"Unia Europejska - referendum i kampania informacy

09.03.03, 15:00
"Unia Europejska - referendum i kampania informacyjna"
poseł Bogdan Pęk
Witamy bardzo gorąco posła P. Bogdana Pęka. Niech będzie pochwalony Jezus
Chrystus i Maryja, zawsze Dziewica. Teraz i zawsze.
Szczęść Boże. Proszę Pana zapraszamy do wprowadzenia nas w temat dzisiejszych
naszych "Rozmów niedokończonych", a mówić będziemy o Unii Europejskiej oraz o
referendum i kampanii informacyjnej.

Pos. B. Pęk: Cieszę się ogromnie, że mogę się spotkać z Rodziną Radia Maryja,
ze słuchaczami w kraju i zagranicą. To bardzo ważne, żeby w tym dziejowym
momencie naszej historii, przekazać polskiemu społeczeństwu, Polakom,
patriotom polskim, słowem wszystkim, którzy powinni tą informację otrzymać,
jak wielkie znaczenie ma to, co stanie się w wyniku wejścia Polski do Unii
Europejskiej na tych warunkach, jak ogromne znaczenie historyczne ma
referendum, które odbędzie się w miesiącu czerwcu i wreszcie czy można
podejmować decyzje w tej sprawie nie mając pełnej informacji.
Proszę Państwa, mówiłem o tym już wielokrotnie, ale trzeba to powtarzać do
znudzenia, że kluczową sprawą przed podjęciem decyzji dla każdego obywatela
polskiego, decyzji o znaczeniu zaiste historycznym, jest minimum informacji.
Co oznacza wejście do Unii Europejskiej na tych warunkach, jaka jest Unia
Europejska i wreszcie czy warunki te spowodują poprawę bytu narodu czy też
nie?
Szanowni Państwo, dramat polega na tym, że dzisiaj mamy całkowicie
jednostronną kampanię, którą rząd i kręgi euroentuzjastów nazywają
informacyjną, a jest to kampania promocyjna, kampania pokazująca jedynie
blaski samej Unii Europejskiej i kampania wprowadzająca w błąd opinię
publiczną, jeżeli chodzi o uzyskane przez Polskę warunki.
Na ostatnim posiedzeniu Komisji Europejskiej usłyszeliśmy od głównego
negocjatora - pana Truszczyńskiego, że to co wynegocjowano nie zostało
jeszcze w pełni zapisane. Teraz odbywa się proces, który zakończy się pod
koniec kwietnia, zapisywania ustaleń, które przychodzą do nas partiami w
języku angielskim. Następnie po ich takim wstępnym zatwierdzeniu przez władze
polskie, z powrotem są przekazywane do Brukseli. Kiedyś tam te kilka tysięcy
stron będzie jednym aktem prawnym, który będzie musiał być ratyfikowany
formalnie bądź to przez społeczeństwo w referendum, bądź, jak to chciałby Pan
prezydent w wypadku gdyby referendum nie miało 50% frekwencji, przez
większość Parlamentu. I proszę Państwa, co się okazuje? Okazuje się, że
ostateczny kształt tego cośmy wynegocjowali, ostateczne zapisy będą mogły być
przekazywane społeczeństwu dopiero gdzieś pod koniec kwietnia, jak dobrze
pójdzie, jeżeli nie będzie poślizgu. Referendum ma być 8 czerwca, czyli mamy
około miesiąca czasu na kampanię referendalną w sprawie, która nazywamy
sprawą historyczną, porównywalną przez niektórych do przyjęcia Chrztu Polski,
tysiąc lat temu. W tym czasie, cały czas trwa nachalna propaganda rządowa,
pokazująca jednostronnie te zagadnienia, o których mówiliśmy. Zatem powstaje
zasadnicze pytanie: jak w taki sposób, w takim otoczeniu, przekazać polskiemu
społeczeństwu rzetelną informację, jak polskie społeczeństwo polskie ma
wypowiedzieć się racjonalnie, skoro nie jest władne objąć tego, co naprawdę
wynegocjowano.
Chciałbym się dzisiaj skoncentrować nie tylko na pewnych sprawach o
charakterze ogólnym, ale także o charakterze szczegółowym, które są istotą
tego porozumienia, bowiem jeżeli nie będziemy sobie zdawać sprawy z sytuacji,
to trudno podjąć decyzję w duchu rozumu.
Po pierwsze decyzja, którą podjęto, a więc akceptacja tych warunków
ostatecznych ogłoszona 13 grudnia 2002 r. była decyzją ogłoszoną w świetle
fanfar i reflektorów jako wielki sukces strony polskiej. Pan premier
oświadczył publicznie w głównym dzienniku telewizyjnym, (bowiem decyzje
podjęto parę minut przed głównym wydaniem dziennika telewizyjnego, a więc
około godziny 19.00), że wygraliśmy wszystko, uzyskaliśmy wszystko czegośmy
się domagali od Unii Europejskiej. Więc odnieśliśmy wielki sukces i na tych
warunkach społeczeństwo może już spokojnie Unię Europejską poprzeć. Otóż
muszę powiedzieć w pełni odpowiedzialnie, że jest to po prostu nieprawda, że
jest to okłamywanie polskiej opinii publicznej, celowe wprowadzanie jej w
błąd i moim zdaniem bardzo poważne nadużycie polityczne.
W końcowej fazie negocjacji, która przedstawiana była przez sprzyjające
euroentuzjastom media jako wielka walka, stanowiska polskich patriotów z
grupy negocjacyjnej rządu i samego premiera o dobre warunki, nie uzyskaliśmy
literalnie nic więcej w stosunku do tego, co Unia Europejska proponowała nam
już wcześniej. Uzyskaliśmy jedynie pewne przesunięcia, zgodę Unii
Europejskiej, Komisji Europejskiej na pewne przesunięcia środków. Suma
pieniędzy pozostała ta sama, z wyjątkiem jednej kwestii, mianowicie jest
dodatkowo 118 mln euro na urządzenia granicy wschodniej. Eksperci
oświadczają, że jest to mniej więcej 1/3 tego, co byłoby potrzebne, bowiem
będzie to już granica Unii Europejskiej, a nie Polski, myślę oczywiście o
wschodniej części naszej granicy.
