pamięci polskiego patrioty - Mariana Herscheles

15.01.03, 17:05
Ocalmy pamięć tego wielkiego polskiego patrioty żydowskiego pochodzenia,
prawdziwego autorytetu moralnego, a skazanego na zapomnienie tylko za ten
patriotyzm. Skazanego przez tych, o których pisał, przez "autorytety" moralne
inaczej.

Bardzo proszę o wyszukiwanie i załączanie do tego wątku wierszy Mariana
Herscheles (Hemara) i komentarzy do tych wierszy.
    • hkreuz Moją ojczyzną jest polska mowa 18.01.03, 13:04
      „Moją ojczyzną jest polska mowa,
      słowa wierszem wiązane,
      gdy umrę, wszystko mi jedno gdzie
      gdy umrę, w niej pochowają mnie
      i w niej zostanę”.

      Marian Hemar
      • _sorciere Re: Moją ojczyzną jest polska mowa 18.01.03, 17:28
        Marian Hemar




        KTO RZADZI ŚWIATEM?

        Po latach rozmysliwan,
        niemal u schylku zycia,
        dokonalem niezmiernie
        glebokiego odkrycia.

        Moje wielkie odkrycie
        raz na zawsze, niezbicie
        rozwiazuje odwieczna
        zagadke, mianowicie,

        rozstrzyga nieomylnie,
        ustala niezachwianie
        ostateczna odpowiedz
        na ciekawe pytanie,

        co dreczy nas od wiekow
        i wciaz wraca od nowa:
        kto rzadzi swiatem? jaka
        mafia anonimowa?

        Nie wierzcie w bajki. Nie ma
        zadnego synhedrionu
        sekretnych wladcow. nie ma
        zadnych "medrcow syjonu".

        Wiec to bajka. i bujda,
        ze "swiatem rzadza kobiety"
        i nieprawda, ze swiatem
        rzadza zydzi - niestety.

        Nie my, t.j. nie oni.
        nie zydzi i nie masoni,
        nie mormoni, nie kwakrzy
        nie fabrykanci broni.

        Nie junkrzy, nie sztabowi
        wojskowi kondotierzy,
        nie monopole, kartele,
        bankierzy ni bukmakierzy,

        Nie zwiazki zawodowe,
        nie "standard oil", nie watykan,
        nie internacjonalka
        kalwinow czy anglikan,

        nie miedzynarodowka
        komuny, czy "kapitalu" -
        Ktos inny. kto? - pytacie.
        zaraz, ludzie, pomalu.

        Gotowiscie na wszystko?
        Ha, dobrze, jam tez gotow.
        Sluchajcie: swiatem rzadzi
        wielka zmowa idiotow.

        Swiatem rzadzi sekretna
        pomiedzynarodowka
        agresywnego durnia
        i nadetego polglowka.

        Trade union grafomanow,
        tajna loza becwalow,
        klub cwiercinteligentow,
        konfederacja cymbalow,

        aeropag jelopow,
        jalowych namaszczencow,
        pompatycznych wazniakow,
        indyczych napuszencow.

        To oni, sprzymierzeni
        w powszechnym zwiazku, ktory
        rozstrzyga o powodzeniu
        teatru, literatury.

        Gramofonowej plyty,
        filmu, obrazu, symfonii.
        to oni decyduja
        o kulturze, to oni.

        Przydzielaja posady
        stypendia, nagrody, szanse,
        ordery, renumeracje,
        bonusy i awanse.

        Samym instynktem glupoty
        odnajduja sie wzajem.
        Rozumieja sie wspolnym
        jezykiem i obyczajem.

        I haslem, ktore wola
        z ochota razna i racza:
        kretyni wszystkich krajow
        laczcie sie! wiec sie lacza.

        Przeciw wszelkim ambicjom,
        przeciw wszystkim talentom,
        przeciwko swoim wrogom,
        przeciw nam - inteligentom.

        To oni - pan general,
        co dzis rozumie bezwiednie,
        jak dzis w cuglach, szach mach, wygrac
        wszystkie wojny poprzednie.
        To cenzor, ktory skresla
        wszystkie madre kawaly,
        tak, aby w rekopisie
        same glupie zostaly.

        To krytyk, co belkoce,
        chociaz nikt go nie slucha
        i czepia sie cudzego
        piora, jak wesz kozucha.

        Ekonomista, ktory
        kosztem ogolnej nedzy
        uzdrowi "wymiane dewiz"
        i "pokrycie pieniedzy".

