System Rywina - z socjologii III Rzeczypospolitej.

IP: *.wccnet.org 29.01.03, 21:45
("Rz" 18, 22.01.2003 r.)

System Rywina - z socjologii III Rzeczypospolitej

ZDZISLAW KRASNODEBSKI

Mamy kolejna wielka afere. Która to juz z kolei? Trudno zliczyc. W gruncie
rzeczy powinnismy sie przyzwyczaic. Podobno lud przyjmuje ja obojetnie, bo co
go moze obchodzic klótnia wsród tzw. elity, która od dawna ma za bande
malwersantów ?u zlobu?. Wstrzasem moze byc jedynie dla tej garstki naiwnych,
która ma jeszcze w pamieci idealy przyswiecajace antykomunistycznemu ruchowi
lat siedemdziesiatych i osiemdziesiatych, która zyje (czy raczej stara sie
przezyc) z pracy wlasnych rak lub glowy, nie jest powiazana z zadna grupa
kapitalowa, polityczna i medialna, która marzyla o tym, zeby zyc nie w raju,
ale tez nie w blocie, nie w panstwie doskonalym, ale przyzwoitym, nie w
idealnej demokracji, ale w takiej, w której panuje jawnosc, prawo i zasada
odpowiedzialnosci.

Czego nowego dowiedzielismy sie z afery, zwanej afera Rywina, o kraju, który
juz wkrótce bedzie czlonkiem ?najbardziej elitarnego klubu?, jak mawia
prezydent? Nie wiemy jeszcze, jak sie cala sprawa zakonczy, nie znamy
wszystkich okolicznosci. Na tyle jednak jestesmy doswiadczonymi obywatelami
III RP, by zdawac sobie sprawe, iz za rok czy dwa tez nie bedziemy wiedzieli
wiecej. Moze ktos powiesi sie w celi, kogos wylowia z Wisly, moze kogos
zastrzela, gdy bedzie wchodzil do samochodu, moze zostanie opublikowana
?biala ksiega?, z której nic nie wyniknie. Najpewniej jednak unikniemy
takich dramatów i wszystko okaze sie tylko towarzyskim nieporozumieniem,
spowodowanym krótkotrwala niedyspozycja psychiczna.

Ale cos zostanie. Otóz dzieki nagraniu Adama Michnika uzyskalismy dokument
socjologiczny pierwszej rangi. Doprawdy nie byloby nawet tania zlosliwoscia
twierdzic, ze byc moze okaze sie on najwazniejszym tekstem, jaki Adam Michnik
opublikowal po 1989 roku.
Kontekst tworzy sens
Ten zapis nalezy traktowac jako autentyczny, choc tak trudno jest w to
uwierzyc. Calkowicie potwierdza przy tym slusznosc postmodernistycznej teorii
i metodologii. Wszak to dopiero fakt, ze zostal opublikowany z
wielomiesiecznym opóznieniem, nadal mu pelne znaczenie. Okolicznosc, ze o
niestosownej propozycji Rywina od dawna wiedziala juz ?cala Warszawa?,
lacznie z prezydentem i premierem, jest jeszcze jednym potwierdzeniem zasady,
iz sens zalezy od kontekstu. To samo dotyczy przerw i opuszczen w
opublikowanym tekscie.

Zgodnie z ta zasada zapis ten odsyla do innych publikacji. Dobrze jest go
czytac z takimi tekstami jak ?Nie bede walczyl bronia nienawisci? oraz ?Szare
jest piekne?, a takze ze spóznionym o kilkanascie lat wykladem Aleksandra
Kwasniewskiego ?Czy mozliwa jest uczciwa polityka??, w którym prezydent
nieoczekiwanie okazal sie znawca Immanuela Kanta, ale nie najnowszej historii
Polski i wlasnej formacji politycznej. Gdyby zapis rozmowy zostal podany do
wiadomosci publicznej nastepnego dnia, a prokuratura zostala zawiadomiona
zaraz po wyjsciu Rywina z redakcji, moglibysmy co najwyzej z calym szacunkiem
przypomniec redaktorom i wydawcom ?GW?, ze nalezy unikac podejrzanych
znajomosci i ze nie wypada wdawac sie w upokarzajace negocjacje z osobnikami
czyniacymi tego typu propozycje.

