Gość: SzachMat
IP: 65.0.239.*
20.04.01, 03:49
Faryzejskie wzywanie innych do przeprosin
I znow Jan Nowak Jezioranski, za sprawa jakze chetnie naglasniajacej go
Agencji Prasowej PAP, powtorzyl publicznie wezwanie pod adresem Polakow:
trzeba przeprosic za Jedwabne! Przypadek uporu godnego lepszej sprawy,
czy tez osobisty kompleks obciazonego sumienia?
Zastanawiam sie przede wszystkim, z jakiej to pozycji Nowak-Jezioranski
zwraca sie wciaz do spoleczenstwa i narodu polskiego. Czy jako noszacy
paszport amerykanski byly dyrektor rozglosni "Wolna Europa", czy tez
jako byly dzialacz i wiceprzewodniczacy Kongresu Polonii Amerykanskiej,
z ktorym lata temu sie rozstal (choc lubi ten tytul "bylego" i wciaz sie
nim podpisuje pod kazda petycja). Nie jest rzecza bez znaczenia, kto i z
jakiej pozycji tak czesto i chetnie chce przemawiac, aspirujac wyraznie
do roli kogos, komu dano specjalny mandat trybuna i jest w tej mierze
jakims samozwanczym "autorytetem moralnym".
Jerzy Robert Nowak (nie mylic z Janem Nowakiem-Jezioranskim!) nie tak
dawno mial odwage w swojej "Encyklopedii Bialych Plam" zaliczyc Jana
Nowaka-Jezioranskiego do kategorii "falszywych autorytetow" - i po
zapoznaniu sie z jego wywodem przyznalem mu w duchu absoloutna racje.
Posluchajmy jego opisu definicji: "Od pewnego czasu obserwujemy
nasilenie roznego typu grupowych wystapien tzw. autorytetow.
"Autorytety" grupowo wyrokuja, protestuja, oceniaja, potepiaja,
pouczaja narod, co ma robic od zaraz. "Autorytety" najczesciej zabieraja
glos w sprawach, na ktorych zupelnie sie nie znaja, ale to akurat im nie
przeszkadza" - pisze Nowak. "Laczy ich pokora wobec lobby zydowskiego" -
kontynuuje swoja charakterystyke autor hasla - "sa kurierami dziejowych
zafalszowan" - dodaje. Rzeczywiscie, jestesmy w domu!
W swoim pierwotnym apelu zawartym w tekscie "Rzez w Jedwabnem" (na
lamach styczniowego "Nowego Dziennika") Jan Nowak-Jezioranski domagal
sie od spoleczenstwa polskiego "poczucia narodowego wstydu za czyny
haniebne", faryzeuszowsko argumentujac, "skoro dzielimy dume narodowa
plynaca z czynow" (jakich, szlachetnych?). "Musimy zdobyc sie na
poczucie narodowego wstydu", domaga sie uporczywie w swoim artykule
Nowak, gloszac tam takie radykalne i apodyktyczne sady jak: "Wysuwanie
wniosku z pogromow w lecie 1941 r., ze zaglada byla wspolnym dzielem
Polakow i Niemcow, jest oszczerstwem". I zaraz dalej: "Kazdy kto poczuwa
sie do polskosci, ma obowiazek bronic sie przed nim". Prosze mi
powiedziec w oparciu juz o te zdumiewajace sady, kim wlasciwie jest ich
autor, kogo reprezentuje i czyich interesow tutaj broni?
Jest to o tyle paradoskalne, ze cala ujawniajaca sie ostatnio naszym
oczom baza dowodowa, zmudnie wydobywana przez prokuratorow Instytutu
Pamieci Narodowej, zmierza dokladnie w strone przeciwna. Dzien po dniu
staje sie jawne, ze zbrodnia w Jedwabnym byla, tak jak to przez 60 lat
uwazano, dzielem okupanta niemieckiego, a udzial Polakow byl w niej
marginalny, wymuszony i niejasny. Nie sa to tylko studia i analizy
dokumentow czynione "w marszu" przez prof. Tomasza Strzembosza i kilku
prawdziwych historykow, majacych reputacje i zasady, nie traktujacych
tez swojej pracy jako koniunkturalne uslugi dla okreslonych grup
dzisiejszych politykow. Badaczy tych, dobrze znanych publicznemu
ogolowi, nie mozna posadzac o to, o co Jan Nowak-Jezioranski pomawia w
swoim artykule wlasnych rodakow, ktorzy osmielaja sie podwazac
wiarygodnosc "swiadkow" i "w ten sposob oddalaja sie od tego, co stanowi
meritum sprawy".
Wlasnie, co jest tutaj "meritum sprawy"? Z tekstu "Rzez w Jedwabnym"
wyglada, ze nie jest nim bynajmniej dotarcie do prawdy i faktow, ale
wyegzekwowanie planu rzucenia Polakow na kolana, wyekspediowanie z misja
patnicza prezydenta RP, premiera i prymasa do Jedwabnego, aby na oczach
reporterow i agencji medialnych calego swiata blagali narod zydowski o
przebaczenie. Uchodzacy za polskiego patriote Jan Nowak-Jezioranski
narzeka, ze "debata zaczyna zmierzac w falszywym kierunku", poniewaz
kwestionuje sie wiarygodnosc ksiazki Grossa i zalozony z gory plan
zaczyna sie wykolejac. Tylko komu plan ten mial sluzyc - rodakom czy
sponsorom ksiazki "Sasiedzi", ktorzy zamierzali na niej ubic swoj
moralny kapital?