        To polityk, maz stanu
        dyplomata, co wkopie
        niewinnych ludzi w azji,
        w afryce i w europie

        w tak trudne sytuacje,
        w tak krete labirynty,
        w tak polityczne kanty
        i dyplomatyczne finty,

        ze z nich jedyne wyjscie
        na swiat i swiatlo Boze -
        przez wojne, ktorej nikt nie chce,
        przez morze krwi i morze

        lecz. - oni nas trzymaja
        w ryzach, za twarz i pod batem.
        to ONI - i to jest wlasnie
        ta mafia, co rzadzi swiatem.

        A jaka na nich rada?
        Bo czuje moi mili,
        ze z dziecieca ufnoscia
        pytacie mnie w tej chwili,

        musze prawde powiedziec,
        wbrew ufnosci dzieciecej:
        niestety, nas jest za malo.
        Durniow jest znacznie wiecej.

        My skloceni, wiec slabi.
        durnie zgodni, wiec silni.
        my sie czesto mylimy.
        durnie sa nieomylni.

        My sceptycy, zblakani
        na ziemi i na niebie -
        a ONI tak aroganccy
        i tacy pewni siebie

        i tacy energiczni
        ze serce z trwogi mdleje.
        Ach, nie znam zadnej rady.
        Mam tylko jedna nadzieje.

        Zyje tylko ta drobna
        otucha i nadzieja
        ze my umiemy smiac sie.
        A durnie nie umieja.

        Kto wie... moze po wiekach,
        kto wie... moze w oddali,
        to jedno przed durniami
        obroni nas i ocali.

        Tym smiechem was zaslonie
        i do serca przygarne.
        I moze nie pojdziemy
        ze wszystkim na he... marne
    • hkreuz MOJA PRZEKORA 18.01.03, 18:33
      MOJA PRZEKORA

      A ja człowiek przekorny.
      Nie szanujący powag.
      Byle wszystkim na przekor.
      Wszyscy tak, to ja owak.

      Przekora piórem wodzi,
      Przekora lutnie stroi.
      Ot, przykład: Kiedy w kraju
      Pisarze, koledzy moi,

      Przez lata, z nabożeństwem
      Ideowo maniackiem
      Przed Stalinem leżeli
      Migdałowym plackiem,

      Kiedy się do Stalina
      Kruczkowski migdalił,
      Kiedy go Jastrun sławił,
      Gdy go Przyboś chwalił,

      Kiedy miedzianym czołem
      Iwaszkiewicz mu bil,
      Kiedy go Mitzner kochał,
      Gdy go Brzechwa lubił,

      Gdy go Pasternak lizał,
      Putrament ubóstwiał,
      Gdy mu Kott wonna chwalba
      Z kadzidlanych ust wiał,

      Gdy Słonimski ogonkiem
      Przed portretami merdał,
      Aby za to merdanie
      Bierut jemu order - dał,

      Kiedy Broniewski pisał
      Ze łzami i do rymu
      "Jak dobrze, że na Kremlu
      Pracuje Stalin!" - gdy mu

      Osmanczyki odolskie
      I arskie Brandysy
      Wypisywały wiersze,
      Pieśni, życiorysy.

      Eklogi, panegiryki,
      Artykuliki, dziełka,
      ze Stalin geniusz, gwiazdka,
      Słoneczko, perełka,
      że on dobry dla Polski,
      Dla dzieci i dla młodzieży
      I że jak i dlaczego
      Kochać jego należy,

      Że cukier krzepi,
      A Stalin jeszcze lepiej,
      Że Stalin grzeje, Stalin chłodzi,
      Stalin nigdy nie zaszkodzi -

      Kiedy te rozbuchane
      Najemne melamedy
      Tak jazgotały, wyły
      I piały - to ja wtedy

      Krzyczałem na kraj cały
      I na cały globus,
      Że to wszystko nieprawda!
      Że Stalin krwawy łobuz!

      "Przepraszam towarzyszów,
      Proszę towarzyszek" -
      Tak krzyczałem - "to kłamstwo!
      To jest kat i opryszek!

      Zarozumiały durak,
      Paranoik upiorny!"
      Tak krzyczałem. (Mam świadków).
      Bo ja człowiek przekorny.

      Aż Chruszczow moje słowa
      Potwierdził. I każdemu
      Kazał tak mówić, jak ja
      Mówiłem pięć lat temu.

      Zaledwie przyszła z Moskwy
      Komenda, żeby w try migi
      Likwidować Stalina,
      Już hurma, na wyścigi,

      Ruszyli moi koledzy.
      Chruszczow kazał. Nu, znaczy,
      Bić Stalina, jak w kuper,
      Za przeproszeniem, kaczy.