Gdyby premier przez szacunek dla sprawowanego urzedu - jesli juz nie dla
siebie samego - zamiast formulowania psychiatrycznych diagnoz zrobil to, co
nakazuje prawo, odsuwajac raz na zawsze podejrzenie, ze byl zleceniodawca
Rywina, gdyby prezydent staranniej dobieral gosci zapraszanych na imieniny -
chocby mial je spedzac samotnie przy lekturze Kanta - mielibysmy rzeczywiscie
do czynienia jedynie z afera Rywina i jego tajemniczych mocodawców, a zapis
rozmowy mialby przede wszystkim wartosc dowodowa i sensacyjna.

Zmysl realizmu podpowiada nam jednak, ze gdyby tak to sie wszystko odbylo, to
chodziloby zapewne o jakis inny kraj, a nie o postpeerelowska III
Rzeczpospolita, i o jakis zupelnie inny ustrój niz ten zaprojektowany dla
dobra nas wszystkich przy Okraglym Stole i który, jak sie okazuje, zostal
zrealizowany z godna podziwu konsekwencja.
Polskie high society
Na czym polega wartosc tego tekstu z socjologicznego punktu widzenia? Po
pierwsze, jest to znakomity material empiryczny dla badaczy elit. Teraz wiemy
wreszcie, jakie to ?high society? na bardzo wysokich obcasach zastapilo
?civil society?, które na szczescie dla pomyslnego rozwoju ?high society? nie
uformowalo sie w ksztalt wykraczajacy poza postac orkiestry swiatecznej
pomocy. Ci, którzy pisza o braku solidarnosci spolecznej, moga sie przekonac,
ze nie dotyczy to tej grupy, stwierdzic, jak zazyle sa stosunki miedzy
róznymi odlamami elity, ludzmi polityki, biznesu, mediów.

Dla badaczy mechanizmów rekrutacji nowych elit Lew Rywin ze swa bogata
biografia moze, obok takich postaci jak Slawomir Wiatr i im podobni, posluzyc
do konstruowania typu idealnego czlowieka sukcesu III RP. Wprawdzie od dawna
wiemy juz, ze wstyd jest sie ubiegac o jakies wazne funkcje, jesli kiedys nie
bylo sie swiadomym - etatowym lub tajnym - wspólpracownikiem sluzb - bo to
dzisiaj najlepsze swiadectwo kompetencji i ofiarnosci. Latwiej jest jednak
teraz zrozumiec, dlaczego tak nikle szanse w instytucjach panstwowych, w
biznesie, w filmie, w literaturze, ma ktos, kto chcialby pogwalcic nowy
kodeks ?elitarnej? solidarnosci, do którego glównych zasad nalezy
?niegrzebanie w biografiach? oraz przebaczenie, o którego chrzescijanskich
aspektach pisal ostatnio Roman Graczyk (zob. ?GW? z 13 stycznia br.).
Oczywiscie swoisty typ tej solidarnosci nie wyklucza zacietych walk i ?ciosu
zardzewialym nozem w plecy? ze strony osobników nieodpowiedzialnych, jak
dowiadujemy sie z tego pasjonujacego, utrwalonego na magnetofonie dialogu.
Negocjacje a la Pruszków
Po drugie, jest to doskonaly obiekt badan dla socjolingwistyki,
etnometodologii, analizy konwersacyjnej itp. Mozna dowiedziec sie, jak w
Polsce negocjuje sie interesy polityczne i gospodarcze. Jak ze soba
rozmawiaja, jakim jezykiem komunikuja sie ze soba ludzie naszych ?sfer
wyzszych?. Zapis tej rozmowy falsyfikuje zreszta hipoteze o wyalienowaniu sie
elit ze spoleczenstwa.