Przyjrzyjmy się temu, co zostało ogłoszone jako wielki sukces. Przy okazji
warto powiedzieć, że o ile wszyscy ludzie, wszyscy racjonalni obserwatorzy
sceny politycznej byli przekonani, że SLD z panem premierem, prezydentem i
cały ten obóz zgodzi się na każde warunki, jakie ostatecznie postawi Unia
Europejska. Była pewna nadzieja, przynajmniej postępowanie pana Kalinowskiego
stwarzało nadzieję, że PSL i on sam nie zaakceptuje warunków, które
dramatycznie naruszałyby interesy polskich rolników po wejściu do Unii
Europejskiej. Było wiele dymu, krzyki o możliwościach zerwania przez PSL
koalicji w przypadku nieuzyskania pewnego minimum. Minimum nie uzyskano i pan
premier Kalinowski w pierwszym dniu z wyraźnie kwaśną miną, a następnie z
miną już szczerego zachwytu oświadczył, że warunki co prawda nie są
najlepsze, ale po wielkiej walce uzyskano poważne ustępstwa choćby w kwocie
mlecznej i w innych sprawach, i te warunki są już do przyjęcia dla polskiego
rolnictwa.
Zacznę od strony rolnej, bowiem ponad połowa problemów, jakie były do
rozwiązania, to były problemy związane ze wspólną polityką rolną. W budżecie
Unii Europejskiej polityka rolna to jest około 48% kwot i wydatków.
Powiedzieć trzeba, że jeżeli przegrywa się sprawy rolne, to przegrywa się
całość zagadnienia i to nie jest kwestia użalania się jedynie nad rolnictwem,
to jest pytanie merytoryczne, a nawet powiedziałbym matematyczne do
negocjatorów i do tych, którzy oceniają wynik negocjacji, że przegranie
sprawy rolnej musi być traktowane jako przegranie całości.
Otóż co uzyskali polscy rolnicy:
Po pierwsze, zgodzono się na uproszczony system dopłat, który oznacza, że
będzie się dopłacać do hektara, a nie do produkcji. Oznacza to, że nie będzie
żadnej preferencji dla gospodarstw produkcyjnych, a kwoty przekazywane przez
Unię Europejską, wynikające z przyjęcia zasad wspólnej polityki rolnej, w
takim zakresie jak Unia raczyła nam ich udzielić, będą przeznaczone do
hektara.
I tu mamy dwa zagadnienia. Po pierwsze - wszyscy ci, którzy są posiadaczami
ziemi i ziemię tą uprawiają, bo musi być potwierdzenie uprawy tej ziemi (cały
skomplikowany system jest budowany, będzie to kontrolować administracja
rządowa i gminna) dostaną pewną dopłatę do tego hektara. Pan premier
Kalinowski ogłosił, że będzie to około 400 zł, nawet nieco ponad 400 zł
rocznie do hektara. Tymczasem według naszej oceny, a robiliśmy dokładnie te
wyliczenia, może to być około 250 zł rocznie do hektara uprawianego. W
przypadku gospodarstw, które nie produkują na rynek będzie to istotny
zastrzyk pieniędzy i będzie to ta marchewka, która ma skłonić miliony
polskich wyborców mieszkających na wsi, a nie produkujących na rynek, do
głosowania za wejściem do Unii Europejskiej na tych warunkach.
Pewnie dałoby się tych ludzi po
    • Gość: kpt. Ziobro Re: 'Unia Europejska - referendum i kampania info IP: *.chello.pl 09.03.03, 15:03
      onatutrwa napisała:

      ) "Unia Europejska - referendum i kampania informacyjna"
      ) poseł Bogdan Pęk
      ) Witamy bardzo gorąco posła P. Bogdana Pęka. Niech będzie pochwalony Jezus
      ) Chrystus i Maryja, zawsze Dziewica. Teraz i zawsze.
      ) Szczęść Boże. Proszę Pana zapraszamy do wprowadzenia nas w temat
      dzisiejszych
      ) naszych "Rozmów niedokończonych", a mówić będziemy o Unii Europejskiej oraz
      o
      ) referendum i kampanii informacyjnej.
      )
      ) Pos. B. Pęk: Cieszę się ogromnie, że mogę się spotkać z Rodziną Radia
      Maryja,
      ) ze słuchaczami w kraju i zagranicą. To bardzo ważne, żeby w tym dziejowym
      ) momencie naszej historii, przekazać polskiemu społeczeństwu, Polakom,
      ) patriotom polskim, słowem wszystkim, którzy powinni tą informację otrzymać,
      ) jak wielkie znaczenie ma to, co stanie się w wyniku wejścia Polski do Unii
      ) Europejskiej na tych warunkach, jak ogromne znaczenie historyczne ma
      ) referendum, które odbędzie się w miesiącu czerwcu i wreszcie czy można
      ) podejmować decyzje w tej sprawie nie mając pełnej informacji.
      ) Proszę Państwa, mówiłem o tym już wielokrotnie, ale trzeba to powtarzać do
      ) znudzenia, że kluczową sprawą przed podjęciem decyzji dla każdego obywatela
      ) polskiego, decyzji o znaczeniu zaiste historycznym, jest minimum informacji.
      ) Co oznacza wejście do Unii Europejskiej na tych warunkach, jaka jest Unia
      ) Europejska i wreszcie czy warunki te spowodują poprawę bytu narodu czy też
      ) nie?
      ) Szanowni Państwo, dramat polega na tym, że dzisiaj mamy całkowicie
      ) jednostronną kampanię, którą rząd i kręgi euroentuzjastów nazywają
      ) informacyjną, a jest to kampania promocyjna, kampania pokazująca jedynie
      ) blaski samej Unii Europejskiej i kampania wprowadzająca w błąd opinię
      ) publiczną, jeżeli chodzi o uzyskane przez Polskę warunki.
