semeon
24.03.06, 13:41
Szczegółowo obserwując polską scenę polityczną od początków tak zwanej
transformacji, wreszcie teraz dokładnie zrozumiałem co było przyczyną
rozbiorów Polski w końcu XVIII wieku. Było nią, ogólnie mówiąc,
postępowanie klasy politycznej, którą wówczas stanowili aktywni magnaci i
szlachta, a teraz stanowią ją tak zwani politycy. Tak naprawdę to niewiele
różnią się między sobą te dwie grupy, które przedziela ponad dwieście lat
historii. W obu przypadkach decydująca i przeważająca grupa
decydentów "współpracowała" z zaborcą. Różnica dotyczy tylko tego, że
wówczas zaborca zagarniał terytorium, a pośrednio dopiero sferę ekonomii, a
teraz, tak zwany kapitał zagraniczny, od razu zagarnia sferę ekonomiczną. A
co w tym czasie robi nasza wspaniała klasa polityczna? Po prostu się bogaci.
Najgorsze współczesne zło rozpoczęło się, moim zdaniem, od rządów AWS-u i
słynnego TKM, chociaż wiele jaskółek "fruwało" już wcześniej. Ale ta ilość
negatywnych zjawisk, które dzieją się obecnie, przekraczają granice
możliwości postrzegania i oceny przez pojedynczego człowieka. Całą
praktycznie gospodarkę oddaliśmy w obce ręce i teraz zamiast myśleć jak to
zmienić to niestety nasi "wspaniali decydenci" dyskutują od pięciu miesięcy o
becikowym, tacierzynskim, powołaniu lub uprawnieniach siedemnastej
polanowanej komisji śledczej, dogryzają sobie, naruszają wszelkie granice
zdrowego rozsądku. Graja tylko ambicje i ludzkie żądze. Kompletnie brak
autorytetów i jak rzekł C. K. Norwid "dobry przykład daje najwięcej praw",
tych dobrych przykładów po prostu nie ma. Pani "Ja", bywała w bankach i
Londynie opowiada publicznie jak się zna na bankowości, jak się zna na
tunelach w Londynie, a przecież o godzinie 16.00 obowiązywało według niej
inne prawo niż o 18.00 /patrz komisja śledcza d/s prywatyzacji PZU/. pan z
Krakowa jest najmądrzejszy i żadne jego stwierdzenie nie podlega dyskusji,
pan z Gdańska po przegraniu wyborów, obraził się i nie może się pozbierać,
pan z Wrocławia zapomniał o swoich poczynaniach w KLD, pani z... pan z...
itd. A co robią ci co wygrali wybory. Tak naprawdę to nic nie robią. Całą
swoją energię skupiają na walce z konserwtywnym oporem wszelkiej materii.
Nie posuwają sprw do przodu tylko toczą jałowe dysputy. Do tego te wizyty w
Toruniu. Zamiast wybrać chociażby jedną dziedzinę życia gospodarczego i na
niej skupić główną uwagę, żeby chociaż w jednej sprawie coś załatwić to
otwierają coraz większe pola zmian nie mając siły i możliwości na ich
dokonanie. Proponuję na pierwszy rzut zająć się drogami, energetyką i
ciepłownictwem lub służbą zdrowia, czyli tymi dziedzinami, w których
przeważająca część własności należy jeszcze do nas - Polaków. Banki
przepadły, browary i polmosy także i wiele, wiele innych dziedzin. W nich
można próbować negocjować lepsze warunki niż te według których zawarto kiedyś
umowy prywatyzacyjne. Chociaż nikt jeszcze w Polsce nie słyszał, żeby
przedstawiciel rządu lub innej władzy upomniał się o dotrzymania warunków, na
przykład poziomu inwestycji, zawartych w tych umowach, ale o "krzywadach"
zagranicznych inwestorów słyczymy ciągle. Najgorzej jest, moim zdaniem, z
handlem. Dziedzina dzięki której przez tysiąclecia bogaciły się całe narody
i kraje, została za bezcen oddana zagranicznemu kapitałowi. Nic nie mamy z
ich ogromnych zysków oprócz dwudziestego blaszanego centrum w kolejnym dużym
polskim mieście. Zagraniczne firmy handlowe praktycznie nie płacą podatków
dochodowych, gdyż mają znikomą rentowność pomimo tego, iż te same towary
sprzedają w Polsce niejednokrotnie drożej niż w innych krajach UE /na
przykład wina/ lub w cenach zbliżonych. Jest to paradoks na skalę światową,
nie płacą pomomo, iż zarabiają znacznie więcej niż w innych krajach /np
Niemcy, Francja, Portugalia/, gdyż mają znacznie niższe koszty /polski
pracownik hipermarketu zarabia 1000zł, a niemiecki 1000EURO/, warunki pracy
są o wiele gorsze, poziom zatrudnienia niższy, powszechnie stosowany jest
dumping i naruszane są zasady uczciwej konkurencji. Nie płacą nawet podatków
od nieruchomości, gdyż zostali z nich zwolnieni na dziesięć lub więcej lat.
W ten sposób gminy pozbyły się około pięciu procent swoich bezpośrednich
wpływów, a w zamian dostały jakieś śmieszny milion na pilkarzy, czy
koszykarzy. Szkoda czasu i miejsca, żeby się rozpisywać w "tym temacie".
Podsumowując ten krótki i chaotyczny wywód, jedno muszę stwierdzić: nie jest
u nas stosowana jedyna słuszna we wszystkich dziedzinach życia, tzw. "zasada
środka" . U nas występują tylko skrajności, które ciągle się pogłębiają.
Najwyższa pora odwrócić ten trend. Zabrać się za jedną dziedzinę życia i
konsekwentnie działając, ją naprawić, a potem zabrać się za następne. A
jeżeli starczy sił i środków to można otaworzyć parę pól napraw, ale nigdy
wszystkich naraz. Pozostaje tylko bez odpowiedzi proste pytanie: kot ma to
zrobić?