Gość: DoAteistów
IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl
21.02.03, 12:55
Szanowny Kaganie,
Twój światopogląd redukuje myślenie do ‘procesów elektrochemicznych’.
Zatem człowiek nie może być odpowiedzialny za swoje decyzje, gdyż są one
tylko reakcjami zachodzącymi w jego mózgu.
Jednak twój światopogląd chce dokonywać oceny moralnej, co jest dobre a co
złe. Które zatem procesy chemiczne są dobre, a które złe?
Jeden brzydzi się aborcją, inny jest jej zwolennikiem. Które procesy
chemiczne są prawidłowe i jak to się dzieje, że ta sama rzecz – aborcja –
wywołuje różne stanowiska?
Dalej, kiedy zapytałem, czy prawo i zdolność do podejmowania decyzji są
przejawami dobra czy zła, odpowiedziałeś, że są to wartości etycznie
neutralne. Twoje procesy elektrochemiczne dokonały dziwnej oceny. Uznały
zdolność do podejmowania decyzji za wartość neutralną etycznie.
Gdybyś powiedział, że to jest złe, byłbyś zwolennikiem dyktatury.
Ale gdybyś kogoś pozbawił prawa do podejmowania decyzji, czy byłoby to dobre,
czy złe? Czy też byłoby to wartością etycznie neutralną?
Gdybyś natomiast powiedział, że to dobre, to musiałbyś zaakceptować, że z
wolnością wyborów wiąże się ryzyko wyboru tego, co złe.
Tak więc widzisz, że w tym miejscu twój światopogląd musi uciec się do bzdury
i powiedzieć, że prawo dokonywania wyborów jest wartością neutralną, w
przeciwnym wypadku rozpada się w gruzy.
Jeśli zatem obdarzenie kogoś zdolnością podejmowania decyzji jest dobre, to
wiąże się to z ryzykiem, że ten ktoś podejmie decyzję ‘złą’, czyli nie po
naszej myśli. Czy natychmiastowe stłumienie takiej ‘samowoli’ byłoby dobre?
Czy byłoby rzeczywiście przejawem wolności myślenia i działania?
Gdyby stwórca chciał pozbawić nas prawa do podejmowania decyzji to
1.albo musiałby nas stworzyć robotami, realizującymi bezwiednie wkomponowany
nas program.
2. albo musiałby nas natychmiast korygować, kiedy zrobilibyśmy coś nie po
jego myśli.
Jeśli jednak obdarzył nas zdolnością podejmowania decyzji, to poniósł ryzyko,
że podejmiemy decyzje niezgodne z jego życzeniami. Te właśnie decyzje
wniosły do świata to, nad czym ubolewamy – choroby i cierpienia.
Dla naszego ciała, nie są one dobre. Według światopoglądu ateistycznego i
materialistycznego, cierpienia są złe.
Z punktu widzenia teizmu, odgrywają one znaczącą rolę w rozwoju człowieka.
Cierpienia odgrywają inną rolę w życiu niewierzących i inną w życiu
wierzących. Z punktu widzenia Boga, cierpienie nie zawsze jest złe!
Cierpienie może być zmarnowane, ale może wykonać ważną rolę w życiu
człowieka.
Na przykład, gdybym nigdy nie cierpiał, nigdy nie wiedziałbym co to jest ból,
ani co to jest współczucie dla tych, którzy cierpią. Zatem widzisz, że
(niedobre) cierpienie może ukształtować w człowieku dobrą cechę współczucia.
Dla ateizmu, redukującego życie ludzkie do ‘tu i teraz’, taka nauka nie ma
sensu.
Dla chrześcijan, którzy są świadomi, że ich życie ‘tu i teraz” jest tylko
etapem przygotowawczym do wieczności, cierpienie nabiera sensu i znaczenia.
2 Koryntian 4,16 Dlatego nie upadamy na duchu; bo choć zewnętrzny
nasz człowiek niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym
dniem.
4,17 Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość
wiekuistej chwały,
4,18 nam, którzy nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co
niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co
niewidzialne, jest wieczne.
Pozdrawiam,
Jerzy,
PS. Nie będzie mnie kilka dni, zostawiam ten temat do przemyslenia, zanim
znowu zacznienie postulować, że dobro może istnieć tylko bez Boga.