      ) Na ostatnim posiedzeniu Komisji Europejskiej usłyszeliśmy od głównego
      ) negocjatora - pana Truszczyńskiego, że to co wynegocjowano nie zostało
      ) jeszcze w pełni zapisane. Teraz odbywa się proces, który zakończy się pod
      ) koniec kwietnia, zapisywania ustaleń, które przychodzą do nas partiami w
      ) języku angielskim. Następnie po ich takim wstępnym zatwierdzeniu przez
      władze
      ) polskie, z powrotem są przekazywane do Brukseli. Kiedyś tam te kilka tysięcy
      ) stron będzie jednym aktem prawnym, który będzie musiał być ratyfikowany
      ) formalnie bądź to przez społeczeństwo w referendum, bądź, jak to chciałby
      Pan
      ) prezydent w wypadku gdyby referendum nie miało 50% frekwencji, przez
      ) większość Parlamentu. I proszę Państwa, co się okazuje? Okazuje się, że
      ) ostateczny kształt tego cośmy wynegocjowali, ostateczne zapisy będą mogły
      być
      ) przekazywane społeczeństwu dopiero gdzieś pod koniec kwietnia, jak dobrze
      ) pójdzie, jeżeli nie będzie poślizgu. Referendum ma być 8 czerwca, czyli mamy
      ) około miesiąca czasu na kampanię referendalną w sprawie, która nazywamy
      ) sprawą historyczną, porównywalną przez niektórych do przyjęcia Chrztu
      Polski,
      ) tysiąc lat temu. W tym czasie, cały czas trwa nachalna propaganda rządowa,
      ) pokazująca jednostronnie te zagadnienia, o których mówiliśmy. Zatem powstaje
      ) zasadnicze pytanie: jak w taki sposób, w takim otoczeniu, przekazać
      polskiemu
      ) społeczeństwu rzetelną informację, jak polskie społeczeństwo polskie ma
      ) wypowiedzieć się racjonalnie, skoro nie jest władne objąć tego, co naprawdę
      ) wynegocjowano.
      ) Chciałbym się dzisiaj skoncentrować nie tylko na pewnych sprawach o
      ) charakterze ogólnym, ale także o charakterze szczegółowym, które są istotą
      ) tego porozumienia, bowiem jeżeli nie będziemy sobie zdawać sprawy z
      sytuacji,
      ) to trudno podjąć decyzję w duchu rozumu.
      ) Po pierwsze decyzja, którą podjęto, a więc akceptacja tych warunków
      ) ostatecznych ogłoszona 13 grudnia 2002 r. była decyzją ogłoszoną w świetle
      ) fanfar i reflektorów jako wielki sukces strony polskiej. Pan premier
      ) oświadczył publicznie w głównym dzienniku telewizyjnym, (bowiem decyzje
      ) podjęto parę minut przed głównym wydaniem dziennika telewizyjnego, a więc
      ) około godziny 19.00), że wygraliśmy wszystko, uzyskaliśmy wszystko czegośmy
      ) się domagali od Unii Europejskiej. Więc odnieśliśmy wielki sukces i na tych
      ) warunkach społeczeństwo może już spokojnie Unię Europejską poprzeć. Otóż
      ) muszę powiedzieć w pełni odpowiedzialnie, że jest to po prostu nieprawda, że
      ) jest to okłamywanie polskiej opinii publicznej, celowe wprowadzanie jej w
      ) błąd i moim zdaniem bardzo poważne nadużycie polityczne.
      ) W końcowej fazie negocjacji, która przedstawiana była przez sprzyjające
      ) euroentuzjastom media jako wielka walka, stanowiska polskich patriotów z
      ) grupy negocjacyjnej rządu i samego premiera o dobre warunki, nie uzyskaliśmy
      ) literalnie nic więcej w stosunku do tego, co Unia Europejska proponowała nam
      ) już wcześniej. Uzyskaliśmy jedynie pewne przesunięcia, zgodę Unii
      ) Europejskiej, Komisji Europejskiej na pewne przesunięcia środków. Suma
      ) pieniędzy pozostała ta sama, z wyjątkiem jednej kwestii, mianowicie jest
      ) dodatkowo 118 mln euro na urządzenia granicy wschodniej. Eksperci
      ) oświadczają, że jest to mniej więcej 1/3 tego, co byłoby potrzebne, bowiem
      ) będzie to już granica Unii Europejskiej, a nie Polski, myślę oczywiście o
      ) wschodniej części naszej granicy.
      ) Przyjrzyjmy się temu, co zostało ogłoszone jako wielki sukces. Przy okazji
      ) warto powiedzieć, że o ile wszyscy ludzie, wszyscy racjonalni obserwatorzy
      ) sceny politycznej byli przekonani, że SLD z panem premierem, prezydentem i
      ) cały ten obóz zgodzi się na każde warunki, jakie ostatecznie postawi Unia
      ) Europejska. Była pewna nadzieja, przynajmniej postępowanie pana
      Kalinowskiego
      ) stwarzało nadzieję, że PSL i on sam nie zaakceptuje warunków, które
      ) dramatycznie naruszałyby interesy polskich rolników po wejściu do Unii
      ) Europejskiej. Było wiele dymu, krzyki o możliwościach zerwania przez PSL
      ) koalicji w przypadku nieuzyskania pewnego minimum. Minimum nie uzyskano i
      pan
      ) premier Kalinowski w pierwszym dniu z wyraźnie kwaśną miną, a następnie z
      ) miną już szczerego zachwytu oświadczył, że warunki co prawda nie są
      ) najlepsze, ale po wielkiej walce uzyskano poważne ustępstwa choćby w kwocie
      ) mlecznej i w innych sprawach, i te warunki są już do przyjęcia dla polskiego
      ) rolnictwa.
      ) Zacznę od strony rolnej, bowiem ponad połowa problemów, jakie były do
      ) rozwiązania, to były problemy związane ze wspólną polityką rolną. W budżecie
      ) Unii Europejskiej polityka rolna to jest około 48% kwot i wydatków.
      ) Powiedzieć trzeba, że jeżeli przegrywa się sprawy rolne, to przegrywa się
      ) całość zagadnienia i to nie jest kwestia użalania się jedynie nad
      rolnictwem,
      ) to jest pytanie merytoryczne, a nawet powiedziałbym matematyczne do
      ) negocjatorów i do tych, którzy oceniają wynik negocjacji, że przegranie
      ) sprawy rolnej musi być traktowane jako przegranie całości.