      Hej, kto pierwszy ten lepszy!
      Do ataku! Do wierszy!
      Do satyr! Do dyskusji!
      Patrzcie - Słonimski pierwszy.

      I Jastrun, Kott, Broniewski,
      Przyboś, Mitzner, Osmanczyk -
      Patrzcie, który gorliwszy,
      Skwapliwszy wańczyk-wstańczyk.

      Z bohaterską odwagą,
      Z ryzykanckim zuchwalstwem,
      Krzyczą: Precz ze Stalinem!
      Krzyczą: Precz ze służalstwem!

      Krzyczą: Precz z lizusostwem!
      Bez żadnych ceregieli
      Krzyczą. Bo Chruszczow kazał,
      By teraz tak krzyczeli.

      A ja człowiek przekorny.
      Ja odchodzę na stronę
      I myślę: Czas przed nimi
      Wziąć Stalina w obronę.


      *
      Nie było w dziejach świata
      Takiego, jak on, kata
      I nie było gorszego
      Despoty i wariata,

      Niż to diabła nasienie,
      Ta sowiecka gadzina -
      Stalin. Ale to jednak
      Nie była jego wina.

      On był winą ustroju,
      Co w sobie logicznie mieści
      Możliwość takiej zbrodni,
      Bezkarnej przez lat trzydzieści.

      Ta potworna purchawka
      Mogła rość tylko na gnoju
      Komunistycznej Rosji
      Jej ludzi i jej ustroju.

      Trzeba tę mierzwę rozrzucić,
      Wtedy purchawka zniknie.
      Krzyczcie: Precz z tym ustrojem!
      Znam was. Nikt tak nie krzyknie.

      Wy bojary nikczemne!
      Wam Iwan w nos urągał,
      I po pyskach was walił
      I za brody was ciągał,

      Żywym ogniem przypiekał
      I żywcem pasy z was darł,
      A wy jemu: Słoneczko!
      Wiwat! Niech żyje! Nasz dar!

      A wy mu czołem bili,
      A wy plackiem i prochem
      Rozmodleni leżeli
      Przed kochanym molochem.

      Toż nie wińcie Iwana!
      Toż nie wińcie molocha!
      Moloch nie winien. Winien
      Ten, kto molocha kocha.

      Zamiast od razu, w pierwszym
      Dniu, takiego Iwaszkę
      Buch w zęby! Co pod ręką,
      Tym łupnąć! I rozbić czaszkę.

      Ty, jeden z drugim, coś przed nim
      Drżał i truchlał, jak woźny -
      Ty teraz na niego z pyskiem?
      Że car Iwan był Groźny?

      Teraz "precz!" krzyczysz? Teraz
      Za późno! Teraz nie sztuka!
      Wam od Stalina wara.
      To jest moja c h a z u k a.

      On był dla was, jak ulał.
      W sam raz. Dobry. Wyborny.
      Ja jego dzisiaj bronie!
      (Bo ja człowiek przekorny...)

      Marian Hemar 1956
      • Gość: Ania Re:Modlitwa i inne IP: *.upc.chello.be 20.01.03, 17:01
        victorian.fortunecity.com/bacon/483/HEMAR/TEKSTY/1029.HTM
    • hkreuz Modlitwa za zdrowie Stalina. 24.01.03, 13:53
      MODLITWA ZA ZDROWIE STALINA

      Biją w dzwony w Moskwie, huczą w Moskwie dzwony,
      w sześćdziesięciu cerkwiach grzmią na wszystkie strony,
      rozhuśtane dźwięczą z sześćdziesięciu dzwonnic
      i chóralne pienia mnichów i zakonnic
      niosą się na miasto, za cerkiewne progi
      i kiwa się rabin w mroku synagogi
      i pop w cerkwi swoją kadzielnicą chwieje.
      Co się w Moskwie stało? Co się w Moskwie dzieje?

      To nie religijny bunt burżuazyjny,
      ani żaden spisek cerkiewno-kontrrewolucyjny,
      ani żaden wybuch masowej histerii.
      To na groźny rozkaz towarzysza Berii
      biją dzwony w Moskwie z sześćdziesięciu dzwonnic
      i chór niedobitków mnichów i zakonnic
      sprowadzony z łagrów, z więzień wydobyty,
      z kajdanów rozkuty, ubrany w habity,
      słowa modlitewne sobie przypomina.
      Za kogo się oni modlą? Za Stalina.

      Żeby on wyzdrowiał i żył długo i błogo,
      a oni musowo modlą się - do kogo?
      Przed kim ta radziecka pokora i trwoga.
      Kogo tak błagają? Boga. Jak to Boga?

