acho
19.05.06, 17:58
"Zastanawiamy się jaki jest sens tego powszechnego oburzenia. Przecież Rada Etyki Mediów nie jest
wyrocznią, najwyższym autorytetem, instytucją powszechnego zaufania. To coś w rodzaju
medialnego think tanku - ośrodka opinii. Co ważne: opinii, z którymi nie zawsze i nie każdy musi się
zgadzać. Można sobie wyobrazić istnienie alternatywnych Rad Etyki Mediów. Jedną mogliby powołać
np. dziennikarze "Życia Warszawy" i "Dziennika". Drugą - ci z "Trybuny" i "Przeglądu".
Kto powiedział, że ma być tylko jeden REM?".
Więcej: