bryt.bryt
28.08.06, 11:29
Minelo juz 7 dni od czasu, kiedy pan Antoni powiedzial to co powiedzial.
Niezaleznie od tego, czy powiedzial prawde, czy kogos obrzygal, nie
doczekalismy sie ani wyjasnienia sprawy, ani chocby stanowiska osob, ktore w
tym kraju sa pana Antoniego odpowiedzialne.
Sam Antoni nic sobie z tego nie robi, mowi, ze powiedzial troszke
niedokladnie, ale w sumie chodzilo tylko o dobor slow, a nie o meritum.
Premier nie mowi wlasciwie nic, minister obrony niby sie dystansuje, ale jakos
tak bez werwy, opozycja oczywiscie wsciekle ujada, a w samym obozie rzadzacym
pojawiaja sie opinie krytykujace pana A.. I co?
I nic. Pan Antoni rzygnal, ale jak juz rzygnal, to teraz juz ma za zadanie
ubabrac skutecznie w g...nie paru lze-ministrow i scisle wykonuje instrukcje.
Juz pojawiaja sie glosy, ze sprawa jest zamknieta, a jesli ktos powinien
przepraszac, to ministrowie.
Ale lze-media ujada i ujadac beda. Chwilowa petarda w postaci kretynskiej
"afery" z sondazownia nie odwrocila uwagi publicznosci, pan Kurski ma wiec
szanse zajac sie wlasnym samochodem pozostawionym nielegalnie pod gdanskim
lotniskiem. Pan Antoni z panem Jarkiem dadza sobie rade. Tym bardziej, ze
sprawa zainteresowaly sie niemieckie media. A to juz jest skandal ...