      ) Otóż co uzyskali polscy rolnicy:
      ) Po pierwsze, zgodzono się na uproszczony system dopłat, który oznacza, że
      ) będzie się dopłacać do hektara, a nie do produkcji. Oznacza to, że nie
      będzie
      ) żadnej preferencji dla gospodarstw produkcyjnych, a kwoty przekazywane przez
      ) Unię Europejską, wynikające z przyjęcia zasad wspólnej polityki rolnej, w
      ) takim zakresie jak Unia raczyła nam ich udzielić, będą przeznaczone do
      ) hektara.
      ) I tu mamy dwa zagadnienia. Po pierwsze - wszyscy ci, którzy są posiadaczami
      ) ziemi i ziemię tą uprawiają, bo musi być potwierdzenie uprawy tej ziemi
      (cały
      ) skomplikowany system jest budowany, będzie to kontrolować administracja
      ) rządowa i gminna) dostaną pewną dopłatę do tego hektara. Pan premier
      ) Kalinowski ogłosił, że będzie to około 400 zł, nawet nieco ponad 400 zł
      ) rocznie do hektara. Tymczasem według naszej oceny, a robiliśmy dokładnie te
      ) wyliczenia, może to być około 250 zł rocznie do hektara uprawianego. W
      ) przypadku gospodarstw, które nie produkuj
    • onatutrwa Re: 'Unia Europejska - referendum cz 2 09.03.03, 15:05
      Pewnie dałoby się tych ludzi po raz kolejny oszukać, gdyby nie proste
      wyliczenie, które będziemy przedstawiać do skutku, aż do samego referendum
      pokazujące, że jest to tylko niewielkie złagodzenie i nie rekompensujące tego,
      co będziemy musieli wypłacić więcej, aby żyć.
      Co się stanie po wejściu do Unii Europejskiej? Średni wzrost cen oceniamy na
      około 45%. Cena cukru zmieni się z około 1,2 zł do około 2,7 zł, mleko około
      30%, chleb i produkty zbożowe około 43%, sery, jaja- 42%, owoce, w tym banany,
      zwłaszcza owoce z tzw. ciepłych krajów, owoce cytrusowe i inne, które rosną w
      klimacie łagodnym bądź tropikalnym zdrożeją dramatycznie około 60%, ryby i
      oleje około 23%, soki, woda mineralna, napoje niealkoholowe - około 23%; kawa,
      herbata, kakao - ok.19%; papierosy - ok. 55%. Według naszych wyliczeń, energia
      w gospodarstwach domowych ok.20%; energia w przemyśle zdrożeje nawet do 100%
      (jak to podroży koszty wytwarzania); paliwa - ok. 30%; materiały budowlane -
      15%; maszyny rolnicze - ok.15%; usługi - mniej więcej ok. 30%. Oczywiście to
      będzie zróżnicowane, jedne mniej, inne nieco więcej, ale średnio o 30%; Leki na
      pewno wzrosną od 10%, a w niektórych asortymentach aż do 120%. Ceny artykułów
      dziecięcych- zabawek itd., ubranek - ok.15%.
      Pozwoliłem sobie wymienić ten wzrost cen, po to, żeby uświadomić Państwu, że te
      250 zł do hektara, nie tylko nie pokryje kosztów drożyzny, jaka nastąpi, ale
      będzie to jedynie jałmużna. Czyli wszyscy ci, którzy liczą, że zyskają, że
      poprawi im się byt po przyjęciu tych warunków bardzo się rozczarują, bowiem nie
      pokryją te kwoty bardzo intensywnego wzrostu kosztów utrzymania"

      - Panie pośle, tutaj dwa rodzące się pytania: skąd się biorą rozbieżności w
      wyliczeniach między państwem, a ministrem Kalinowskim, a drugie pytanie, jakie
      jest źródło tak drastycznych podwyżek sięgających do 60%, jeżeli chodzi o
      produkty żywnościowe, a do ponad 100%, jeżeli chodzi o energię?

      Pos. B. Pęk: Tak, oczywiście, do tego z wolna zmierzam. Sprawa wymaga
      precyzyjnego wyjaśnienia, bowiem jest to obszar, który jest tematem tabu w
      propagandzie rządowej; na ten temat się nie mówi w ogóle, albo mówi się -
      nieprawdą. Ceny nie wzrosną, albo wzrosną nieznacznie, nie będzie to miało
      istotnego znaczenia. Znaczenie ma to, żebyśmy weszli do wspaniałej rodziny
      europejskiej. Otóż, dlaczego tak różnimy się w ocenie z panem ministrem
      Kalinowskim? Z prostej przyczyny. Unia Europejska zgodziła się, proponowała
      pierwotnie 25% dopłaty bezpośredniej do produkcji na zasadach ogólnych. Potem
      zgodziła się na przyjęcie zasady dopłaty uproszczonej, a wiec bezpośrednio do
      hektara, która to zasada uderza przede wszystkim w gospodarstwa produkcyjne,
      przekazujące większość środków w obszar nieprodukcyjny i zgodziła się także,
      aby do tych 25% dodać pewną kwotę z przyznanych już wcześniej Polsce środków
      prorozwojowych i w sumie miałoby być to nie 25, ale 36%. Kosztem rozwoju,
      bowiem mniej będzie środków na rozwój infrastruktury, tworzenia nowych miejsc
      pracy na prowincji i na inne zagadnienia, które nazywamy polityka prorozwojową.
      Więc mamy 36% i łącznie ma być tych dopłat nie więcej niż 55% i ta kwota
      została podana opinii publicznej, ale zapomniano podkreślić, że od 36 do 55%
      dopłaty bezpośredniej, Polska będzie mogła z własnego budżetu, czyli kosztem
      polskiego podatnika. I teraz proste pytanie: no to, dlaczego teraz, gdy nie
      jesteśmy jeszcze w Unii Europejskiej, gdy decydują się warunki wejścia Polski,
      gdy tak ważny jest poziom produkcji i opłacalności przed tym dramatycznym
      okresem po wejściu, dlaczego teraz Polska nie dopłaca takich kwot do polskiego
      rolnictwa? Z prostej przyczyny. Po pierwsze nie ma woli politycznej, a nawet
      gdyby taka wola polityczna była to polskiego budżetu na tego rodzaju dopłaty
      nie stać. I gdy pan Kalinowski mówi o dopłacie rzędu 400 zł, to ma na myśli
      całe 55%, łącznie z teoretyczną dopłatą z polskiego budżetu. Wiemy, że tamtej
      dopłaty nie będzie, albo będzie minimalna. Na co można liczyć realnie, to
      jedynie kwoty, które zobowiązana będzie przekazywać nam Komisja Europejska,
      oczywiście bacząc, czy aby pilnie wykonujemy wszystkie jej zalecenia, czy
      gdzieś nie złamaliśmy zasady, bo wówczas część bądź całość pomocy może być na
      jakiś czas wstrzymana bądź ograniczona. Więc tu jest ta różnica, jak sadzę to
      my mówimy prawdę, a nie pan premier Kalinowski.
