Gość: ***
IP: *.ipt.aol.com
27.01.03, 12:09
KOMENTARZ NACZELNEGO
Pershing, Malizna, Michalik...
Różni przestępcy różnie tłumaczą się ze swoich przestępstw. Więzienni
psychologowie wskazują, zresztą słusznie, rozmaite podłoża zbrodni. I tak:
mordercy mogli być w dzieciństwie niedopieszczani przez swoich rodziców,
złodzieje mieli kompleks najbiedniejszego ucznia w klasie,
a gwałcicieli dzieci... przyciąga do swych ofiar ich niewinność. Inaczej jest
w przypadku księży. Oni – popełniając przestępstwa – wyrażają wolę swojego
Boga i kochają Kościół.
Arcybiskup Józef Michalik to persona z pierwszej piątki, tj. biura
politycznego episkopatu, wielki orędownik antyunijny, udzielny książę na
ziemi przemyskiej. Ma pod sobą prawie dwa miliony dusz z trzech diecezji, a w
tamtym terenie statystyki kościelne przekładają się na stan faktyczny. Tenże
Michalik udzielił „Wyborczej” wywiadu, który zamieszczono również na portalu
gazeta.pl. (9.01). Pretekstem do wywiadu był m.in. urlop, na który Michalik
wysłał proboszcza z Tylawy, przeciwko któremu prokuratura prowadzi
postępowanie o molestowanie małych dziewczynek. Urlop ten polega na
pozostawieniu księdza w parafii, z dziećmi... Popatrzmy, jak arcypasterz
broni swoich owieczek i kogo za te owieczki uważa.
„Każdy człowiek odpowiada za swoje czyny – twierdzi mądrze purpurat – ale
(...) historia poucza, że kiedy chce się przeprowadzić atak na Kościół,
trzeba przygotować grunt przez oskarżania księży i zakonów o nadużycia
seksualne oraz wszelkie inne”. To już klasyka – kto kopnął w dupę księdza,
ten kopnął Przenajświętszy Sakrament, który ksiądz ma... w dłoniach,
znieważył więc Kościół, czyli Boga! Dalej Michalik załamuje ręce nad historią
wielkich prześladowań księży za Henryka VIII, rewolucji francuskiej i
Bismarcka. Przechodzi gładko do Busha juniora oraz fałszywych oskarżeń, które
obecnie „obejmują różne kraje i sytuacje”. Otóż, gdyby nie arcybiskup, nigdy
nie dowiedzielibyśmy się, że cały ten ogromny skandal z molestowaniem dzieci
przez amerykańskich chłopców w koloratkach to... jedna wielka fikcja!
Niewinnie oskarżono trzystu Bogu ducha winnych księży, a setki dzieciaków
umówiło się i łże na obrazę boską i własne zatracenie. „W USA wcale nie
chodzi o czystość obyczajów, ale o pieniądze na odszkodowania” – twierdzi
Michalik, najwidoczniej głodny chleba, o którym myśli...
Problem leży gdzie indziej i, na Boga, nie są nim te wstrętne, zakłamane
bachory. Problemem są relacje biskupów z kapłanami w kontekście nagonki na
księży ze strony organów ścigania (także w Polsce!). Jak wiemy, biskupi
poinstruowani przez Watykan nagminnie ukrywają księży pedofilów, przenosząc
ich na inne parafie. Arcybiskup Michalik jest gorącym orędownikiem ukrywania
przestępców: „Czy biskup może zdradzić zawierzone mu z zaufaniem przez
kapłana problemy np. życia seksualnego czy innych uchybień moralnych?
Obowiązkiem biskupa jest wtedy pomóc księdzu. (...) Żądanie donosu na księdza
stawiane biskupom ma określony cel – wznieść mur nieufności w Kościele między
biskupami a kapłanami, kapłanami i wiernymi. Tylko w oparciu o zaufanie można
owocnie pracować. Natomiast jest jasne, że dowiadując się z zewnątrz, nie ze
spowiedzi (!) o przestępstwie seksualnym księdza, biskup ma obowiązek
zareagować sankcjami kościelnymi. Określa je Kodeks prawa kanonicznego (...)