Okazuje sie, ze ci panowie (zapewne tez i panie) zalatwiaja swoje interesy
nie inaczej, niz sie zalatwia w Pruszkowie i innych polskich miastach i
miasteczkach. Przyjazny ton, w którym prowadzona jest ta konwersacja, czyni
jednak z nagrania towarzyska niedyskrecje i akt nielojalnosci, pogwalcenie
podstawowych regul konwersacyjnych, na które nagrany Lew Rywin reaguje ze
zrozumialym rozgoryczeniem Panstwo w rekach towarzystwa Po trzecie,
instytucjonalisci, konstytucjonalisci, socjologowie panstwa itd. moga,
wychodzac od tego przypadku, wysuwac hipotezy dotyczace tego, jak w Polsce
konkretnie tworzy sie prawo, kto ma inicjatywe ustawodawcza w
realnospolecznym sensie i jakie mechanizmy prowadza do jego uchwalenia.
Widac, ze chodzi raczej o ?agregacje? indywidualnych i grupowych interesów
(czyli, mówiac w innym, bardziej zrozumialym jezyku, o dzielenie dzialek,
doli, kasy), a nie o dobro wspólne. Zreszta z tej perspektywy takie
rozróznienie nie ma sensu - na tym wlasnie ma polegac dobro wspólne.

Prawo jest dostosowywane do potrzeb grup interesu, a panstwo nie jest jakims
bytem ?pozatowarzyskim?, lecz instrumentem uzywanym przez ?towarzystwo? w
rozgrywkach grupowych oraz srodkiem kumulowania i dystrybucji kapitalu przez
?grupe trzymajaca wladze?. Wypowiedzi obu panów nie bez empatii wnikajacych
w intencje i dazenia prezesa telewizji publicznej oraz czlonków KRRiTV,
obecnych i bylych, ujawniaja, jak traktuja instytucje publiczne osoby, którym
powierzono ich kierowanie. Kompetentny komentarz Rywina i Michnika o
zamierzeniach tyczacych II programu telewizji to istotny przyczynek do
analizy strategii prywatyzacyjnych w III RP, gdyz mozna przypuszczac, ze
podobna strategie stosowa
    • Gość: Aaron Re: System Rywina - Cz.2 IP: *.wccnet.org 29.01.03, 21:46
      Dziennikarz spisuje bez skrótów
      Po czwarte, specjalisci od srodków komunikowania sie na podstawie tego zapisu i
      sposobu jego opublikowania uzyskaja wiele informacji o stanie wolnosci prasy, o
      rozumieniu jej funkcji, o stopniu uzaleznienia dziennikarzy od wlascicieli
      gazet, a jednych i drugich od polityki i biznesu.

      Mozna tez na tej podstawie zastanawiac sie nad etosem dziennikarskim, który
      sklania dziennikarza do pisania ?spisuje bez skrótów?, chociaz publikuje tekst
      okrojony, oraz nad efektywnoscia zbierania informacji, skoro opublikowany w
      pare miesiecy po wydarzeniu artykul nie zawiera niczego, czego by juz od razu
      nie wiedziano. Przy okazji tej sprawy znowu duzo dowiadujemy sie o roli
      telewizji publicznej, która od jakiegos czasu zaczela wyraznie zaniedbywac
      premiera, gdy zmuszona jest mówic o aferze ?platnej protekcji?, choc jeszcze do
      niedawna bez jego wielokrotnej obecnosci na ekranie nie obyl sie zaden dziennik
      telewizyjny.
      Gazeta w systemie wladzy
      Po piate wreszcie, badacze ruchów spolecznych, na przyklad pierwszej
      ?Solidarnosci?, moga potraktowac te afere jako smutny epilog historii ?opozycji
      demokratycznej?. Obyczaje ludzi, którzy zaczynali swoje blyskotliwe kariery od
      tej strony Okraglego Stolu, która eufemistycznie nazywano rzadowa, nie moga
      nikogo zaskoczyc. Dzialaja tak, jak potrafia. Niczego innego sie nie nauczyli.