      Kwestia druga: o ile te dopłaty, nie zrekompensują wzrostu kosztów utrzymania w
      tych gospodarstwach nieprodukcyjnych, a więc tych, których główne dochody z
      produkcji sprzedanej rolnej nie pokryją wzrostu kosztów utrzymania, o tyle w
      grupie gospodarstw produkcyjnych, a więc tych 700 - 800, a może milion
      gospodarstw, które utrzymują się z produkcji sprzedanej rolnej, nastąpi dramat,
      proszę Państwa DRAMAT. I tutaj Kalinowski popełnił ciężki grzech wobec
      polskiego rolnictwa i wobec Polski(ciekaw jestem jak PSL do tego podejdzie,
      bowiem Rada Naczelna PSL-u będzie dopiero obradować, czy przyjąć te warunki czy
      ewentualnie nie i podejmie decyzję w jaki sposób PSL zachowa się w sprawie
      referendalnej, czy będzie za czy przeciw. Otóż p. premier Kalinowski zgadzając
      się na tego rodzaju rozwiązania wydał wyrok na polskie rolnictwo produkcyjne.
      Poziom dopłaty 36% do produkcji w stosunku do 100%, jakie będą uzyskiwali
      rolnicy z krajów obecnej Unii Europejskiej spowoduje, że polskie produkty, albo
      inaczej - znakomita większość polskich produktów rolnych nie będzie
      konkurencyjna na wspólnym rynku europejskim, a więc na tym rynku na którym
      będzie już 10 dodatkowych państw, na którym nie będzie ceł, na którym nie
      będzie limitów, będą natomiast limity produkcyjne, na któreśmy się zgodzili,
      bardzo niskie, niższe niż poziom produkcji obecnie i bardzo niskie dopłaty
      bezpośrednie. Proszę Państwa, można by mówić o wielu asortymentach, ale zboże
      jest najważniejsze, bowiem 70% gospodarstw rolnych produkuje zboże; i tutaj w
      zbożu dosłownie nastąpi dramat: otóż polski producent zboża produkując zboże
      tej samej jakości, co załóżmy producent niemiecki, holenderski, duński czy
      jakikolwiek inny z Unii Europejskiej dostaje o połowę mniejszy plon. Wolno nam
      wyprodukować 30 kwintali z hektara, tymczasem dobre i powyżej średnie
      gospodarstwa produkują grubo ponad 40, a najlepsze ponad 60. Dopłatę uzyskamy w
      wysokości 25%, ale nie do pełnego plonu do 30 kwintali z hektara. I ta polska
      pszenica, powtarzam, tej samej jakości, co dobra pszenica zachodnia będzie na
      europejskim rynku droższa o około 35 do 40%. I teraz nie pomogą dopłaty
      bezpośrednie do hektara, bowiem te dopłaty będą stanowić kroplę w morzu dochodu
      rolnika, jeżeli na każdej tonie wyprodukowanego zboża utracimy około 180%.
      Nastąpi dramat, bo polscy rolnicy nie będą mogli sprzedać po cenie kosztów
      produkcji wyprodukowanego przez siebie zboża. To oczywiście będzie zjawisko
      powszechne, zjawisko, które będzie w jednym czasie dotyczyć wszystkich
      producentów zboża. Spowoduje to załamanie tej produkcji, a w dalszej kolejności
      będzie stanowić, jak sądzę, o stopniowym przejmowaniu polskiej ziemi przez
      kapitał zewnętrzny, co już jest dramatem narodowym. Większość tych gospodarstw
      zadłuży się wobec banków kredytujących, a te, które obecnie już są zadłużone
      nie wytrzymają takiej procedury więcej niż 2 lata. Dochodzenie do pełnego
      finansowania, na cośmy się zgodzili w procesie negocjowania, to znaczy nie my
      tylko rząd i nasi dzielni negocjatorzy, ma być dziesięcioletnie- a więc przez
      10 lat o 5 % co roku będzie zwiększany poziom dopłaty bezpośredniej. Tyle mamy
      wytrzymać konkurując na tak nierównych zasadach z rolnikami europejskimi. Moim
      zdaniem ten mechanizm musi spowodować masowe przejęcie polskiej ziemi przez
      rolników i przez kapitał zewnętrzny. To jest chyba w tym celu jedynie zrobione,
      bowiem trudno wytłumaczyć dlaczego w tym europejskim domu mamy płacić pełną
      składkę, a otrzymywać 25% wspól
      • onatutrwa Re: 'Unia Europejska - referendum cz 3 09.03.03, 15:07
        Tak, proszę państwa, większość z nich rzeczywiście zyskała, ale one uzyskały
        100% składki i 100% wspólnej polityki, a nam się proponuje zupełnie inne
        zasady, zasady nierówne, które jak sądzę obliczone są na to, żeby w przyszłości
        Polacy byli narodem jedynie pracowników najemnych, bowiem taki mechanizm z
        przyczyn zasadniczych, obiektywnych musi prowadzić do przejęcia polskiej
        własności w skali masowej, a zwłaszcza ziemi, której ceny gwałtownie spadną.
        Będzie ona przejmowana w sposób dość szybki, zważywszy, że ceny ziemi w Unii
        Europejskiej to jest 10-krotnie wyższe są obecnie, a może i 30-krotnie w
        niektórych bogatszych państwach.

        - Jednakże, panie pośle drobne gospodarstwa niemieckie jakoś na tym nic nie
        zyskały rozmawiając z rodzinami niemieckimi. W ich przypadku jakoś trudno mówić
        o jakiś zyskach konkretnych oprócz podrożenia kosztów życia i zmniejszeniem
        standardu życia po włączeniu się Niemiec w struktury Unii Europejskiej. Także
        te korzyści są bardzo relatywne.

