homosovieticus
22.03.06, 15:22
Oto fragment wiekszej, nieopublikowanej dotad, nigdzie, całości :
....6 PAŹDZIERNIKA 1991
Przyszedł pucz moskiewski i Wałęsa telefonował do Kiszczaka i
Jaruzelskiego, kolejny raz budząc niechęć znacznej części opinii publicznej.
To nie jest cała prawda – a całą zna tylko Pan Bóg i Wałęsa. Wachowski
przygotował Wałęsie list wiernopoddańczy do puczystów. List leżał jeszcze nie
podpisany, kiedy do Wałęsy wszedł Lech Kaczyński i zobaczył go na biurku. Z
wielkim trudem przekonał Wałęsę, żeby zniszczyć ten list. Gdyby nie
przypadek, Wałęsa wysłałby ten list do Moskwy, tracąc resztę poparcia. Taka
jest przy nim pewnie rola Wachowskiego.
Wachowskiego ministra z Kancelarii, z którymi rozmawiałam, uważają za
niewątpliwego agenta jakiegoś wywiadu. Wachowski pomagał Wałęsowej, która ma
do niego szczególny sentyment, w czasie stanu wojennego (jak wyczytałam
ostatnio, siedział z Wałęsą w Arłamowie, a może nie siedział). Potem zniknął
na parę lat. Jak twierdzi zarówno Rybicki, jak Kaczyński, pojawił się w
początkach grudnia 90 roku, na parę dni przed drugą turą wyborów
prezydenckich, kiedy właściwie było zupełnie pewne, że Wałęsa wygra. Został
przyjęty z otwartymi ramionami i do Belwederu przeniósł się już razem z
Wałęsą. Już on załatwiał wszystkie sprawy papierowe, dopuszczał lub nie
dopuszczał. Słyszałam, że nawet Rybicki zaczął się bać przekazywać Wałęsie
różne informacje, do końca nie bał się – i chyba nadal się nie boi – tylko
Kaczyński, ale i on nie wszystko ostatecznie wie, nie wszystko docenia.....
www.abcnet.com.pl/pl/artykul.php?art_id=2239&token=