leszek.sopot
11.07.06, 15:25
Ksiądz Czajkowski się przyznał. Po przeczytaniu materiału w Więzi mozna
będzie bliżej poznać charakter jego współpracy, mam też nadzieję, że będzie
można dokładnie się przyjrzeć państwowej machinie gnącej ludzkie sumienia i
kręgosłupy do własnych potrzeb. Bo czymże dla państwa jest jednostka -
niczym. Człowiek ma być niewolnikiem państwa i jego służb wyćwiczonych do
podporządkowywania sobie wszystkiego. Nie ma jednostki - są masy, które muszą
być podporządkowane i kotrolowane. Jest partia, która dba o to aby żaden
indywidualista nie wychylił się ponad rzędę na której usadowiono go w
kurniku. Jest to władza partyjno-państwowej nomenklatury, mechanizm, który
nieustannie się odradza gdyż władzę nad państwem zdobywają partie gotowe dbać
jedynie o dobytek ze swego kurnika. Wciąż odradza się ten sam niszczący
człowieka mechanizm - jest tylko raz mniej a raz bardziej dotkliwy.
W świecie łamiącym ludzkie charaktery znalazł się młody kleryk, który
uczestniczył w sutannie w wydarzeniach w Poznaniu 1956 r. Jakże musiał być
naiwny chodząc wśród czołgów, czy nie miał świadomości, że z miejsca wpadnie
w oko esbeckim służbom?
Nie mam jeszcze numeru Więzi. Nie wiem jak autorzy spojrzeli na młodego
wówczas człowieka, który widział być może zabitych, widział bezwględną władzę
bez pardonu pomiatającą ludźmi i ich tęsknotami za godnym i uczciwym życiem.
Salwami z karabinu zabito tęsknotę, skopano ludzkie sumienia. Czy można
zrozumieć strach kleryka mającego świadomość, że rozmawiają z nim ci, którzy
biją i przesłuchują zatrzymanych w gmachu z którego strzelano do
demonstrantów?
Nie było mnie wtedy na świecie. Mogę tylko porównać swoje wrażenia jako
młodego chłopca, który słyszał odległą, długotrwałą kanonadę z Gdyni w
grudniu 1970 r. i łzy matki kolegi z klasy, która przyszła po niego i po mnie
aby zabrać nas do siebie domu bo moja mama zadzwoniła i powiedziała, że nie
może wydostać się z pracy w Gdyni bo strzelają, pałują i urządzają łapanki. W
Sopocie było słychać kanonadę... Przerażone nauczycielki, przerażona matka
kolegi i ja beczący 11 letni gó..arz. Gdy władza strzela do robotników to
dominującym uczciem jest właśnie strach, przerażenie, czasem łzy. Nie
bohaterstwo. Ludzie starzy i mali się po prostu boją.
Dobrze, że ks. Czajkowski sam zerwał współpracę, szkoda, że dopiero po
zabójstwie ks. Popiełuszki, ale zrobił to sam. Musiał przeżyć straszliwy
wstrząs a wstyd chańby postanowił dusić w sobie i najwyżej przed Bogiem
prosił wówczas o wybaczenie. Pewnie od tego momentu, nie mnie to oceniać,
próbował odkupić swoje winy. Po komentarzach widać, że nie odkupił, bo choćby
robił i pisał tylko dobre i pełne miłości czyny oraz teksty, to zabrakło
jednego - publicznej skruchy. Kwestionuje się z tego powodu jego działalność,
że z powodu braku publicznego przyznania się do współpracy z SB wszystko co
pisał i mówił jest nic nie warte, że jego wszystkie słowa i uczynki są jak
potwarz, są kłamstwem.
Nie jestem filozofem, ale przecież jest to trudny problem filozoficzny. Jak
traktować księdza, który współpracował, wyznał przed Bogiem swoje winy i
pracował dalej na rzecz dobra wspólnego - być może tak pojmował swoją pokutę?
Może tak a może nie, bo czyż temu nie powinna towarzyszyć asceza - pytam - a
nie zaszczyty i honory? Nie wiem jak żył ks. Czajkowski. Ze strzępów
informacji można się dowiedzieć, że nie był ascetą ani nawet skromnym
człowiekiem - to jednak mogą ocenić ci, którzy go znali.
Ale czy na prawdę wszystko co robił po 1984 r. jest nic nie warte? Czyż nie
postępował właśnie w myśl nauczania Jana Pawła II i ks. Popiełuszki by zło
zwyciężać dobrem? Czy człowiek złamany przez system, donoszący na swych
najbliższych i przełożonych ma szansę na odkupienie? A jesli tak to w jaki
sposób - w pustelni do końca życia czy w działalności publicznej, czy jak
ksiądz Robak trzymac w tajemnicy swoje posłannictwo czy też wpierw wyjawić
trzeba wszystko?
Teraz musi go spotkać społeczna pogarda i wzgarda, ale przecież już teraz
prawie wszystko jest wiadome. Pozostaje tylko zrozumienie. Na pewno nie
wszyscy chcą rozumieć. Niektórym ksiądz Czajkowski jest potrzebny do czego
innego - do szczucia i pomawiania, do obrażania i propagandy. Dla nich ksiądz
Czajkowski jako jednostka jest nikim jak za czasów partyjno-państwowej
nomenklatury z PRL i będzie wykorzystany jego przykład w ten sam sposób jak
dawniej - by masom pokazać kto ma władzę. Pokazać przez zdeptanie jednostki -
jednego małego człowieka, który w 1956 roku zbłądził.
Gdy znana jest prawda, gdy winowajca już nikogo nie może skrzywdzić, to czy
należy go zadeptać czy można dać mu szansę? Zaszczuć czy dać możliwość pokuty
i odkupienia. Hm... kwestia kary i naprawy krzywdy. Czy ważna jest tylko
kara, czy ważniejsze jest to by grzeszny człowiek powrócił na dobrą drogę, by
nie był skazany na niebyt ale mnożył dobro w walce ze złem?
Nie znam ks. Czajkowskie, nie znam też wileu jego tekstów. Nie był dla mnie
autorytetem, ale widze w nim człowieka.