emerytka2006
01.05.06, 00:41
... chyba najpiękniejsza data odejścia z padołu łez jaką wymarzyć mógłby
sobie komunista (raz, że w roku objęcia władzy przez oszołomów, dwa, że w
Święto Pracy) - pisałam tu niedawno o okolicznościach śmierci Dzierżyńskiego
(tuż po posiedzeniu biura politycznego). Widzę tu podobieństwo.
Wspomnijcie jutro Ochaba. Słabo wrył się w świadomość społeczną, bo jego
rządy to krótkie intermezzo między panowaniem Bieruta a Gomułki. Większość
ludzi nie pamięta już Jego zasług (ogólna liberalizacja systemu, otwarcie
Polski na ZSRR i świat, zapobieżenie interwencji radzieckiej w 1956 roku),
choć np., kobiety powinny wiedzieć, że za Jego rządów zalegalizowano w Polscę
aborcję (gdyby nie ta decyzja PiS miałoby dzisiaj poparcie rzędu 50%).
W 1968 roku Ochab podał się do dymisji z funkcji rzewodniczącego Rady Państwa
protestując przeciwko brutalnej nagonce antysemickiej (co by powiedział
dzisiaj, patrząc na Radio Maryja?), fakt pozytywnie przyjęty i doceniany
nawet na tzw. Zachodzie.
Wspomnijcie Ochaba i zapalcie świeczkę, na grobie (mowa do warszawiaków), lub
w oknie. I poczytajcie coś, np. o taką notkę:
pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Ochab