Ani przez chwile Nowaka-Jezioranskiego nie interesuja publiczne szkody,
jakie wyrzadza ksiazka Grossa, oparta na falszywym zalozeniu i nie
majaca wartosci naukowego dokumentu, za to naglasniana juz w wielu
krajach Zachodu przez doskonale wszystkim znanych, dawnych wrogow
Polski, prawdziwych polakozercow, z Abrahamem Brumbergiem na czele.
Nowaka niepokoi wylacznie "jakikolwiek wybuch neoantysemityzmu", czyli
fala oburzenia Polakow na widoczna juz dla kazdego, grubo szyta
manipulacje. Taka ewentulnosc, zdaniem Nowaka "w Polsce wyrzadzilaby
straszne szkody, nie Zydom, bo pozostalo ich w Polsce zaledwie kilka
tysiecy, lecz pozycji i dobremu imieniu Polski w swiecie". Tak wiec w
kazdym przypadku troska legendarnego "kuriera z Warszawy" sa tylko i
wylacznie kalkulacje, plany i skutecznosc akcji zydowskiego lobby.
Stad ponowiony dzis apel, "aby Polacy koniecznie przeprosili za Jedwbne"
niezaleznie juz od tego, jakie konkluzje na temat sprawcow przedstawi
niebawem specjalnie powolana w tym celu Komisja Instytutu Pamieci
Narodowej - rysuje sie jako bardzo dziwny i zawily myslowo.
Nowak-Jezioranski w trybie przypominajacym szamanskie zaklecia, wmawia
teraz czytelnikom: "Czy wiec nie powinnismy, jako Polacy, poczuwac sie
do moralnego obowiazku przeproszenia za czyn zbrodniczy, popelniony
przez naszych braci?". Powoluje sie przy tym na kanclerza Brandta, ktory
przepraszal za zbrodnie Hitlera, ktorego nie byl ani sympatykiem, ani
wyznawca, to znow na polskich biskupow, ktorzy "wybaczyli Niemcom i
prosili o wybaczenie", choc tu Nowak zastrzega sie juz, abysmy nie
oczekiwali tej samej wzajemnosci od Zydow! Pisze: "Akty przeproszenia i
przebaczanie nie sa towarami wymiennymi i nie moga byc przedmiotem
przetargu na zasadzie: ja przeprosze ciebie, jesli ty mnie przeprosisz.
W mysl nauki Chrystusa (tak, tak, pisze to Jan Nowak!) zale za grzechy
sa obowiazkiem sumienia, wiec nie moga sie opierac na zasadzie
wzajemnosci".
Pozostawmy juz w spokoju faryzejska spekulacje, metlik slow i pojec, w
ktorych gmatwa sie "falszywy autorytet", tym razem starajac sie byc
ekspertem w kwestii nauk Kosciola(?). Zapytajmy raczej, kto tak
uporczywie ponawia wyzwania o cos, na czym mu osobiscie tak bardzo
zalezy - czy doprawdy ktos, kogo sie slucha - i ktoremu sie ufa,
czlowiek, ktory cieszy sie spolecznym autorytetem? W obsesji Jana
Nowaka-Jezioranskiego, ktory z uporem desperata pcha koniecznie
prezydenta RP, premiera i prymasa do wsadzenia pokutnieczej sukni i
ruszenia na kolanach, w prochu - do Jedwabnego, bo sytuacja ta i obraz
sa czyms, na czym chyba nie tylko jemu tak bardzo zalezy, kryc sie moze
daleko ciekawszy kompleks wlasnej winy, kompleks nie zlozonych dotad
przeprosin i ekspiacji za niegodne, osobiste czyny.
Nie jest od dawna tejemnica, bo ujawnili to juz w paru publikacjach
ksiazkowych wspolpracownicy radia "Wolna Europa", wsrod ktorych pracowal
Jak Nowak-Jezioranski, ze przegral on lata temu proces o znieslawienie,
wytoczony niemieckiemu funkcjonariuszowi, ktory zidentyfikowal go jako
wspolpracownika niemieckich wladz okupacyjnych na terenie Generalnej
Gubernii. Po prostu, Jan Nowak-Jezioranski pracowal dla hitlerowcow jako
ich zaufany i lojany zarzadca "przejetego mienia pozydowskiego". Pytany
o ten epizod wyjasnial, ze do pracy tej skierowalo go dowodztwo Armii
Krajowej, aby zapewnic mu "zelazne dokumenty", niezbedne w jego dalszej,
konspiracyjnej pracy. Byc moze i w tym przypadku poznamy kiedys pelna
prawde. Tym niemniej, Jan Nowak-Jezioranski nie przeprosil dotad
publicznie za funkcje jakie pelnil pod nadzorem ludzi z trupimi
czaszkami na czapkach - ani swoich wspolbraci, ani swoich wspolrodakow.
Moze od tego powinien raczej sam zaczac zanim p