        Problemy są niesłychanie poważne, bowiem proszę sobie wyobrazić, że całość
        wspólnej polityki unijnej, a więc ta polityka się dzieli na politykę państw
        wewnętrzną, którą ustalają Parlamenty państwowe - narodowe i politykę wspólną.
        Otóż ta wspólna polityka, której połowa to są środki na rolnictwo, tj. jedynie
        i proszę tą cyfrę zapamiętać - 1,1% dochodu narodowego państw UE. Powtarzam
        1,1% dochodu narodowego państw piętnastki jest przekazywane do wspólnej
        polityki rolnej - unijnej. Więc wszyscy Ci, którzy twierdzą, że wejście Polski
        do UE, a to jest jedna z głównych linii oszustwa politycznego, że wejście
        Polski do UE oznaczać będzie dla narodu spore ożywienie gospodarcze, że napłyną
        liczące się w skali państwa i gospodarki polskiej fundusze, które pozwolą tą
        gospodarkę ożywić i wyprowadzić z kryzysu. Otóż to jest po prostu kłamstwo
        piramidalne, bowiem dziewięćdziesiąt kilka procent problemów pozostanie nadal
        tutaj w Polsce, które będziemy musieli rozwiązywać sami własnym budżetem,
        własnymi dochodami i mam nadzieję działaniami programowymi znacznie lepszego
        rządu niż obecnie. Kłamstwo następne. Otóż twierdzi się, że my już od
        pierwszego roku wejścia, od połowy roku 2004, kiedy to spodziewamy się
        formalnego przyjęcia nas przez UE uzyskamy więcej niż wpłacimy. To jest
        następne kłamstwo i również z pełną odpowiedzialnością chcę powiedzieć, że
        gdybyśmy uzyskali pełną pomoc UE w ramach tej wspólnej polityki, którą raczyli
        nam przeznaczyć a jest to niewielka jej część w stosunku do tego co uzyskują
        inni, to wówczas można by mówić o zrównoważonych wpłatach Polski i o zyskach
        Polski. Natomiast doświadczenie państw dotychczasowe, które wchodziły do UE
        wskazuje, że nikt nie był w stanie korzystać z tych funduszy w większym
        procencie niż trzydzieści kilka procent. A wtedy będziemy pełnym płatnikiem,
        czyli w znacznie więcej wpłacimy do UE niż uzyskamy. Więc jest to rozwianie
        następnego mitu niebywałego. I kwestia ostatnia, która wiąże się z tymi
        podwyżkami cen, o których mówiłem. Skąd się wezmą te podwyżki cen. No one się
        wezmą przede wszystkim z potrzeby wyrównania podatków, podatku akcyzowego i VAT-
        u z podatkiem obowiązującym w UE. A więc nastąpią znaczne podwyżki po prostu,
        akcyzy na papierosy i paliwa a także VAT-u na produkty rolne, usługi
        komunikacyjne, materiały budowlane, maszyny rolnicze, leki, artykuły dziecięce,
        itd. I ten wzrost podstawowych artykułów, kosztów utrzymania, itd., jest po
        prostu nieunikniony. Oczywiście będą takie asortymenty, które stanieją, np.
        przeloty samolotami, perfumy, wyższej klasy alkohole, no ale raczej są to
        artykuły, które są w użyciu przez ludzi bardzo bogatych, dla których wejście
        czy niewejście nie będzie miało istotnego znaczenia w poziomie ich życia.
        Dla milionów Polaków nastąpi po prostu istotny wzrost cen, kosztów utrzymania
        bez podniesienia płacy, czyli obniżenie poziomu życia - trwałe.
        Następny mit, o którym bezwzględnie muszę powiedzieć, którym łudzi się młode
        pokolenie i robi się to w sposób nachalny w szkołach począwszy od podstawówki,
        gdzie nawet agitatorzy prounijni wmawiają dzieciom czy namawiają dzieci, żeby
        przekonywały rodziców do wejścia do UE, jakoby nasi bezrobotni a zwłaszcza
        bezrobotni z młodego pokolenia mogli znaleźć szybko zatrudnienie w krajach UE.
        To jest kłamstwo. Znakomita większość krajów UE będzie miała okres przejściowy
        siedmioletni, na co się polskie władze zgodziły, w którym Polacy nie będą mogli
        być legalnie zatrudnieni w UE. Czyli owszem będą mogli być zatrudnieni, ale na
        czarno, za 1/4 wynagrodzenia, bez ubezpieczenia, do najgorszych prac, itd.
        Czyli nie będzie pełnego, równoprawnego dostępu do rynku pracy w UE ani dla
        młodego, ani średniego ani starszego pokolenia, to jest kłamstwo, to jest
        oszustwo. Polska musi 90% problemów związanych z bezrobociem rozwiązać sama.
        I kwestia następna. Z pełną odpowiedzialnością mówię, że nastąpi gwałtowny
        wzrost bezrobocia po wejściu Polski do UE. I to będzie wzrost bezrobocia,
        dzisiaj mamy prawie 20%, pewnie co najmniej o 1/3 gdzieś do 30%. I będzie to
        wzrost nie jednoroczny, ale kilkuletni co najmniej. Z jakiego powodu tak się
        stanie. Otóż Polska nie będzie w stanie dotrzymać certyfikatów jakości unijnej,
        nie w rolnictwie, choć w rolnictwie też, ale w różnych dziedzinach
        gospodarczych poza rolniczych, co skazuje znaczną część naszych firm zwłaszcza
        firm małych i średnich na upadek. I w związku z tym nieunikniony jest po
        wejściu na tych warunkach gwałtowny wzrost bezrobocia. Więc jak patrzę na ten
        bilans, zarysowany tylko z konieczności w sposób wyrywkowy, to widać z niego
        wyraźnie, że jest to wielkie oszustwo, a mitologia tego, że być może
        skorzystają z tego nasze wnuki w przyszłości, jest mitologią tak odległą, jak
        to co powtarzali założyciele komunizmu czy realnego socjalizmu, że nasze dzieci
        z tego skorzystają, tyle, że socjalizm upadł, wyrzeczenia były i owszem
        odrabiać będziemy wspaniały dorobek komunizmu w Polsce jeszcze przez kilka
        pokoleń. Natomiast komunizm upadł zanim się pojawiły jego pozytywne owoce,
        których nie było. Nie wiadomo czy tak samo nie będzie z UE.
