wlodzimierz.ilicz
23.06.06, 15:30
Zyta G. była idealną kandydatką. Z korzeniami w partii liberalnej a więc
budząca zaufanie u ludzi biznesu. Z brudnym ogonem w postaci udowodnionego
nepotyzmu i ciągnącym się za nią smrodkiem wątpliwości lustracyjnych. To był
idealny bat na nią w przypadku podskakiwania.
I wszystko szło dobrze. Zyta G. czuła się świetnie w swoim ministerialnym
gabinecie. Grał na nosie zarozumialcom z poprzedniej partii, którzy ją tak
niewdzięcznie potraktowali. Jedynym jej obowiązkiem było zbieranie pieniędzy
na finansowanie becikowego (Giertych), i bezterminowcyh zasiłków dla
bezrobotnych w wysokości średnich zarobków (Lepper). Cóż można chcieć więcej?
Aż wreszcie feralnego dnia, dnia w którym odbywała się Rada Gabinetowa,
Zyta G. bezczelnie sprzeciwiła się Światłym Uwagom łaskawie udzielonym jej
przez samego zastępcę Wielkiego Kaczora. Zagroziła mu dymisją. Tym samym
stała się winna dania KP (Kompromitującego Przykładu) i skazana zaocznie na
śmierć polityczną poprzez natychmiastowe poddanie lustracji. Bo cóż by to
było gdyby tak wszyscy lekceważyli Światłe Uwagi samego zastępcy Wielkiego
Kaczora ? Taki przykład, nieukarany surowo, doprowadziłby do szybkiej
dezintegracji całej Partii Kaczystów...