      Pewnie nawet nie wiedza, ze mozna inaczej, i tylko wydaje sie im, iz stali sie
      demokratami, liberalami, socjaldemokratami. Ale niestety w sklad tak
      dzialajacych elit III RP weszlo takze wielu z tych, którzy kiedys
      reprezentowali strone spoleczna, solidarnosciowa. Czesto slyszymy teze, ze
      dawne podzialy stracily na znaczeniu. Rzeczywiscie, gdy czyta sie zapis tego
      spotkania, mozna w to uwierzyc. Oczywiscie to Rywin przychodzi z propozycja do
      Michnika - nie odwrotnie. To Michnik ujawnia nagranie - a nie odwrotnie. Ale
      dlaczego Rywin w ogóle przychodzi? Dlaczego w ogóle moze sadzic, ze taka
      rozmowe mozna prowadzic z nim powaznie? Czyzby nie wiedzial, z kim rozmawia?
      Te wszystkie obiady, pertraktacje, narady z premierem, imieniny i przyjecia,
      nazwiska i imiona, które padaja w tej rozmowie, pokazuja, w jakim stopniu ?GW?
      wmontowala sie w system nieformalnej i formalnej wladzy. To jest najsmutniejszy
      aspekt tej sprawy. Ta najwieksza w Polsce gazeta - jak niedawno przypomnial
      Ryszard Bugaj - byla na samym poczatku gazeta nas wszystkich, wyrazala
      nadzieje, ze mozna uprawiac polityke inaczej, uczciwie, a nawet bardzo
      uczciwie, w interesie ogólu. Jej sukces wynikal z poczatku w ogromnej mierze ze
      spolecznego powiernictwa, z zaufania, którym ja obdarzano.

      Z czasem kazdy kolejny wywiad z osobami w rodzaju Czeslawa Kiszczaka czy
      Jerzego Urbana, kazdy atak na IPN i ustawe lustracyjna, kazdy nowy tekst
      Mieczyslawa M. Rakowskiego i jemu podobnych, sprawa Maleszki itd. sprawialy,
      ze coraz trudniej bylo sie ludzic, iz nowe sojusze ?GW? wynikaja z blednego
      rozumienia demokracji, prawa i wolnosci. Ta rozmowa swiadczy o tym, ze juz
      dawno nie o idee chodzi, lecz o interesy, i to one oraz te wszystkie powiazania
      i zaleznosci okreslaja ideowe stanowisko tej gazety, ze nawet gdyby chciala,
      nie moze juz inaczej. Dzisiaj ?GW? jest raczej powiernikiem - czy raczej
      zakladnikiem - zupelnie innych ludzi niz ci, którzy kiedys jej zaufali, którzy
      tworzyli ruch, z którego wyrosla.
      Kto przeszkadza modernizacji
      Szósta perspektywa, w jakiej moze byc czytany ów tekst, to perspektywa teorii
      modernizacji. Z punktu widzenia tej teorii, odniesionej do zapisu rozmowy,
      widac wyraznie, ze najwieksza przeszkoda w modernizacji Polski nie sa malorolni
      rolnicy, lecz polskie ?elity?, to ?towarzystwo? z kapitalem, wplywowe, zasobne
      i pewne siebie. Scala ono wszystkie dziedziny zycia w jedna wierchuszke, jak za
      dawnych czasów. Pod demokratyczna powierzchnia w istocie w Polsce uksztaltowal
      sie lad monocentryczny, oligarchiczny.

      Wydaje sie, iz ta rzadzaca warstwa tak odporna jest na wszelkie procesy, zmiany
      i unowoczesnienia, ze trudno wiazac zbyt daleko idace nadzieje na to, ze
      czlonkostwo Polski w Unii Europejskiej doprowadzi do jej rozbicia, rozproszenia
      i umozliwi budowe w Polsce gospodarki rzeczywiscie rynkowej i demokracji typu
      zachodniego. To raczej ?towarzystwo?, calkiem dobrze rozumiejace sie ze swoimi
      zagranicznymi partnerami, bedzie próbowalo dostosowac slabe i podatne na
      korupcje struktury europejskie do swoich sposobów dzialania i obyczajów.

