emerytka2006
30.04.06, 22:58
... parę dni temu Goniący Pielęgniarz z Froj Bladą rozwodzili się nad
problemami z zakupem szpryngerowskiego Dziennika (powstały nawet osobne wątki
związane z prasą w III/IV RP).
Ja też osotatnio miewam problemy: całą sobotę przebiegłam bowiem po mojej
dzielnicy, by zakupić Trybunę i znalazłam dopiero w siódmym kiosku (!). Nie
jest to kwestia zbytniej popularności pisma (jak w przypadku, podejrzewam,
Dziennika), bo wyszłam z domu rano (wyprowadziłam jedynie Pikusia), a poza
tym jeszcze w czasach millerowsko-belkowskich Trybunę można było nabyć nawet
o szóstej po południu. Co się dzieje?
Wnuczek podpowiada, że może z okazji 1 maja pismo kupiło sporo młodzieży (a
mają być ciekawe artykuły Lubczyńskiego i Ikonowicza), ale przecież to tylko
dobra mina do złej gry.
Mam więc pytanie: czy Wy też macie problemy z zakupem prasy niezależnej
(Trybuna, Urban, Przegląd) i czym to się przejawia (agresja kioskarza,
sztuczne zawyżanie cen przez kapitalistów, złośliwe wykupywanie nakładu,
nieprzyjmowanie na skład etc.)? Może macie całkiem dobre doświadczenia we
wsłasnych miastach i tylko ja niepotrzebnie histeryzuję (choć wnuczek też już
zdążył odtrąbić faszyzm)? A może przeciwnie: przyjdzie nam razem tworzyć
jakąś grupę nacisku, by bronić wolności słowa w IV RP?
Mam nadzieję, że nie został nam już (z całym szacunkiem) wybór między
Dziennikiem, Wyborczą a Rzeczpospolitą - bo byłoby to powielenie wyglądającej
niczym sklep w czasach I Solidarności sceny politycznej, gdzie liczą się
tylko PO i PiS.