatach, są ujawniane tylko w kilku
krajach, m.in. Wielkiej Brytanii, Szwecji, Danii i Holandii.
W Polsce nazwiska rolników z dopłatami trzymane są w tajemnicy. – Nie pozwala
nam na to obowiązujące u nas prawo – tłumaczy Iwona Musiał, rzeczniczka
Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
ARiMR zdradza jednak, że największa płatność, jaka została wypłacona w
Polsce, to prawie sześć milionów złotych i trafiła nie do pojedynczego
rolnika, ale do firmy w województwie pomorskim. Co do nazwisk rolniczych
krezusów w Polsce można więc jedynie spekulować. Bo choć często znany jest
areał gospodarstwa, to wysokość dopłaty zależy od tego co i gdzie na ziemi
rośnie.
Niektórzy polscy politycy już wcześniej publicznie przyznali się do wysokości
otrzymywanej z UE pomocy. Andrzej Lepper z Samoobrony dostał 18 tys. zł,
Wojciech Mojzesowicz z PiS i Artur Balazs z SKL – po 110 tys. zł. Stanisław
Łyżwiński z Samoobrony liczył na pięć tys. zł.
Królowa rolnikiem
Europejskie organizacje społeczne od lat walczą o ujawnienie nazwisk
otrzymujących unijne dopłaty. W tym roku otwarty został portal internetowy,
który zawiera listy beneficjentów z części krajów (www.farmsubsidy.org).
Ku zaskoczeniu Anglików okazało się, że królowa Elżbieta II i książę Karol
też dostają dopłaty (królowa 546 tys. funtów rocznie, a książę 224 tys.
funtów). Zyski z unijnych funduszy czerpał też holenderski minister rolnictwa
Cees Veerman (190 tys. euro).
We Francji dopłaty dostał m.in. książę Albert z Monako (300 tys. euro) oraz
senator Remy Pointereau (121 tys. euro). W Estonii najwięcej, po 500 tys.
euro rocznie, dostają spółki – w pierwszej dwudziestce nie ma ani jednego
rolnika indywidualnego.
Dzięki Unii mamy bardzo dużo pracy
Z Markiem Stefańskim, prezesem zarządu Przedsiębiorstwa Robót Inżynieryjnych
PolAqua SA, rozmawia Marcin Zwierzchowski
Siedziba firmy PolAqua stoi w pięknym parku?
Kupując tę ziemię, zapewniano nas, że to nie jest park. Hałdy ziemi i staw,
do którego wylewano ścieki. Po przejęciu przez nas w 1996 r. natychmiast
pojawił się wojewódzki konserwator przyrody i od razu chciał nas karać za
zaniedbania wcześniejszych właścicieli. Udało nam się dogadać z urzędem, że
zrekonstruujemy park w zamian za odpuszczenie kar. Zainwestowaliśmy 700 tys.
zł i mamy perełkę.
Ale początki PolAqua były nie tutaj...
Zaczynaliśmy w Kutnie wl990 r. Roboty wykonywaliśmy głównie w Warszawie. Z
czasem przenieśliśmy działalność do Piaseczna.
Pierwsze nasze zlecenia to Ikea w Piasecznie, Oriflame w Ursusie i CocaCola
Bottlers na Annopolu. Myślałem na początku, że będzie to firma rodzinna.
Wierzyłem, że nadejdzie sukces. Należy sobie zdać sprawę, że jak w biznesie
się ruszy już trzeba to ciągnąć. Nie możną się zatrzymać, bo traci się
wszystko. Dziś zatrudniam wielu młodych, zdolnych ludzi, wśród których z
pewnością jest mój następca.
Zakres działalności Pana firmy jest bardzo szeroki.
Wykonujemy roboty związane z infrastrukturą. Kanalizacje sanitarne,
kanalizacje deszczowe, oczyszczalnie ścieków, podczyszczalnie wód
deszczowych, rurociągi do przesyłu gazu, ropy. Jesteśmy np. wykonawcą
trzeciej nitki rurociągu Przyjaźń. Ale pracujemy też dla inwestorów
prywatnych. Np. kompletne uzbrojenie terenu dla Dworca Wileńskiego, centrum
Arkadia, Złotych Tarasów, Auchan na Modlińskiej czy Puławskiej itd.
Po wejściu Polski do Unii nastały dla Was lepsze czasy?
Bardzo dobre. Są inwestycje i unijne dotacje. My dostaliśmy bezpośrednio
ponad 3 min zł dotacji w zeszłym roku. W tej chwili wykonujemy kontrakty
dotowane z Unii przekraczające 100 min. A startujemy do przetargów wartych
łącznie ok. miliarda złotych.
Czekałem na taki moment 16 lat, wiedząc, że nadejdzie.
Przez 10 lat nie wziąłem z firmy ani jednej złotówki dywidendy. Wszystko szło
w inwestycje i teraz mamy tego efekty.
Te inwestycje to m.in. nowoczesny sprzęt?
Rok produkcji maszyn to 200405. Nie mamy ani jednej maszyny, która nie
miałaby klimatyzowanej kabiny. A mamy 95 pojazdów. To tylko jeden z wielu
przykładów naszego dbania o bezpieczeństwo i komfort pracowników.
Przekłada się to m.in. na jakość. Dość powiedzieć, że przez te 16 lat nie
mieliśmy żadnych napraw gwarancyjnych.
Jakie są najbliższe plany Pana firmy?
Chcemy np. skupić działalność w jednym miejscu, bo teraz po drugiej stronie
Piaseczna dzierżawimy 2 ha na bazę sprzętu. Chcemy wybudować jedną bazę z
biurami. To da oszczędności nawet 600 tys. zł rocznie. No i giełda.
Chcielibyśmy wejść na nią już w czerwcu.