Gość: Krzys52
IP: *.proxy.aol.com
25.12.02, 19:57
.......Witam Wszystkich :O)
....W maju upłynie 6 lat jak na Forum WP zamieściłem serię wypowiedzi na
temat prawa kobiety do decydowania o własnej ciąży, jak i o prawie do
posiadania własnych poglądów na ten temat. Zanim zabrałem wtedy glos,
dominowal tam (w zasadzie), pogląd jeden, jako że różnice dotyczyły wyłącznie
peryferii. Pisałem tedy:_____
_____Jakość wymiany poglądów, którą aktualnie obserwuję na IOP znów zeszła
pniżej poziomu który zgodziłbym się akceptować. Nie chodzi jednak wyłącznie o
słownictwo, które mnie - jako zwolennika liberalnego podejścia do kwestii
aborcji - ma dotknąc. Taki delikatny to ja nie jestem. Idzie o skutki dalsze
aniżeli ewentualne poruszenie moim sumieniem - o terroryzowanie tych, którzy
śmią mieć inną opinię.
....Określenia typu “mordowanie dzieci (nienarodzonych)”, “zbrodnia przeciw
życiu (poczętemu)”, “zabijanie dzieci (nienarodzonych)”, które używane są
przez przeciwników praw kobiet - wbrew ich intencjom - nie są bowiem jeszcze
określeniami odzwierciedlającymi powszechne rozumienie zbrodni, zabijania,
czy mordu. Przeciwnicy prawa do aborcji dopiero zabiegają o zakorzenienie się
w naszym języku takiego właśnie znaczenia wymienienionych zwrotów. O to by w
powszechnym rozumieniu obejmowały swym znaczeniem to co sami pod nimi
pojmują. Chodzi im o rozszerzenie znaczenia owych terminów i powszechną tego
akceptację. Problem w tym, ze kij którego używają ma jeszcze jeden koniec.
Mianowicie duża część społeczeństwa, która - tak jak ja - nie akceptuje
stanowiska antyaborcjonistów, i postulowanych przez nich zakazów, może poczuć
się nie tylko urażona ale zagrożona wręcz i, jak to mówią, odpowiedzieć
pięknym za nadobne.
....W dyskusji z Tomaszem twierdziłem, i podtrzymuję, że moje poglądy to
jestem ja, a więc wszelkie próby zmierzające do odebrania mi prawa do ich
wyrażania i posiadania traktować muszę jako działania wymierzone w moją
skromną egzystencję. Jako kwestionowanie mego prawa do istnienia. Przez
implikację bowiem - popierając “prawo do zabijania”, “kulturę
śmierci”, “mordowanie niewinnych”, “zbrodnię” - biorę udział w czym, w czym
człowiek w miarę porządny brać udziału nie powinien. Innymi słowy, odmalowany
jestem jako zabójca, zbrodniarz, morderca, i krwawa bestia - indywiduum,
którego prawo do stąpania po tej ziemi może być śmiało zakwestionowane. Do
rozstrzygniecia jest jedynie kwestia - kiedy(!?)
....W takiej sytuacji nie moge sobie pozwolić na wyłączne traktowanie
epitetów jako części składowych procesu mającego na celu uzyskanie przemian w
świadomości Polaków. Jako planowanie dokonań natury czysto semantycznej. Nie
mam juz bowiem najmniejszych złudzeń, co do tego, że jednym z celów procesu
jest wywarcie na mnie tak dużej presji abym zamknął dziób, a poglądy - jeśli
posiadam - włożył sobie do kieszeni. Oczywiście mogę je mieć, ale lepiej by
dla mnie było gdybym powstrzymał się od ich ujawniania, gdyż
ociekająca “krwia poczętych” etykietka może do mnie na tyle mocno przylgnąć,
że nigdy jej nie odlepię. Nawet gdybym bardzo tego chciał.
....Problem w tym, że ja nie mam najmniejszej ochoty na pojście za głosem tej
delikatnej sugestii. Taka natura. Cholernie nie lubię być terroryzowanym.
