ar.co
06.03.06, 09:37
"Do tej pory klasy były tam kilkunastoosobowe. Teraz będą kompletne"
Jednym słowem - pod pozorem "kompletności" dotychczasowa główna zaleta szkół
prywatnych, czyli nieliczne, 12-15 osobowe klasy, pozwalające na indywidualną
pracę z uczniem, zostaną zastąpione przez 30-35 osobowe grupy, w których
nauczyciel nawet nie nauczy się imion wszystkich uczniów, tylko będzie
wywoływał ich po numerach. Świetny pomysł, tyle tylko, że to już przerabiamy
w szkołach publicznych - zdaje się, że prywatne miały się czymś od nich
różnić?