lux_et_veritas
13.05.06, 21:47
Polecam niezwykle ciekawy wywiad z drem Wiktorem Poliszczukiem o tzw.
pojednaniu polsko-ukraińskim. Fragmenty:
(...)
Zastanawiam się – pojednania: kogo z kim – prezydenta Juszczenki, który jest
wyrazicielem zbrodniczego ruchu banderowskiego, z prezydentem Kaczyńskim,
który reprezentuje państwo polskie, naród polski? Chyba nastąpiło jakieś
nieporozumienie. Prezydent Kaczyński, z którego formacją polityczną wiązałem
wielkie nadzieje w zakresie potępienia zbrodni banderowskiego ludobójstwa
dokonanego na ludności polskiej, został wmanipulowany w to polityczne
przedsięwzięcie, które nie ma nic wspólnego ani z prawem, ani ze
sprawiedliwością, bo prawo wymaga ukarania sprawców zbrodni, a sprawiedliwość
ich potępienia. Pytanie, przez kogo prezydent Kaczyński został w tę imprezę
manipulowany? Odpowiadam wprost: przez prezydenta Juszczenkę, któremu
prezydent Kaczyński zaufał. Juszczenko, powtarzam to, jest w omawianym
zakresie wyrazicielem interesów banderowców, on młodość spędził w środowisku
banderowskim w Tarnopolu, on ma żonę, pochodzącą ze Stanów Zjednoczonych,
banderówkę. To w ich, banderowców, interesie leży zamknięcie tematu zbrodni
ludobójstwa, jakiego dopuściły się ich formacje na ludności polskiej (co
najmniej 120.000 ofiar) i ukraińskiej (co najmniej 80.000 ofiar).
(...)
Pojednanie może dotyczyć tylko ludzi. Między państwami mogą być tylko
porozumienia. To kto z kim miałby się pojednać? Między narodem polskim i
ukraińskim nie ma waśni, nie było jej też w okresie międzywojennym, pamięć
historyczna obu narodów nie sięgała poza wydarzenia I wojny światowej,
ludność polska i ukraińska na kresach południowo-wschodnich II RP masowo
koligaciła się, sąsiedzi Polacy i Ukraińcy żyli w zgodzie. Może chodzi o
pojednanie członków struktur zbrojnych z okresu wojny i po jej zakończeniu?
Może chodzi o pojednanie żołnierzy AK z banderowcami? Jeżeli tak, to czy
weterani AK wypowiadali się w tej sprawie, czy upoważniali prezydenta RP do
występowania w ich imieniu? Wiem, że ani weterani AK, ani ci, którzy cudem
zdołali uciec spod banderowskiej siekiery, ani ich potomkowie – nie mają
zamiaru pojednać się z ich oprawcami, nie mają zamiaru im wybaczyć, bowiem
oni nigdy nie pokajali się, a bez pokajania nie ma odpuszczenia win. Tym
bardziej, że dziś oni na Ukrainie (częściowo też w Polsce) ubierają się w
togi bohaterów. Wystarczy przeczytać ich prasę, aby się co do tego przekonać.
(...)
Środki masowego przekazu często kształtują, niestety dalekie od
rzeczywistości, poglądy na temat nie tylko Pawłokomy, ale też na problem
zbrodni ludobójstwa na ludności polskiej w ogóle. Ogromną, wprost decydującą
winą w tym zakresie, obarczam ośrodki naukowe w Polsce, zajmujące się
historią stosunków polsko-ukraińskich doby najnowszej. Mam przede wszystkim
na myśli Instytut Pamięci Narodowej i - nieistniejący już - Wojskowy Instytut
Historyczny, ale też inne ośrodki naukowe, takie jak Uniwersytet
Jagielloński, na którym pisze się prace licencjackie na temat „Stepan Bandera
i jego UPA”, jak Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, na którym
nadaje się doktorat za pracę, którą kwalifikuję jako podręcznik nacjonalisty
ukraińskiego, jak całe lubelskie środowisko uniwersyteckie, nie wyłączając
KUL-u, jak środowiska uniwersyteckie we Wrocławiu, Warszawie, Szczecinie, a
nawet w Poznaniu. (...)
Całość: www.prawy.pl/index.php?dz=felietony&id=7313&subdz=