....Wobec powyższego, nie pozostaje mi nic innego jak przypominać o istnieniu
moich poglądów - o mojej egzystencji. I liczyć na to, że będę usłyszany zanim
zostanę stratowany, przez pędzący do krainy szczęśliwości tłum misyjny.
Dlaczego tylko tyle? No cóż, z tej prostej przyczyny, że dyskusja z
religijnymi fanatykami jest bezcelowa, bezsensowna, i niemożliwa. Dyskusja
musi bowiem zakladać chęć do wysłuchania racji, zdolność do używania
racjonalnych argumentów, oraz gotowość do zmiany oryginalnego stanowiska.
Religijny fanatyk nie jest po prostu w stanie spełnić żadnego z tych warunków.
....Próby dyskusji z osobą, która, bez względu na jej formalny wiek,
intelektualnie znajduje się na poziomie 10-15 latka, i postrzega świat w
kategoriach skrajnych alternatyw, są tak samo owocne jak debata z każdym
innym kretynem. Rozumiem, że Obrońcy Prawdy nie mają mi za złe tej chwili
szczerości. O prawdę nie można sie przecież obrażac.
....W jaki niby sposób można dotrzeć do osoby, która - przy pomocy
indoktrynacji i pasa - została mentalnie upośledzona? Przecież “zamontowany”
w jej mózgu program warunkujący nigdy nie dopuści do analizy argumentu,
który - w myśl tego samego programu - nie może podlegać analizie.
Przemeblowanie skrystalizowanych już struktur noetycznych, oprócz wysokiego
stopnia ryzyka - i w odrożnieniu do prania mozgu - może się też odbywać
wyłącznie na bardzo małą skalę. Osobiście nie mogę sobie pozwolić na
prowadzanie każdego potencjalnego (a indoktrynowanego) dyskutanta do
specjalisty od wstrząsania.
....Zapewniam, że poruszenie tej delikatnej materii jest dla mnie równie
trudne i przykre jak i sama próba porozumienia się z takim semi-robotem.
Przecież to nie ja go zaprogramowałem, nie ja go naoliwiam, i nie ja posiadam
narzędzia do manipulowania nim. Ponadto - jaki tam ze mnie mechanik, czy
programista.
....Pozostaje mi więc demonstrowanie własnej obecności i nadzieja, że takich
jak ja pozostało jeszcze wystarczająco dużo, by razem, wspólnym wysiłkiem,
zatrzymać pochód cyborgów. Dlatego uciekam się do prezentacji mych poglądów w
miejsce podejmowania jałowych dyskusji, z osobami o wycinkowej zdolności do
(samodzielnego) myślenia.
....A jakie to poglądy? No cóż, uważam, że za hasłem ‘aborcja’ kryje się na
tyle duży wszechświat indywidualnych przypadków, przeróżnych nieszczęść i
krzywd, by nie móc pozwolić sobie na uproszczone rozumowanie i rozwiązania
typu - aborcja jest niedobra, a więc należy ją zakazać. Nikt nie twierdzi, że
jest “dobra”. Łacznie z kobietami, które się na nią decydują. Niemniej,
biorąc pod uwagę niezliczoną liczbę indywidualnych tragedii dorosłych juz
istot ludzkich nie jestem skłonny do lokowania swych uczuc w poblizu zygoty.
Ona - w przeciwieństwie do kobiety przeżywajacej ogromny niejednokrotnie
koszmar - nie odczuwa, bo jeszcze nie potrafi. Przy tej kobiecie jest dla
mnie jedynie zbiorem (żywych) komórek, który ma tego pecha, że nie powstal z
uczucia i/lub nie jest oczekiwanym gościem. W takiej sytuacji wszelkie
dywagacje nt. kierunku rozwoju tego zbioru nie wnoszą nic nowego. Sam fakt
połączenia i podziału komórek w łonie kobiety nie jest dla mnie warunkiem
niezbędnym i zarazem wystarczającym dla ich zachowania. Nie jesteśmy już
zwierzętami. Ani bio-robotami. Przynajmniej część z nas. U nas ważne są
jeszcze okoliczności. Dlatego musimy mieć prawo do decydowania.