      Zaraz zaraz, chwileczkę, przepraszam was nieśmiało,
      zlitujcie się towarzysze, mnie na chwilę zatkało.
      Więc to nie żart, nie plotka, nie złośliwa pogłoska.
      Więc wy znowu wierzący, o linio marksistowska.
      Więc wy znowu praktykujący, o dialektyczna potrzebo.
      Więc wy znowu wierzycie w Pana Boga i w niebo?
      We wszystko co niebieskie i we wszystko co boskie?
      W te kłamstwa burżuazji i w te bajki faszystowskie,
      że są przykazania, cnoty, i jest kara za grzechy?
      Dawno z was towarzysze nie miałem takiej uciechy.

      Sam Karol Marks powiedział: religia opium dla ludu,
      ile w to poszło bolszewickiego trudu.
      Żeby proletariusza, komsomolca i chłopa
      odpędzić od ołtarza i odegnać od popa.
      I wiarę wybić mu z głowy naukowo - nahajką,
      naganem, batem, butem, knutem, czerezwyczajką.
      Żeby go uświadomić, niechże się zastanowi
      ten kto wierzy, że się oddaje zgubnemu nałogowi.
      Kto będzie Boga z nieba wzywał, prosił czy chwalił
      ten sobie tak zaszkodzi, jak gdyby opium palił.
      Znaczy, jak nie przestanie chyłkiem do cerkwi chodzić
      to się jego rozstrzela - by sobie nie mógł zaszkodzić.
      Modlitwą niechaj nikt z nieba nie wypatruje cudu,
      bo sam Karol Marks powiedział - religia opium dla ludu.

      Więc cała wasza wiedza, na tej nauce oparta
      była błędna, fałszywa, daremna, nic nie warta?
      A sens tego aforyzmu i ta wściekłość bez granic
      i triumf materializmu - to okazuje się na nic?
      Więc to się już nie liczy po prostu i zwyczajnie,
      te kościoły i cerkwie zamienione na stajnie,
      na komsomolskie tancbudy, seminaria szyderstwa,
      muzea ateizmu i freblówki bluźnierstwa.

      Więc to się już nie liczy, te hekatomby trupów
      pomordowanych księży, pohańbionych biskupów
      tego już niebo w niebieskim rejestrze nie zapisze,
      bo Józef Stalin umiera módlcie się towarzysze.
      Już się w serca radzieckie nadzieja zaczyna sączyć,
      że marksizm i łaska boska, to jednak da się połączyć,
      że może wierzyć naraz, towarzysz i towarzyszka
      w Feliksa Dzierżyńskiego i w świętego Franciszka,
      że to się nie wyklucza, że się wzajem podpiera,
      więc cerkiew na wszerz otwarta, bo Józef Stalin umiera,
      więc cerkiew na wszerz otwarta i przechodniom ogłasza,
      że gościnna i wszystkich na modlitwę zaprasza.
      Gościna obowiązkowa, modlitwa musi być szczera,
      szpicel w cerkwi uważa, bo Józef Stalin umiera.

      Więc kto się nie pomodli, tego wziąć i rozstrzelać.
      Więc modli się sowiecko-radziecka boża czeladź.
      Patrzcie jaka to scena, aż serce z sympatii pęka
      już Beria się przeżegnał, już Woroszyłow klęka,
      Mołotow i Malenkow, Kaganowicz i Chruszczow,
      Mikojan i Bułganin i Kosygin i Gusiew,
      każdy jak jakaś dewotka na klęczkach rozmodlony,
      a nad głowami wszystkich dzwony grzmią, huczą dzwony.
      Dzwon bije i do nieba na siłę się dobiera
      i krzyczy, bo na Kremlu Józef Stalin umiera.

      A tam znalazł ją anioł i spytał pełen lęku:
      co mam zrobić z tym fantem, który tu trzymam w ręku?
      Dzwony to tu przyniosły, ale to nie ich wina,
      to modlitwa za zdrowie niejakiego Stalina.

      Ciszą zaległo niebo, aż aniołów setnik
      odpowiedział łagodnie: wyrzucić na śmietnik.
      A za bramami nieba diabły szakale ciemności,
      żarły się o nią, gryzły się o nią, jak kundle o drzazgę kości,
      aż ją uniosły skowycząc do piekielnego bezdna,
      gdzie wiecznym mrozem skrzepła noc ciemna bezgwiezdna,
      i tam gdzie świat się kończy i nic się już nie zaczyna
      tam zginął ślad po tej modlitwie za zdrowie Józefa Stalina.

      Wiersz Mariana Hemara.
      Powyższa treść może nie być dokładna, ponieważ została odtworzona z pamięci.
Pełna wersja