Gość: Oszołom z RM
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.12.02, 19:53
Albo Polska będzie pracowała z nami nad końcowym kompromisem, albo nie
skończy negocjacji w Kopenhadze i będzie negocjowała jeszcze wiele miesięcy" -
ultimatum takie postawił naszym negocjatorom główny negocjator Unii, Duńczyk
Poul Skytte Christoffersen, po czym zerwał się od stołu rokowań, przerywając
spotkanie. Równocześnie premier Danii Anders Fogh Rasmussen zagroził, że
następne rozszerzenie nastąpi nie wcześniej niż w 2007 r.
Tak rozmawia się z Unią. Te wszystkie banialuki o solidarności, wspólnej
Europie, sprawiedliwości, którymi zachłystują się nasi
rodzimi "Europejczycy", stawiają ich w długim szeregu tzw. pożytecznych
idiotów (to nie epitet, lecz kolokwializm). Dzisiejsza Unia łączy w sobie
niemiecką butę z holenderskim skąpstwem i brytyjskim wyrachowaniem. Nic nie
da się osiągnąć w targach z takim przeciwnikiem, jeśli druga strona wie, że
mamy już w szafie garnitur na paradę w Kopenhadze. Upieranie się przez rząd
Millera przy grudniowym terminie zamknięcia negocjacji naraża na szwank
interesy gospodarcze naszego kraju.
Ostatnie dni negocjacji Polski z Unią Europejską charakteryzuje coraz
silniejsze przypieranie "petenta" do muru. Bruksela nie godzi się na
zaoferowanie Polsce większych środków, kwot produkcyjnych i plonu
referencyjnego. Produkcja rolna w Polsce będzie redukowana przez
wspomniane "urzędowe" limity oraz - wskutek braku pełnych dopłat - przez
wypieranie polskich rolników z rynku.
Postulaty pod adresem UE przyjęte przez polski rząd na piątkowym posiedzeniu
i przekazane do Brukseli spotkały się tam z zimnym przyjęciem. Polska
zabiega, aby do pakietu negocjacyjnego dla dziesięciu kandydatów wróciła cała
kwota 2,5 mld euro, wykreślona przez unijnych przywódców podczas szczytu w
Brukseli. W propozycji duńskiej zawarta jest zaledwie połowa tych środków.
Być może brakująca suma zostanie jednak przyznana kandydatom w końcowej fazie
negocjacji, żeby poprawić bilans przepływów finansowych z Unią w pierwszych
trzech latach po akcesji. Jak wiadomo, bilans ten jest niekorzystny dla
budżetów tych państw, a w Polsce grozi wręcz "zawałem budżetu". Duńczycy
zaoferowali wprawdzie kompensatę budżetową, ale tylko w pierwszym roku po
akcesji. Nie ma natomiast szans na redukcję naszej składki do unijnego
budżetu - w tej sprawie przedstawiciele UE są nieprzejednani.
Unia nie godzi się też na powiększenie plonu referencyjnego - w duńskiej
propozycji zwiększono go w stosunku do wcześniejszych propozycji zaledwie o
0,04 proc., tj. do 3 t/ha. Polska domaga się, aby wynosił 3,14 t/ha. Wielkość
ta ma decydujące znaczenie przy wyliczaniu dopłat bezpośrednich - plon mnoży
się przez tzw. powierzchnię bazową upraw i kwotę subwencji.
Według nieoficjalnych informacji z Brukseli, nie ma także szans, aby Unia
przystała na zwiększenie kwoty mlecznej. Podczas gdy Polska chciałaby uzyskać
zwiększenie jej do ponad 11 mln ton, Dania oferuje zaledwie 8,96 mln ton z
możliwością podniesienia wielkości produkcji w 2006 r. do 9,38 mln ton, ale
tylko w wypadku, jeśli konsumpcja własna mleka w gospodarstwach ulegnie
znacznemu zmniejszeniu (jest ona także wliczana w kwotę). Unia liczy na to,
że trudności ze zbytem mleka (z uwagi na normy jakościowe) spowodują, iż małe
gospodarstwa będą wyzbywały się krów, a mleko na własne potrzeby zaczną
nabywać w sklepach. Konsumpcja własna mleka jest obecnie w naszym kraju
ustabilizowana i wynosi ok. 2,6 mln ton. Łączne postulaty dziesięciu
kandydatów w sprawie zwiększenia kwot mlecznych opiewają na 6 mln ton.
Nieustępliwość Brukseli dotyczy także innych kwot - cukrowej, izoglukozy,
skrobi ziemniaczanej. Duńska oferta jest natomiast zadowalająca dla Polski,
jeśli chodzi o kwotę na pomidory do przetwórstwa, susz paszowy, len i konopie.
Być może Unia zgodzi się na stosowanie przez Polskę w ciągu 4 lat obniżonego,
3-procentowego VAT-u w rolnictwie, jest też niewielka szansa na utrzymanie do
2007 r. obniżonego VAT-u na sprzedaż mieszkań, ale na pewno nie na poziomie
zerowym.