nowytor3
14.07.06, 16:55
W wątku, jak gość rozwiesza, z pomocą Ligi Republikańskiej, plakaty o
człowieku, który kapował studentów, tj. jego i jego kumpli w akademiku z
"wyraźną gorliwością"
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=60&w=45144311
Relacja Agnieszki Kublik dla "Gazety Wyborczej" z 3 marca 2002 r. Polecam.
W sobotę w nowej siedzibie "Gazety Wyborczej" odbyła się najprawdziwsza
parapetówka. Prezydent Aleksander Kwaśniewski nazwał naszą "Gazetę" jedną z
najważniejszych instytucji w Polsce, a ks. prof. Michał Czajkowski poświęcił
nowy budynek. Świętowaliśmy razem z 600 najznamienitszymi gośćmi.
Tylu wybitnych ludzi ze świata polityki, kultury i biznesu zgromadziło się na
na warszawskim Mokotowie, na ulicy Czerskiej z jednego powodu - nowego gmachu
Agory (wydawcy "Gazety Wyborczej"). Nasz bohater to tzw. leżący budynek o
kubaturze 169 416 m sześć. Nasz nowy dom stoi na działce o powierzchni 11 tys.
m kw. Sam budynek zajmuje "tylko" 6,5 tys. m kw, ale ma aż 36,9 tys. m kw
powierzchni, w tym 33,4 tys. m kw powierzchni użytkowej. Jego twórcy to
pracownia JEMS Architekci sp. z o.o.
Ale nie jego powierzchnia robiła na naszych gościach największe wrażenie -
słowa zachwytu wywoływały nasze wewnętrzne ogrody z najprawdziwszymi bambusami,
które rosną w czterech gajach bambusowych. W sumie w środku jest kilkanaście
ogrodów!
Uroczystość zaczęła się od budzącego u wielu VIP-ów sentyment przeboju lat
50. "Budujemy nowy dom".
- To jest nasz pierwszy dom - mówiła Helena Łuczywo, zastępca redaktora
naczelnego "Gazety" i wiceprezes zarządu Agory - zbudowaliśmy już wiele rzeczy:
4 drukarnie, kilka rozgłośni, portal internetowy. Ale dziś odczuwam szczególną
radość i szczęście.
Nasz redaktor naczelny Adam Michnik przypomniał, jak powstawała "Gazeta" -
władza zgodziła się na to, by opozycja miała własny dziennik, ale nie dała nam
papieru. - Zwróciłem się o pomoc do ówczesnego ministra sportu Aleksandra
Kwaśniewskiego. - To ci załatwi Ciosek - poradził - ale musisz iść do niego do
KC. Poszedłem, pierwszy raz w życiu.
- Nie mamy papieru - mówię.
- Po co wam papier? - pyta Ciosek - Jak wam załatwię, mogę mieć z tego tylko
same kłopoty.
- A jakie ja mogę mieć kłopoty, jak go nie załatwię.
- Mam nadzieję, że to ostatnia świnia polityczna, jaką podłożył mi Kwaśniewski.
Prezydent odgryzł się Michnikowi za tę anegdotę słowami: "Adam Michnik
przemawia do ludu z takiej wysokości [Adam wraz z prezydentem przemawiali do
gości z tzw. balkoniku zawieszonego parę metrów nad holem, w którym odbywało
się przyjęcie - red.]. Widać to nieuchronny proces.
Kwaśniewski przypomniał, że w 1989 r. ówczesna władza nie bardzo potrafiła
ocenić sytuację, bo nie obawiała się "Gazety", twierdząc, że choć na pewno nie
będzie to gazeta ówczesnej władzy życzliwa, ale też pewnie nie będzie miała
dużego nakładu. - Muszę przyznać, że przynajmniej niektórzy tak twierdzą, te
proroctwa spełniają się tylko w 50 procentach - mówił Kwaśniewski.
- Być po 13 latach w takim gmachu to wydarzenie, które traktuję jako sukces
tych ludzi, którzy "Gazetę", "Agorę" tworzyli i wszystkich, którzy brali udział
w tym od samego początku, ale także wybaczcie - będzie tu nuta państwowa -
traktuję to jako wielki sukces naszych przekształceń po 1989 r. - przemawiał
Kwaśniewski. Szczególne podziękowania, jak podkreślił, jako prezydent,
przekazał dwóm paniom ("to nie przypadek, że "Gazeta" jest rodzaju żeńskiego"):
Wandzie Rapaczyńskiej, prezes Agory i Helenie Łuczywo. Do Michnika powiedział
wyjaśniająco i przepraszająco zarazem: "Adamie, nas łączy męska przyjaźń, która
jest szorstka".
- Gmach macie taki, że nawet gdyby przyszły rządzić siły bardzo nam
nieprzyjazne, to żłobka z tego zrobić się nie da [w 1989r. redakcja "Gazety"
mieściła się w żłobku - red.]. Potem zwiedzając nasz newsroom, jego
współpracownicy dodawali, że na Pałac Prezydencki też nie da się przerobić.
Potem Michnik powiedział: - Człowiek, którzy dziś w Polsce jest człowiekiem
instytucją mówi, że nie ważne, jak się zaczyna, ale jak się kończy [to aluzja
to słów premiera Leszka Millera, że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym,
nie jak zaczyna, ale jak kończy - red.], dlatego teraz nasz budynek zostanie
poświęcony przez ks. prof. Michała Czajkowskiego. - To nasz przyjaciel,
niezwykle odważny człowiek - zaprezentował go naczelny. - Ma nadzieję, że te
pochwały nie znajdą się jutro w "Naszym Dzienniku" - replikował ks. Czajkowski.
Za ministranta posłużył mu ... Michnik, bo - jak tłumaczył ks. Czajkowski -
prezydent odsunął się na bok.
Ks. Czajkowski życzył nam, by kiedy już "Gazeta" będzie dziennikiem całej
zjednoczonej Europy, gościła u nas mądrość. - Niech towarzyszy wszystkim waszym
poczynaniom i wszystkim tym, którzy woleliby, by zamiast mszy odbywały się tu
egzorcyzmy - mówił ks. Czajkowski.
Michnik zapewnił, że te wartości będą w tym budynku respektowane i doceniane. -
W imię Boże, razem z prezydentem będziemy walczyć o Unię Europejską, a potem o
euro - mówił naczelny "Gazety". A na koniec zaapelował do licznie przybyłych
ambasadorów, by przekazali swoim rządom, że są w miejscu, które jest dowodem na
sukces Polski.
Prezydenta osobiście po naszych ogrodach, tarasach i redakcji oprowadził
naczelny. - Jestem pod wrażeniem, jestem pod wrażeniem - powtarzał Kwaśniewski.
I przyszedł czas na bankiet. Ostatni goście, żegnali się z naszym gmachem grubo
po północy.