gorby
13.03.06, 12:52
Ogłoszoną przez PiS propozycję powołania "bankowej" komisji śledczej można
traktować jako kolejną odsłonę w "rozprawie z Balcerowiczem". To jednak
również próba osłabienia niezależności instytucji, które cieszą się w kraju
autorytetem. A także - podważenia polityki ekonomicznej okresu transformacji
i prywatyzacji. Banków (z drobnymi wyjątkami) nie sprzedawał przecież
zagranicznym inwestorom NBP, ale minister finansów, a potem - skarbu.
Aż wstyd przypominać, że przejście od gospodarki socjalistycznej do rynkowej
to przedsięwzięcie pionierskie i nie sposób było uniknąć w nim błędów.
Popełniał je pewnie także bank centralny. Nie uzasadnia to jednak
stwierdzenia posła Gosiewskiego, że "działania NBP i KNB w dużym stopniu
prowadziły do rozstrzygnięć niekorzystnych" dla polskiego systemu bankowego.
O efektach tych działań najlepiej świadczą nasza niska inflacja, solidny
pieniądz i to, że nawet nie otarliśmy się o kryzys walutowy. Przez cały okres
transformacji nie zdarzył się nam także kryzys bankowy, co oznacza, że i
nadzór nad tym rynkiem był skuteczny. Dyskusyjna jest również opinia, iż
niekorzystna dla kraju była sprzedaż banków zagranicznym inwestorom.
Krajowych przecież wtedy albo nie było, albo oferowali mniej niż zagraniczni.
A budżet bardzo potrzebował pieniędzy, m.in. na sfinansowanie wielkich
reform. Czy więc należało sprzedać te banki taniej, byle "swojemu"? A może
pozostawić w rękach państwa, skazując na nieefektywność? Propozycja PiS budzi
liczne wątpliwości. Choćby co do kwalifikacji posłów, którzy mieliby oceniać
kilkanaście lat działalności banku centralnego. Nie bardzo zresztą wiadomo,
do czego - oprócz wskazania "winnych" - miałyby prowadzić prace komisji. Bo
przecież repolonizacja zagranicznych dziś banków nie wchodzi w rachubę,
podobnie jak objęcie ich specjalnym nadzorem. Solidny pieniądz i stabilny
system bankowy to wartości nie do przecenienia każdej gospodarki. Ich
istnienie opiera się jednak w dużym stopniu na zaufaniu. Jego podważenie może
oznaczać niepowetowane szkody. Nie tylko dla banków: przede wszystkim dla
perspektyw rozwojowych gospodarki.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060313/publicystyka/publicystyka_a_2.html
Oszolomy chca doprowadzic do swojego podstawowego celu jakim jest budowa
Polski biednej ale za to katolickiej. To potrafi sekretarz POP PZPR w PGR
Lepper i komunistyczni tzw. prawnicy,ktorzy ekonomii uczyli sie na WUMLach.