emerytka2006
01.07.06, 18:36
Nie lubię Jana Tomasza Grossa.
Nie lubię go tak jak powszechnie nie lubi się posłańców przynoszących złe
wieści, jak nie lubi się Balcerowicza, który nam zaaplikował końską (acz
niestety potrzebną) kurację gospodarczą, tak jak nie lubi się Piłudskiego,
który Polakom powiedział (prawdę) prosto w twarz: "jesteście narodem idiotów!"
Niemniej muszę powiedzieć, że mimo niechęci do amerykańskiego socjologa
(kalającego imię mego narodu...) wsłuchuję się uważanie w każde słowo jakie
wypowiada pod adresem nas i naszej historii.
Ma do powiedzenie wiele cierpkich rzeczy, ale przecież piszę o nas PRAWDĘ.
I nie mówcie proszę o 1600 ofiar, jakich rzekomo IPN nie udowodnił, bo po
pierwsze:
- idzie o sam fakt zamordowania żydowskiej społeczności przez polskich
współmieszkańców
- IPN udowodnił śmierć ponad 400 osób, ale nie znaczy to, że nie zginęło ich
więcej.
Czytałam już Grossa (poszatkowanego) w wersji amerykańskiej.
Nie jest tak niechętny Polakom jak opisuje to Adam Michnik, raczej przebija
przez to dzieło gorycz polskiego Żyda, który jakoś tam wykaraskał się z
Zagłady (przez późne urodzenie...), a po 1946 roku musiał oglądać jak bardzo
niegodnym narodem jesteśmy (w latach 1944-50 zamorodowano w RP 2 tyś.
Żydów)...
Kto zaprzeczy, niech pierwszy wyprowdzi się z kamienicy, jaką zajmuje po
mieszkających w miasteczku Żydach!
Inaczej jest niewiarygodny w brzydzeniu się Grossem...
Kończąc powiem tak: nie lubię Grossa, bo ciągle burzy mi mój obraz narodu
może i rogatego (jak cały rodzaj ludzki), ale mającego prawo uważać siebie za
coś lepzego niż Rosjanie, Niemcy, Żydzi..
Nie, moi drodzy: nie jesteśmy ani lepsi, ani grosi od innych nacji
europejskich.
Dlatego nie lubiąc Grossa, mówię: przeczytajcie jego książkę.
Naplujcie na te wredne stronice, wylejcie tam swoją żółć, ale przeczytajcie.
I dopiero potem będziemy rozmawiać...