        I kwestia ostatnia, o której chcę powiedzieć w tej części swojego wystąpienia.
        Jakie to jest partnerstwo to najlepiej o tym świadczą liczby. Otóż, te państwa,
        które nam się pokazuje jako przykład, że jednak da się skorzystać na wejściu do
        UE, uzyskują dzisiaj na osobę: Grecja 437 EUR, Irlandia 418 EUR, Hiszpania 126
        EUR, a Polska ma uzyskać 67 EUR na osobę. Takie to partnerstwo wywalczyły nam
        nasze władze i nasi dzielni negocjatorzy. I takie warunki zachwalane są jako
        wielki sukces negocjacyjny i wyzwanie dziejowe dla narodu polskiego, który ma
        sfinansować wejście do UE, poszerzyć za własne pieniądze tą unię i mało tego
        spowodować impuls prorozwojowy w UE, bo takie są dziś wypowiedzi poważnych
        kręgów ekonomicznych w Niemczech, że poszerzenie UE o Polskę i pozostałe 9
        krajów, gdzie Polska stanowi tu połowę potencjału, da impuls prorozwojowy po
        tamtej stronie o 1,5% PKB na plus. 1,5 % PKB czyli o ogromne pieniądze. To są
        rzeczy, które w przysłowiowej głowie się nie mieszczą. Jeżeli ktoś ośmiela się
        Państwu mówić, że uzyskaliśmy partnerskie uczciwe warunki to po prostu jest
        kłamcą i trzeba Go kłamcą nazywać. Żądajcie konkretnych cyfr od tych wszystkich
        dzielnych agitatorów, od tych pseudoautorytetów, które za nędzne srebrniki w
        telewizji, radiu, prasie wielkonakładowej opowiadają o wspaniałości Unii
        Europejskiej, o wspaniałych warunkach. Żądajcie od nich konkretów, pytajcie o
        cyfry, o środki jakie będą przekazywane, o to ile dostają z wspólnej polityki
        przemysłowej, wspólnej polityki rolnej już obecne państwa członkowskie, ile
        będą dostawać te nowoprzyjęte, w którą stronę będzie przepływ kapitału, w którą
        stronę będzie przepływ własności, słowem pytajcie o to co się rzeczywiście
        liczy w bilansie zysków i strat.
        Jestem przeko
        • onatutrwa Re: 'Unia Europejska - referendum cz 4 09.03.03, 15:09
          Następny mit, o którym bezwzględnie muszę powiedzieć, którym łudzi się młode
          pokolenie i robi się to w sposób nachalny w szkołach począwszy od podstawówki,
          gdzie nawet agitatorzy prounijni wmawiają dzieciom czy namawiają dzieci, żeby
          przekonywały rodziców do wejścia do UE, jakoby nasi bezrobotni a zwłaszcza
          bezrobotni z młodego pokolenia mogli znaleźć szybko zatrudnienie w krajach UE.
          To jest kłamstwo. Znakomita większość krajów UE będzie miała okres przejściowy
          siedmioletni, na co się polskie władze zgodziły, w którym Polacy nie będą mogli
          być legalnie zatrudnieni w UE. Czyli owszem będą mogli być zatrudnieni, ale na
          czarno, za 1/4 wynagrodzenia, bez ubezpieczenia, do najgorszych prac, itd.
          Czyli nie będzie pełnego, równoprawnego dostępu do rynku pracy w UE ani dla
          młodego, ani średniego ani starszego pokolenia, to jest kłamstwo, to jest
          oszustwo. Polska musi 90% problemów związanych z bezrobociem rozwiązać sama.
          I kwestia następna. Z pełną odpowiedzialnością mówię, że nastąpi gwałtowny
          wzrost bezrobocia po wejściu Polski do UE. I to będzie wzrost bezrobocia,
          dzisiaj mamy prawie 20%, pewnie co najmniej o 1/3 gdzieś do 30%. I będzie to
          wzrost nie jednoroczny, ale kilkuletni co najmniej. Z jakiego powodu tak się
          stanie. Otóż Polska nie będzie w stanie dotrzymać certyfikatów jakości unijnej,
          nie w rolnictwie, choć w rolnictwie też, ale w różnych dziedzinach
          gospodarczych poza rolniczych, co skazuje znaczną część naszych firm zwłaszcza
          firm małych i średnich na upadek. I w związku z tym nieunikniony jest po
          wejściu na tych warunkach gwałtowny wzrost bezrobocia. Więc jak patrzę na ten
          bilans, zarysowany tylko z konieczności w sposób wyrywkowy, to widać z niego
          wyraźnie, że jest to wielkie oszustwo, a mitologia tego, że być może
          skorzystają z tego nasze wnuki w przyszłości, jest mitologią tak odległą, jak
          to co powtarzali założyciele komunizmu czy realnego socjalizmu, że nasze dzieci
          z tego skorzystają, tyle, że socjalizm upadł, wyrzeczenia były i owszem
          odrabiać będziemy wspaniały dorobek komunizmu w Polsce jeszcze przez kilka
          pokoleń. Natomiast komunizm upadł zanim się pojawiły jego pozytywne owoce,
          których nie było. Nie wiadomo czy tak samo nie będzie z UE.
          I kwestia ostatnia, o której chcę powiedzieć w tej części swojego wystąpienia.
