Co Polacy myślą o demokracji na Białorusi

13.03.06, 08:35
Niedługo polacy będą tylko marzyli żeby mieć chociaż tyle wolności co
sąsiedzi na Bialorusi. Albo żeby mieć tak silną gospodarkę jak oni.
W końcu my umiemy tylko narzekać i rozwalać - budować swoje państwo to już
trudniej.
    • edek47 Jedz na Bialorus, w kolchozie Backi odzyjesz. 13.03.06, 08:51
      • koloratura1 Re: Jedz na Bialorus, w kolchozie Backi odzyjesz. 13.03.06, 12:14
        Po co? Wystarczy poczekać rok czy dwa, a "kołchoz Backi" będziemy mieli na miejscu.
      • kropek_oxford A co temu znowu Ukraina przeszkadza? 13.03.06, 19:25
        Dymani "znawcy problemow wschodnich" a jednego jezyka wschodnioslowianskiego od
        innego odroznic nie moga:)))
    • obraza.uczuc.religijnych Mam nadzieję że chociaż raz Polacy wykażą mądrość 13.03.06, 13:08
      i nie dadzą się omamić pi"SS"owsko-platfusio-wybiórczemu frontowi
      antyłukaszenkowemu działąjącemu na zlecenie "demekratycznych" USA.
      • lidd Re: Mam nadzieję że chociaż raz Polacy wykażą mąd 13.03.06, 13:23
        No i co z tego jak nawet w końcu na tej Białorusi obalą Łukaszenkę i będzie
        piękna demokracja? Za parę lat wszyscy zaczną wspominać, że za Łukaszenki to
        było dobrze, a nie to, co teraz i wybiorą jakiegoś białoruskiego Leppera...
    • sredni4 Re: Co Polacy myślą o demokracji na Białorusi 13.03.06, 18:41
      Konia z rzędem temu, kto zrozumie ten dylemat: nie tylko w starym kraju nad
      Wisłą ale i na emigracji, dzisiejsza Białoruś Anno Domini 2006 jawi się jako
      kraj zacofany, zapyziały i dechami zabity, gdzie diabeł mówi ludziom dobranoc.
      W dodatku z dyktaturą ex – kołchozowego dyrektora a to znaczy, że już gorzej
      być nie może. Pamiętam głosy z kraju, w tym niestety także od rodziny, tuż
      przed referendum akcesyjnym z Unią Europejską: A co nam zostało? Jak nie Unia
      to Białoruś. Tyle tylko, i stąd ten koń z rzędem, że w Europie tylko Łotwa jest
      krajem biedniejszym od Polski a na Białorusi ludzie żyją znacznie lepiej niż u
      nas. Skąd więc ta pogardliwa opinia o sąsiedzie, któremu wiedzie się nie tylko
      lepiej ale jest to także kraj znacznie bezpieczniejszy, bowiem kryminalistów
      tam się zamyka do więzień, korupcja na bardzo niskim poziomie a i opieka
      socjalna porównywalna tylko do Szwedzkiej. Zgodnie z danymi Organizacji Narodów
      Zjednoczonych w 2001 roku bezrobocie w Polsce wynosiło ponad 20% - w tym samym
      czasie na Białorusi tylko 2%. Per capita, Białoruś cieszy się jednym z
      najniższych wskaźników zachowań kryminalnych w całej Europie. Roczny wzrost
      gospodarczy rok po roku utrzymuje się w granicach 10%, co czyni ten kraj istnym
      tygrysem ekonomicznym na skale większą niż tylko europejską. W 2003 roku, znowu
      zgodnie z danymi ONZ o rozwoju, Białoruś znajdowała się na 53 miejscu na
      świecie. Dla porównania, w tym samym czasie Rosja ze swoimi nieprzebranymi
      bogactwami naturalnymi, okupowała 63 pozycję. W zakresie eksportu wyższej
      technologii, ten niepozorny kraj na obrzeżach Europy wyprzedza nie tylko
      Australię ale na przykład także Grecję i Norwegię. Jest jeszcze wiele innych
      przykładów, że ten dzielny kraj doskonale daje sobie radę nie tylko na arenie
      międzynarodowej ale nie zapomina także o własnych obywatelach. Na przykład
      inflacja białoruskiego rubla jest stosunkowo niska, w granicach 3 – 4% i w
      dodatku istnieje tam przepis, że jeśli przekroczy ona próg 5% następuje
      automatyczna indeksacja emerytur, zasiłków dla bezrobotnych, pensji itd. No, my
      tu w Australii to tylko możemy sobie pomarzyć o takich kompensatach.