      * * *
      Ktos móglby powiedziec, ze przeciez wszedzie zdarzaja sie afery. To prawda,
      chociaz afera aferze nierówna. Skandal dotyczacy nielegalnego finansowania
      partii, który wstrzasnal Niemcami, bylby wedlug polskich standardów jakims
      niewaznym incydentem. W kazdym kraju praworzadnym wystarczyloby juz to, co
      wiemy o aferze Rywina, zeby premier podal sie do dymisji. Nie o afere jednak w
      Polsce chodzi, lecz o system. Przez cale lata mówiono nam, ze najwiekszym
      zagrozeniem dla polskiej demokracji sa najpierw ?oszolomy?, potem populisci i
      fundamentalisci. Jakaz bylaby to ulga, gdybysmy sie na koncu dowiedzieli, ze
      tak jest i w tym przypadku, ze w istocie to byli tylko przebierancy, np. ze to
      byla rozmowa Andrzeja Leppera z ojcem Rydzykiem, którzy zrecznie podszyli sie
      pod postacie producenta ?Listy Schindlera? i dawnego bohatera opozycji. Jakze
      chcielibysmy wrócic do czasów, gdy mozna nas bylo straszyc polskim prostakiem,
      ciemniakiem i antysemita. Z tym niebezpieczenstwem przeciez jakos bysmy sobie
      poradzili. Ale takiego happy endu nie bedzie. Musimy spojrzec prawdzie w oczy:
      najwieksze zagrozenie dla demokracji, dla naszej wolnosci i naszej pomyslnosci
      plynie nie z marginesu III RP, lecz z jej kulturalnego, politycznego i
      gospodarczego centrum, nie z dolów, lecz z samej góry, z ?towarzystwa?,
      postkomunistycznego i po czesci postsolidarnosciowego.

      Autor (ur. 1953) jest socjologiem i filozofem, profesorem uniwersytetu w
      Bremie i na UKSW. Najwazniejsze publikacje: ?Rozumienie ludzkiego
      zachowania? (1986), ?Upadek idei postepu? (1991), ?Postmodernistyczne
      rozterki kultury? (1996), ?Max Weber? (1999). Mieszka w Bremie i w
      Warszawie.

    • Gość: Levin Re: System Rywina - z socjologii III Rzeczypospol IP: *.nanarb01.mi.comcast.net 29.01.03, 23:28
      Szanowny Panie Aaronie, mysle ze szkoda bylo czasu na ten bardzo ciekawy arty.
      goscie tego Forum napewno i tak nie zrozumieja wlasciwie o co chodzi w tym
      artykule, jedynie mala oswiecona czesc gosci z Forum GW pojmuje i rzetelnie
      dyskutuje na tak powazne tematy(np. prosze sprawdzic posty w wiekszosci to
      rzucanie haselek czy wulgaryzm mozna tu znalesc). Jeszcze raz panu dziekuje za
      tan artykul, aby wiecej bylo takich postow!
      • Gość: Towarzysz Szmaciak Re: System Rywina - z socjologii III Rzeczypospol IP: *.czajen.pl / 192.168.3.* 29.01.03, 23:47
        Zwykle wypowiadam sie na tym forum w humorystycznej konwencji.
        Tym razem chcę całkiem poważnie i szczerze pogratulować Panu jakże rzeczowej i
        celnej analizy sytuacji w naszym kraju.
    • douglasmclloyd Re: System Rywina - z socjologii III Rzeczypospol 29.01.03, 23:46
      Republika Kolesi. Leszek na premiera, Staszek sprawdzi się w biznesie, Robert
      opanuje telewizję, Grześkowiak dostanie dożywotnią rentę, SBeków przywróci się
      do pracy...

      Rzygać się chce.

      • Gość: Ania Re: System Rywina - z socjologii III Rzeczypospol IP: *.upc.chello.be 30.01.03, 01:07
        Dawno,dawno na tym forum nie czytalam tak dobrego postu.Serdeczne dzieki.
        • Gość: Ania Re: System Rywina - z socjologii III Rzeczypospol IP: *.upc.chello.be 30.01.03, 11:00
          www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=4449253
          Pozwolilam sobie puscic pana watek na aktualnosciach,licze,ze tam wzbudzi
          wieksze zainteresowanie,tu pisze sie na jeden temat,nudny juz raczej.
    • Gość: babariba profesorom na nic już dysertacje. A to jest temat. IP: *.sokolka.sdi.tpnet.pl 30.01.03, 11:13
Pełna wersja