Oskarżony o podobne przestępstwa ma prawo poznać zarzuty i udzielić
wyjaśnień, zanim otrzyma zakaz odprawiania Mszy św. i sprawowania
sakramentów”. Na Boga! Toż to prawie lincz! Jakie to sankcje kościelne
przewiduje się dla kapłanów pedofilów? W teorii – „Kościół nie może tolerować
grzechu, zgorszenia, krzywdy i kłamstwa ani stwarzać okazji do kolejnego
grzechu”. W praktyce – prawie wyłącznie przeniesienia na inną parafię, i to
tylko wówczas, gdy sprawa stała się publiczna. Czyż Kościół nie jest
miłosierny?! No, co innego takie matki zbrodniarki, które pozbyły się płodu,
albo lekarze mordercy, którzy im w tym pomogli – ci powinni siedzieć w
więzieniach. Tak jak zresztą wszyscy przestępcy niebędący księżmi. O tym, że
wobec duchownych w Polsce prawie nie stosuje się (wobec rozmiaru nadużyć)
świeckiego prawa, wie każdy głupi. Ale chyba po raz pierwszy publicznie i
oficjalnie domaga się tego hierarcha tak wysokiej rangi jak abp Michalik.
Przyznajmy jednak, czyni to w imię wyższego celu – aby biskupi mogli ufać
swoim księżom, a księża wiernym i na odwrót. Czyż to nie piękne podejście;
ideał, jakich w tych czasach mało. Ukrywanie księży pedofilów, przenoszenie
ich potajemnie na kolejne parafie, gdzie mogą dalej, polując na dzieci,
zmagać się ze swoim grzechem, cierpiąc dla Chrystusa. Jakże silne więzi
tworzą się wtedy w relacjach biskup i podległy mu kapłan! Tylko wtedy
można „owocnie pracować”...
Michalik nie ma żadnych wątpliwości, że obecna fala napaści na księży to
kontynuacja kulturkampfu i prześladowań komunistycznych, że to „temat
zastępczy”, a chodzi „o przysłonięcie innych zamiarów”, czyli – jak zwykle –
o walkę z Bogiem. Arcybiskup zaleca „przechowywać w pamięci oszczerców i
przestrzegać przed nimi, polecając ich sprawiedliwości Najwyższego Sędziego”.
Ja, dla odmiany, zalecam przechować arcybiskupa – w pamięci, a nawet w
więzieniu. Polecam też jego publiczne wypowiedzi polskiemu wymiarowi
sprawiedliwości – prokuratorowi i sędziom ziemskim – choć wiem, że pozostanie
on nietykalny, podobnie jak jego kolega z Poznania. Na wszelki wypadek i
gwoli przypomnienia: art. 239 kk – [Poplecznictwo] Kto utrudnia lub udaremnia
postępowanie karne, pomagając sprawcy przestępstwa (...) uniknąć
odpowiedzialności karnej, w szczególności kto sprawcę ukrywa (...) podlega
karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Art. 240 –
[Niezawiadomienie o przestępstwie] Kto, mając wiarygodną wiadomość (...) do
lat 3. Kłania się także art. 18 kk o podżeganiu i pomocnictwie. Wszystkie
odnoszą się do abp. Michalika, zwierzchnika nad 7 biskupami i 1830 księżmi,
wielkiego autorytetu w całym polskim Kościele.
I moglibyśmy na tym zakończyć, gdyby nie ciekawy wątek zawarty w
artykule „Polska hipokryzja” z ostatniej „Niedzieli”. Dowiadujemy się z
niego, że polski wymiar sprawiedliwości (tak silnie przestraszony, gdy ma do
czynienia z urzędnikami Watykanu) charakteryzuje „jawna hipokryzja”, a jego
obłuda „jest aż nadto widoczna”. W tym przypadku chodzi o umorzenie śledztwa
wobec „Trybuny”, na łamach której Zbigniew Wiszniewski w 1997 roku nazwał
papieża prostackim wikarym. „Z jednej strony kochamy papieża i z honorami
przyjmujemy go w ojczyźnie, z drugiej pozwalamy bezkarnie znieważać” –
czytamy głos oburzenia niedzielnej dziennikarki. Skoro obłudnikami i
hipokrytami są ci, którzy nie podejmują działań przewidzianych prawem, to
może jednak wszyscy są zdrowi...?
Na następnej stronie tej samej gazety spotykamy komentarz... arcybiskupa
Józefa Michalika na temat duchowego przeżywania uroczystości Trzech Króli,
czyli... zagrożeń ze strony szatańskiej Unii i cywilizacji
śmierci. „Działania poprzednich rządów doprowadziły do kalekiej, powiedzmy,
bo niezdecydowanej obrony życia poczętego, a mimo to uczciwe analizy
potwierdzają, że zmniejszyła się liczba zabijanych istnień ludzkich” – kłamie
Michalik. A całe dzieło – jak na ironię – zaczyna od śródtytułu PRAWDA DOMAGA
SIĘ ODWAGI i tekstu: „Jutrzejsza uroczystość Objawienia Pańskiego (...)
inspiruje do pochylenia się nad problemem odpowiedzialności za szukanie
prawdy i świadczenie o niej.W sposób szczególny uprawnieni, ale i zobowiązani
są do tego ludzie wykształceni, czyli tzw. i