      A zatem, co tu jest grane, jak mawiał mój cieć z podwórka na Marszałkowskiej,
      skądinąd zasłużony pracownik Służby Bezpieczeństwa.

      Wypadałoby zacząć od tego, że obecnie tzw. opinia społeczna jest kreowana w
      całości przez środki masowego przekazu, czyli przekaziory. Innymi słowy
      przeciętna Tereska i Sylwek Pudło już dawno temu zamienili się z telewizorem
      na rozumy, zakładając oczywiście, że w ogóle było się czym wymieniać. I stąd
      ten totalnie wypaczony obraz świata, w tym Białorusi. No dobrze, ale dlaczego
      właściciele przekaziorów i nie tylko, bo także Ameryki, Europy i Australii,
      nagle poczuli taką niechęć do tego malutkiego kraju. Ano, kiedy nie wiadomo o
      co chodzi to na pewno chodzi o pieniądze.

      I tak, w 2002 roku Aleksander Łukaszenko, prezydent niepodległej Białorusi
      odmówił Georgowi Sorosowi sprzedaży za bezcen państwowego przedsiębiorstwa,
      produkującego jedne z najlepszych na świecie samochodów ciężarowych BELAZ (21%
      produkcji światowej super ciężkich wozów). No, świat wstrzymał oddech na
      moment, bo jako żywo nikt do tej pory nie miał odwagi odmówić czegokolwiek
      super spekulantowi. Dla przypomnienia, w Polsce scenariusz przejmowania majątku
      narodowego przez międzynarodowe gangi wyglądał następująco: kwitnące
      przedsiębiorstwa raptem zaczęły wpadać w długi, pracownicy żalili się, że nie
      wypłaca się im pensji i już na progu bankructwa zostawały wykupywane za tzw.
      psie grosze przez obcy kapitał. Nazywało się to bardzo ładnie – prywatyzacja.
      Zdaje się, że obecnie już nie ma czego prywatyzować, wszystko diabli wzięli. A
      tu nagle taka Białoruś, z dziesięcioma milionami obywateli, stanęła okoniem i
      nie tylko nie sprzedała państwowej własności ale dodatkowo wyrzuciła z Mińska
      fundację Sorosa dla tzw. „Otwartego Społeczeństwa” znanego w kraju nad Wisłą
      pod nazwą „Fundacji Batorego”. Od tego też czasu międzynarodowe przekaziory
      rozpoczęły zgodną kampanię ujadania pod adresem niepokornego Łukaszenki. Nie
      ulega też najmniejszej wątpliwości, że wiodącą rolę w tej sforze powierzono
      tzw. polskim mediom i tzw. polskim politykom.

      I tak w kraju, gdzie brakuje pieniędzy na oświatę, na służbę zdrowia, na renty
      i emerytury, gdzie setki tysięcy dzieci idzie spać głodne, gdzie bezrobotni nie
      mają z czego żyć – nagle setki milionów euro wydawane są na antybiałoruską
      rozgłośnię radiową, na druk antybiałoruskiej literatury, plakatów, ulotek, na
      szkolenie zawodowych prowokatorów, mających umożliwić przejęcie władzy w
      imieniu międzynarodowej mafii, jak zawsze pazernej, okrutnej i cynicznej do
      wręcz niewiarygodnych granic. Mało tego, tzw. polski aparat państwowy w postaci
      Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zaangażował się w te awantury, używając do
      swych brudnych celów Związek Polaków na Białorusi co, jak sądzę, jest
      działalnością wręcz kryminalną. Nikomu nie wolno narażać rodaków na obczyźnie
      na szykany, represje czy niechęć autochtonów. Szczególnie w interesie
      międzynarodowych szajek, które do tej pory zrujnowały już nie jeden kraj. Sama
      zaś prowokacja polegała na tym, że pracownicy tzw. polskiej ambasady w Mińsku
      (Bućko, Buczek i Alperowski) zorganizowali nielegalne zebranie Związku Polaków
      na Białorusi z odpowiedni dobranymi ludźmi (skąd my to znamy tu w Australii) i
      wybrano nowe władze z niejaką Andżeliką Borys w roli głównej. Skończyło się na
      tym, że Łukaszenko interweniował w obronie prawnego zarządu ZPB i blond
      Andżelika nie zdążyła zagrzać krzesła prezesa. Niemniej były premier Polski,
      Marek Belka obiecał jej stanowisko „konsula honorowego” na otarcie łez. A przy
      okazji, tych trzech prowokatorów z tzw. polskiej ambasady w Mińsku musiało
      pakować walizy i wracać do kraju, co ponoć srodze rozwścieczyło byłego, na
      szczęście, ministra spraw zagranicznych Adama Rotfelda.