          Jakie to jest partnerstwo to najlepiej o tym świadczą liczby. Otóż, te państwa,
          które nam się pokazuje jako przykład, że jednak da się skorzystać na wejściu do
          UE, uzyskują dzisiaj na osobę: Grecja 437 EUR, Irlandia 418 EUR, Hiszpania 126
          EUR, a Polska ma uzyskać 67 EUR na osobę. Takie to partnerstwo wywalczyły nam
          nasze władze i nasi dzielni negocjatorzy. I takie warunki zachwalane są jako
          wielki sukces negocjacyjny i wyzwanie dziejowe dla narodu polskiego, który ma
          sfinansować wejście do UE, poszerzyć za własne pieniądze tą unię i mało tego
          spowodować impuls prorozwojowy w UE, bo takie są dziś wypowiedzi poważnych
          kręgów ekonomicznych w Niemczech, że poszerzenie UE o Polskę i pozostałe 9
          krajów, gdzie Polska stanowi tu połowę potencjału, da impuls prorozwojowy po
          tamtej stronie o 1,5% PKB na plus. 1,5 % PKB czyli o ogromne pieniądze. To są
          rzeczy, które w przysłowiowej głowie się nie mieszczą. Jeżeli ktoś ośmiela się
          Państwu mówić, że uzyskaliśmy partnerskie uczciwe warunki to po prostu jest
          kłamcą i trzeba Go kłamcą nazywać. Żądajcie konkretnych cyfr od tych wszystkich
          dzielnych agitatorów, od tych pseudoautorytetów, które za nędzne srebrniki w
          telewizji, radiu, prasie wielkonakładowej opowiadają o wspaniałości Unii
          Europejskiej, o wspaniałych warunkach. Żądajcie od nich konkretów, pytajcie o
          cyfry, o środki jakie będą przekazywane, o to ile dostają z wspólnej polityki
          przemysłowej, wspólnej polityki rolnej już obecne państwa członkowskie, ile
          będą dostawać te nowoprzyjęte, w którą stronę będzie przepływ kapitału, w którą
          stronę będzie przepływ własności, słowem pytajcie o to co się rzeczywiście
          liczy w bilansie zysków i strat.
          Jestem przekonany, że 90% tych, którzy dzisiaj są przekonani, że trzeba
          głosować za wejściem do UE nie zdaje sobie sprawy, jakie to są warunki i jakie
          będą ich skutki. Słowem nasza sprawa, polska sprawa, narodowa sprawa polega na
          tym, żebyśmy wspólnym wysiłkiem przekazali jak największej grupie naszych
          rodaków rzeczywistą informację o warunkach, o ich skutkach krótkoterminowych i
          długoterminowych. Ideologie i mitologie zostawmy innym. Obnażajmy natomiast to
          piramidalne kłamstwo, którym nas się karmi i to jest chyba jedyna droga,
          posługując się wyłącznie faktami.

          - Panie pośle, proszę wyjaśnić jeszcze jedną kwestię, skoro w 2004 mamy
          formalnie wejść w struktury UE, jaką rolę odgrywa teraz w tym przypadku
          wiosenne referendum?

          Pos. B. Pęk: Jest powszechna zgoda w kręgach politycznych, kręgach rządzących,
          zresztą taki jest zwyczaj, który nie jest co prawda formalnie zapisany, że
          narody o takich sprawach, tak niesłychanej wagi jak wejście w krąg Unii
          Europejskiej decydują w formie referendum, a więc poprzez powszechny udział w
          powszechnym ogólnonarodowym głosowaniu. To referendum ma się odbyć wg
          zapowiedzi premiera 8 czerwca br. i wtedy Polacy mają zdecydować odpowiadając
          na pytanie czy jesteś za czy jesteś przeciw ratyfikacji traktatu europejskiego,
          co oznacza w przełożeniu na język prosty, czy jesteś za wejściem czy przeciwko
          wejściu na tych warunkach, które zostały wynegocjowane. I wówczas polskie
          społeczeństwo zdecyduje o swoim bycie, o swojej przyszłości, o poziomie życia
          na być może dziesięciolecia a może nawet na stulecia. Wokół tego problemu
          narasta spór polityczny, bowiem obawa euroentuzjastów i władz skupia się wokół
          tego czy będzie w tym referendum, (słyszałem dzisiaj świetny wykład pani
          Małgorzaty Goss na ten temat, więc tu nie chcę dużo mówić na ten temat) czy
          będzie frekwencja ponad 50%, bo taka jest niezbędna do tego, żeby wynik
          referendum był decydujący - wiążący.

          - Dlatego na siłę wydłuża się parlamentarnie czas trwania referendum.

          Pos. B. Pęk: Tak, więc próbuje się obchodzić ten problem poprzez dodanie
          dodatkowego dnia, gdzie istnieje obawa matactw w nocy, gdzie urny są
          zaplombowane i mogą być "cuda" nad urną. Zresztą te cuda nad urną były w
          komunizmie czymś zupełnie normalnym. Próbuje się przeprowadzić takie
          rozwiązanie, które pozwalałoby Parlamentowi w przypadku, gdyby nie było
          odpowiedniej frekwencji, decydować o tej dziejowej sprawie. Parlament jest w
          znacznej większości dzisiaj zwolennikiem wejścia Polski do UE i ten Parlament
          który już dzisiaj nie odpowiada większości woli wyborców polskich. Moim zdaniem
          wszystkie te manipulacje są zbędne. Najprostszym rozwiązaniem byłoby
          wprowadzenie zasady obowiązkowego głosowania z jakąś chociażby niewielką karą,
          no powiedzmy 200 złotych. Wówczas jest zapewniona frekwencja ponad 80%, czyli
          jest gwarancja, że referendum będzie ważne i w tak ważnej sprawie, którą
          podejmuje się raz na kilkaset lat, nie może być ani jednej osoby, która
          świadomie do referendum nie idzie.
          Polacy natomiast z wielu względów nie rozumieją decyzji podejmowanych w
          demokratycznych mechanizmach takich jak: wybory parlamentarne, wybory
          prezydenckie czy wreszcie referenda i znakomita większość tych, którzy
          najwięcej tracą, do wyborów i do referendów nie chodzi. Tak było w referendum
          uwłaszczeniowym, gdy brakło frekwencji, a jednocześnie znakomita większość
          tych, którzy poszli byli za uwłaszczeniem. No i cóż się stało? Zamiast
          uwłaszczenie mamy wielkie astronomiczne wywłaszczenie narodu. I w tym przypadku
          również tak będzie. Będą się liczyli tylko ci, którzy pójdą, decydując w sposób
          zgodny ze swoim sumieniem, ze swoim rozumem, ze swoją wiedzą.
          • Gość: kpt. Ziobro Ależ to idiotyzmy ! Obliczenia wzięte z sufitu! nt IP: *.chello.pl 09.03.03, 15:14
            • onatutrwa Re: Ależ to idiotyzmy ! Obliczenia wzięte z sufit 09.03.03, 15:17
              OK, podaj swoje Obliczenia...
Pełna wersja