joannabarska
16.05.06, 14:57
Spójrzmy na obsadę stanowisk w ministerstwach, już chyba żaden
profesjonalista się tam nie ostał. Jedyną legitymizacją objęcia stanowiska
Ministra Spraw Zagranicznych przez panią Fotygę jest jej bliska znajomość z
panem prezydentem. Giertych, by nie pozostać premierem bez teki, musiał objąć
jakiś resort i w losowaniu wypadła mu edukacja, choć szkoda, że po prostu nie
stworzono mu ministerstwa patriotyzmu, w końcu „tanie państwo” wszystko
wytrzyma. W ramach „taniego państwa” przyrost przywilejów różnych partyjnych
kolesiów staje się wprost proporcjonalny do ubytku kompetencji. Najbardziej
widać to w Ministerstwie Finansów i Rolnictwa, bo armię „nowych patriotów”
zarządzaną przez min. Ujazdowskiego uważam raczej za śmieszną niż groźną. W
końcu budowanie muzeów nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Tak jak komuniści
wszędzie urządzali muzea ateizmu, tak Ujazdowski wszędzie zrobi muzea
patriotyzmu. I tak jak komunistom przez promocję ateizmu przybyło katolików,
tak PiS przez promocję patriotyzmu przybędzie polskiej emigracji (oczywiście
poza Polską). Spójrzmy na służbę publiczną, na media i sposób ich
kontrolowania. Stare wraca! A to dopiero początek. Spójrzmy na pomysł
powołania Narodowego Instytutu Wychowania. Oto mamy potrzebę kontroli
edukacji plus ordynarny skok na kasę! Projekt bardzo szczegółowo wylicza
różne dziwne rzeczy: że instytut będzie miał np. trzech prezesów, a najniższa
pensja wynosić będzie 5,2 tys. zł. A jakie są jego cele merytoryczne?
Wychować obywateli na przyzwoitych ludzi i uwrażliwić na piękno, dobro i
prawdę. Co to znaczy?- pyta Magdalena Sroda, a wywiad z nią
zamieszcza "Przegląd"