bryt.bryt
19.06.06, 01:19
Nigdy nie bylem fanem reportazy sledczych w telewizrze, bo zazwyczaj jes to
pomieszanie dziennikarskiej roboty i sensacyjnosci spod znaku "Nie do wiary".
Przy okazji "prawda" ze szklanego ekranu oddzialywuje na ludzi mocniej, niz
gdyby zdobyli sie na jej przeczytanie w gazecie. Ekran potrafi byc
uwodzicielski i budowac nastroje skuteczniej niz cokolwiek innego. Ten
tvn'owski tez.
Nie pisze tego, zeby dezawuowac to, co bylo o aferze PZU, ale zeby dac do
zrozumienia, ze co poniektore glowy na FK chyba troche zanadto sie rozgrzaly.
Niektorzy wiesza wielki sukces Kaczorow, innym chce sie plakac, jeszcze inni
zastanawiaja sie, jak daleko, kto, co i dlaczego. Sa tez tacy, ktorzy
wskazuja, ze to wszystko (niemal) juz bylo wiadome, a inna jest glownie
atmosfera ulatwiajaca budowanie konstrukcji myslowych o
wszechobecnym "ukladzie", albo tacy, ktorym nie podoba sie, ze w reportazu
duzo bylo domyslania sie, rzeczy prawdopodobnych, mozliwych, a nie
udowodnionych.
Proponuje poczekac chocby na oswiadczenia zainteresowanych stron. Wiem, ze to
glos wolajacego na puszczy, ale jakos nie moge sobie go odmowic.