Gość: Viola
IP: 159.107.90.*
15.10.01, 18:51
Mili,
Czesław lubi mnie zaskakiwać ( a ja jego ) przez co nasze pożycie narzeczeńskie
jest zazwyczaj cool. W ostatni weekend Czesław jednak odrobinę przesadził.
Wszystko mnie boli a w dodatku jestem w szoku. Ale po kolei.
Czesław, jak zwykle wrócił z Warszawy autobusem o godz. 21 minut 17.
Tym razem, jednak, zamiast mojego ulubionego pozdrowienia "cześć Kocio" ( i
kąśnięcia w małżowinę ) usłyszałam "Salemaleikum" po czym Czesiek szarpnął mnie
boleśnie za warkocz. Zaraz potem Czesław nakazał mi ubrać przyciasne czarne
bikini ( co się dzieje z tą moją pupą - chyba za dużo czasu spędzam przed
komputerem ) i zatańczyć taniec brzucha.
Cóż było robić. Ściągnęłam z górnej półki płytę Bongo Bong i zatańczyłam
najlepiej jak umiałam. Czesław zaś mruczał słowa mojej ulubionej pieśni:
"Mama was queen of the Kongo, papa was king of the Bongo, oh Bongo Bongo, oh
Bongo Bongo....".
Tańce zakończyły się nad ranem. Wrodzona skromność nie pozwala mi mówić o
szczegółach ( nie chciałabym także urazić konserwatywnej Jolki, z którą
odczuwam baską solidarność ).
Na koniec naszej kameralnej imprezy ( dobrze, że kamery przy tym nie było )
Czesław zaprosił mnie do warszawskiego ZOO aby popatrzeć na wielbłądy. Ponoć
panie z towarzystwa w stolicy zapisują się ostatnio na kursy dojenia
wielbłądów. Zawsze z Cześkiem chcieliśmy należeć do elity. Teraz, gdy u władzy
sporo chłopaków z upadłych PGR-ów a u steru rządów absolwent WUML-u ( mój
srebrnowłosy Leszek ) wydaje sie być to całkiem realne.
Pozdrawiam was wszystkich a szczególnie molestowane dziewczęta.
Viola
ps
Co zrobić aby Czesław wrócił do naszego swojskiego, słowiańskiego Ars Amandi ?