Gość: max
IP: *.zax.pl
14.12.02, 15:23
Wywiad z Jerzym Urbanem w "Gazecie Wyborczej", zamieszczony w przeddzień
rocznicy ogłoszenia stanu wojennego stał się medialną sensacją dnia.
Człowiek, który z pełnym cynizmem funkcjonował w czasie komunistycznej
dyktatury lat 80. jako propagandowa tuba rządu, dziś z równą siłą uderza we
wszelkie zasady moralne i autorytety. Czyni to w pełni bezkarnie, tak jak
bezkarnie oczerniał opozycję w latach stanu wojennego. I tak jak w latach 80.
nie omieszkał uderzyć w ks. Jerzego Popiełuszkę, i to nawet po śmierci
bohaterskiego kapłana, tak dziś nie ma cienia skrupułów, by atakować Jana
Pawła II i to - jak sam mówi - tylko po to, by zaistnieć w przestrzeni
medialnej. Bezkarność tej postaci jest tak duża, że stał się on symbolem
anarchii w dziedzinie tzw. wolności słowa. Aż dziw bierze, jak opinia
publiczna z lekkością traktuje oszczerstwa zamieszczane na łamach
tygodnika "Nie". Z jednej strony mamy ataki środowisk liberalnych na Radio
Maryja, a z drugiej - "tolerancję" wobec Urbanowych kłamstw i pomówień
zakrojonych na niewiarygodną skalę.
Urban nie ma skrupułów, by dziś wprost i z pogardą odnieść się do
ruchu "Solidarność". Wałęsę nazywa "rozwalonym w fotelu chamem",
dziesięciomilionowy ruch obdarza porównywalną serią epitetów. "Miałem
obrzydzenie - mówi o "Solidarności" - nic na to nie poradzę. Nabożeństwa,
tłumy księży i żółty charakter tego ruchu. Żółty od związków zawodowych i
jego rewindykacji ekonomicznych". Ta pogarda dla ruchu "Solidarność" była
jaskrawa w czasie, gdy Urban był rzecznikiem prasowym rządu. Trudno mu
wymówić się od kłamstw, które wtedy padały. Został za to nazwany przez prof.
R. Bendera "Goebbelsem stanu wojennego". Urban wytoczył proces, który toczy
się do dziś w lubelskich sądach. Tymczasem, jak sam przyznaje, ówczesna
władza posługiwała się kłamstwem, ale - jak twierdzi - nie ma w tym nic
zdrożnego. "To normalna taktyka władzy, że spycha niewygodne dla siebie
decyzje na niezależne formalnie organy. W ten sposób postępuje każdy rząd, w
każdej epoce i w każdym kraju". I tak Jerzy Urban w powyższych słowach zawarł
pochwałę machiawellizmu politycznego. Władza kłamała i kłamać będzie zawsze.
Urban oczywiście usprawiedliwia się, że jego kłamstwa albo były nieświadome
(informacje, które dostawał były spreparowane przez SB), albo niewinne.
Twierdzi: "oczywiście świadomie kłamałem, mówiąc o Komitecie Olimpijskim i o
Nagrodzie Nobla, ale przecież ani ja, ani nikt, kto tego słuchał, nie wierzył
w to co mówiłem, więc szkodliwość tych kłamstw była żadna". Widzimy więc, że
Urban w swojej ocenie czuje się po prostu niewinny. Z jednej strony
przedstawiał kłamstwa, które dostawał "z góry" (wykonywał rozkazy), z drugiej
sam kreował takie, które były nieszkodliwe. Usprawiedliwianie siebie, że
skazywał ludzi na śmierć publiczną "wykonując rozkazy z góry" do złudzenia
przypomina obronę hitlerowców po II wojnie światowej. Oni też wykonywali
rozkazy. Różnica polega na tym, iż tamci ponieśli moralną i prawną
odpowiedzialność za swoje czyny, również za te, które nazwiemy mianem
wykonywanych rozkazów. Urban cieszy się wolnością i dobrobytem, którego
pozazdrościć by mogli nawet bogaci biznesmeni. Nazywa siebie człowiekiem
bardzo bogatym, który poza tym nie ma żadnych wyrzutów sumienia w związku z
popełnianym złem. On szczerze wyznaje swoją niechęć do "Solidarności" lat
80., a swoje cyniczne działania ocenia jako pracę na rzecz ocalenia
instytucji państwa. Jak sam mówi, dzisiaj czuje się "doskonale".
To doskonałe samopoczucie mąci jednak brak rozumienia samego siebie, brak
jakichkolwiek stałych kryteriów życiowych. "Samemu trudno odtworzyć racje
wyborów - twierdzi Urban - a ja mam poczucie samozakłamywania się. (...) Bo
ja (...) tę władzę znałem i do 1980 nie miałem z nią serdecznych stosunków.
Znałem wszystkie wady systemu, w którym tkwiliśmy, nie gorzej niż opozycja.
Często je opisywałem. Dlaczego więc stałem się jego oknem witrynowym?".
Jeśliby potraktować powyższą wypowiedź jako szczerą, należałoby się pokusić o
jeszcze jedną refleksję. Brak rozliczenia systemu komunistycznego w
ostateczności krzywdzi również ludzi starego systemu, odbierając im niejako
szansę naprawy życia. Przykład Urbana jako czołowego propagandzisty systemu,
który w latach demokracji liberalnej staje się jednym z bogatszych ludzi w
Polsce, to zarazem przykład człowieka, który zatracił wszelkie kryteria
prawdy i fałszu, dobra i zła moralnego. Tak zwana "gruba kreska" w tym
chaosie go jeszcze utwierdziła. Zło, które nie spotkało się z należytą karą,
pomnaża się z coraz to większą siłą i ostatecznie uderza tak w społeczeństwo,
jak i w tych, którzy to społeczeństwo krzywdzili. Po dwunastu latach od
upadku systemu komunistycznego widzimy na przykładzie Jerzego Urbana, że nie
można mówić o naprawie Rzeczypospolitej, bez naprawy krzywd z czasów
komunistycznych, także bez ukarania krzywdzicieli i oszczerców.
Zadośćuczynienie ofiarom zbrodniczego systemu oraz napiętnowanie przestępców
jest to warunek sine qua non przywrócenia normalności w Ojczyźnie. W
przeciwnym razie piętno stanu wojennego będzie nawet ciążyło jeszcze na
naszych dzieciach.
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=dd&dat=20021214&id=dd11.txt