homosovieticus
18.04.06, 15:34
o to,czy Michnik mógł być współpracownikiem Ministerstwa Bezpieczeństwa
Publicznego. Moim zdaniem, Adam Michnik, podobnie jak wielu popularnych
dziennikarzy, powinien wystąpić do IPN-u o status pokrzywdzonego. Uzyskanie
takiego dokumentu położyłoby ostateczny kres najrozmaitrzym podejrzeniom i
uczyniłoby Nadredaktora człowiekiem wiarygodnym. Podobnie powinni uczynić
wszyscy znani dziennikarze a przede wszystkim tak znani jak; Durczok,
Olejnik, Lis, Wołek, Żakowski, Wildestein,Kolenda-Zaleska, Gawryluk,
Paradowska, Wronski, Stasiński, Milewicz, Gadzinowski, Jonas, Turski,
Władyka, Rolicki, Wierzbicki, Semke, że wymienię tylko tych
najpopularniejszych. Niechaj czwarta władza pokaże swoją drugą twarz bo, że
ja ma, dostrzegają coraz szesze kregi opinii publicznej:
www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=229
....Mistyfikację pieprzyciela dziejów opisał swego czasu na łamach „Tygodnika
Solidarność” jeden z prawdziwie nieposzlakowanych
herosów „pierwszej «Solidarności»” (tej nieskażonej okrągłostołową
dogoworką), Krzysztof Wyszkowski, cytuję: „Wiosną 1990 roku po Warszawie
zaczęły rozchodzić się sensacyjne plotki, że Adam Michnik opowiada znajomym o
donosach Dariusza Fikusa (...) Dwa miesiące wcześniej Krzysztof Kozłowski
wychodząc z posiedzenia Rady Ministrów podszedł do ministra Samsonowicza i
przedstawił mu osobistą prośbę. Chodziło o to, żeby Samsonowicz wystawił
cztery zaproszenia dla wskazanych przez Kozłowskiego osób na naradę w
siedzibie MSW. Prośba byłaby dziwaczna i niezrozumiała, gdyby nie fakt, że
ustawa regulowała dostęp do archiwów w ten sposób, iż osoby z zewnątrz mogą
go uzyskać tylko na skutek decyzji ministra edukacji. Ministrowi Kozłowskiemu
chodziło o stworzenie pozoru, że tymi zaproszeniami minister Samsonowicz z
urzędu powołuje komisję uprawnioną do dostępu do ściśle zastrzeżonego
archiwum (...) Samsonowicz zgodził się na rolę wyznaczaną mu w kombinacji
mającej na celu obejście prawa i wystawił enigmatyczne zaproszenia na
spotkanie w MSW. Kozłowski wykorzystał je do mistyfikacji uznania Michnika <>
za Komisję powołaną przez ministra edukacji narodowej. Dzięki tej
mistyfikacji Michnik dostał w 1990 roku nieograniczony i niekontrolowany
dostęp doprawdy o agenturze (...). Mistyfikacja zorganizowana przez
Kozłowskiego przy pomocy Samsonowicza była przestępstwem, które winno być
ścigane karnie” .
Bezpośrednio po tej mistyfikacji redaktor A. Michnik, generalissimus
lewackiego Salonu III RP, wszczął wojnę totalną z lustracją, deagenturyzacją
i dekomunizacją Rzeczypospolitej, wykreowując sobie status Wielkiego
Abolicjonisty. Równocześnie jego przeciwnicy budowali mu status Wielkiego
Oszusta. Waldemar Łysiak, w powieści „Najlepszy” (1992), sugerował, że
Michnik to agent bezpieki peerelowskiej, za co tygodnik „Wprost” uznał
Łysiaka nowym, barbarzyńskim wcieleniem Torquemady (zapytany przez Monikę
Olejnik czy wytoczy Łysiakowi proces, Michnik odparł, że nie, bo nie chce
procesem robić reklamy mało znanemu grafomanowi). Ekswiceprzewodniczący
NSZZ „Solidarność”, Andrzej Gwiazda, oświadczył publicznie (2002): „Jak wiemy
z analiz dokonanych przez byłego ministra Spraw Wewnętrznych, Antoniego
Macierewicza, Michnik był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa od 1968
roku” . Krążyły po kraju kserokopie z fragmentami rozmowy werbunkowej
Michnika ( „Nie za ostro, dostaniesz czasem w mordę, ale wam się to opłaci” ,
etc.). Latem 2005 roku Stefan Dętko pisał w „Najwyższym Czasie!”: „Donosy
Michnika na Kuronia z lat 60. i inne dokumenty wskazujące na współpracę
Michnika z SB znajdowały się w archiwum pewnego zmarłego już adwokata. Znane
jest też mi miejsce ich obecnego przechowywania” .
Najnowszy hit ze sfery spekulacji o agenturalności Michnika to opublikowany
przezeń w „Wyborczej” esej pod tytułem „Rana na czole Adama Mickiewicza” ,
gdzie Michnik wspomina, że wileński Adam M. zobowiązał się w roku 1824
pracować jako konfident carskiej policji, co było konradowską „nieuleczalną
na czole raną” , którą wieszcz „sam sobie zadał” , a „ta raną będzie się
odnawiać na polskich czołach przez następne dwa stulecia” . Antysalonowi
publicyści wysnuli z tego wniosek, że Michnik metaforą o imienniku (ma z
tamtym wspólne imię, wspólny monogram i wspólne trzy pierwsze litery
nazwiska) przyznaje się do winy w dziwaczny, niebezpośredni sposób. Michnik
przyznający się do winy? Byłby to największy lustracyjny cud od czasu
uniewinnienia Mariana Jurczyka przez Najwyższy Sąd....
całość:
www.lysiak.chrzanik.com/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=155