      Tak więc chodzi o to, że Białoruś chce się rządzić sama, bez niczyjej pomocy,
      to znaczy zabezpieczyć godziwy byt własnym obywatelom. No, ale kto to słyszał,
      żeby dzisiaj jakiś kraj chciał się rządzić samodzielnie? Jugosławia próbowała i
      wiadomo, jak to się skończyło. Z drugiej strony wszystkim tym, którym się
      zdaje, że Łukaszenko jest rosyjskim pucybutem warto przypomnieć, iż zadarł on
      z „rosyjskimi” oligarchami – Berezowskim, Abramowiczem i Chodorkowskim, którym
      w 2003 roku odmówił sprzedaży przemysłu naftowego. Od tego też czasu tzw.
      rosyjskie przekaziory nie ustają w ujadaniu, gdzie
      epitety „dyktator”, „komuch”, „kołchoźnik” itd. są na porządku dziennym. Oparł
      się też ten dzielny naród słowiański presji rosyjskiej, sterowanej przez
      Putina, by wziąć Białoruś pod „opiekę” Moskwy. Od tego też czasu datuje się
      szczególna niechęć Putina wobec Łukaszenki.

      • sredni4 Re: Co Polacy myślą o demokracji na Białorusi 13.03.06, 18:42
        Niemniej w Rosji istnieje także prasa nacjonalistyczna (nacjonalizm, drodzy
        państwo, to nic innego tylko aktywny patriotyzm) i sprawa Białorusi znajduje w
        niej specjalny oddźwięk. I tak redaktor „Ruskij Wiestnik” (Rosyjskie
        Wiadomości) w zeszłym roku ujął to następująco: : „Nie ulega wątpliwości, że
        istnieje zmowa niemiecko – syjonistyczna, wymierzona w kraje słowiańskie.
        Spisek ten ma na celu „afrykanizację” narodów słowiańskich, zepchniecie ich na
        margines cywilizacyjny. Stąd planowana dezorganizacja społeczeństwa,
        bezrobocie, masowa nędza, demoralizacja i coraz dotkliwszy brak opieki
        medycznej. Stąd powszechny dostęp do aborcji, propagowanie bezdzietności,
        narkotyki, alkoholizm i brak perspektyw, zmuszający młodych ludzi do
        poszukiwania pracy poza granicami kraju. Wykonanie tego szatańskiego planu,
        tajny rząd światowy powierzył tzw. piątej kolumnie, która realizuje go z
        powodzeniem od 15 lat.”

        Tak więc, jeśli przyjąć, że autor „Rosyjskich Wiadomości” ma rację, jasnym
        teraz się staje, skąd ta internacjonalistyczna nienawiść wobec małego narodu
        Białoruskiego a w szczególności wobec jego prezydenta Aleksandra Łukaszenki.
        Nie od rzeczy bowiem B. Geremek primo voto Bela Lewartow albo A. Kwaśniewski
        (Stolzman) za każdym razem, kiedy się o nim wypowiadają, używają
        określeń: „dyktator”, „satrapa”, „autokrata”, „despota” itd. I już to samo
        powinno być dla wszystkich myślących ludzi wystarczającym dowodem, iż prezydent
        Białorusi musi być przyzwoitym człowiekiem. Tyle tylko, że kto to słyszał, żeby
        krajem rządził tuziemiec w dodatku dbający o interesy własnego narodu. Trocki
        aka Lejba Bronstein wraz z pokaźną liczbą kumpli w grobie się ze złości
        przewraca.





        Zbyszek Koreywo

        • raffus Re: Co Polacy myślą o demokracji na Białorusi 13.03.06, 21:19
          Zbyszku !

          ile razy będziesz wklejał na forach ten sam tekst ?
Pełna wersja