onatutrwa
09.03.03, 15:00
"Unia Europejska - referendum i kampania informacyjna"
poseł Bogdan Pęk
Witamy bardzo gorąco posła P. Bogdana Pęka. Niech będzie pochwalony Jezus
Chrystus i Maryja, zawsze Dziewica. Teraz i zawsze.
Szczęść Boże. Proszę Pana zapraszamy do wprowadzenia nas w temat dzisiejszych
naszych "Rozmów niedokończonych", a mówić będziemy o Unii Europejskiej oraz o
referendum i kampanii informacyjnej.
Pos. B. Pęk: Cieszę się ogromnie, że mogę się spotkać z Rodziną Radia Maryja,
ze słuchaczami w kraju i zagranicą. To bardzo ważne, żeby w tym dziejowym
momencie naszej historii, przekazać polskiemu społeczeństwu, Polakom,
patriotom polskim, słowem wszystkim, którzy powinni tą informację otrzymać,
jak wielkie znaczenie ma to, co stanie się w wyniku wejścia Polski do Unii
Europejskiej na tych warunkach, jak ogromne znaczenie historyczne ma
referendum, które odbędzie się w miesiącu czerwcu i wreszcie czy można
podejmować decyzje w tej sprawie nie mając pełnej informacji.
Proszę Państwa, mówiłem o tym już wielokrotnie, ale trzeba to powtarzać do
znudzenia, że kluczową sprawą przed podjęciem decyzji dla każdego obywatela
polskiego, decyzji o znaczeniu zaiste historycznym, jest minimum informacji.
Co oznacza wejście do Unii Europejskiej na tych warunkach, jaka jest Unia
Europejska i wreszcie czy warunki te spowodują poprawę bytu narodu czy też
nie?
Szanowni Państwo, dramat polega na tym, że dzisiaj mamy całkowicie
jednostronną kampanię, którą rząd i kręgi euroentuzjastów nazywają
informacyjną, a jest to kampania promocyjna, kampania pokazująca jedynie
blaski samej Unii Europejskiej i kampania wprowadzająca w błąd opinię
publiczną, jeżeli chodzi o uzyskane przez Polskę warunki.
Na ostatnim posiedzeniu Komisji Europejskiej usłyszeliśmy od głównego
negocjatora - pana Truszczyńskiego, że to co wynegocjowano nie zostało
jeszcze w pełni zapisane. Teraz odbywa się proces, który zakończy się pod
koniec kwietnia, zapisywania ustaleń, które przychodzą do nas partiami w
języku angielskim. Następnie po ich takim wstępnym zatwierdzeniu przez władze
polskie, z powrotem są przekazywane do Brukseli. Kiedyś tam te kilka tysięcy
stron będzie jednym aktem prawnym, który będzie musiał być ratyfikowany
formalnie bądź to przez społeczeństwo w referendum, bądź, jak to chciałby Pan
prezydent w wypadku gdyby referendum nie miało 50% frekwencji, przez
większość Parlamentu. I proszę Państwa, co się okazuje? Okazuje się, że
ostateczny kształt tego cośmy wynegocjowali, ostateczne zapisy będą mogły być
przekazywane społeczeństwu dopiero gdzieś pod koniec kwietnia, jak dobrze
pójdzie, jeżeli nie będzie poślizgu. Referendum ma być 8 czerwca, czyli mamy
około miesiąca czasu na kampanię referendalną w sprawie, która nazywamy
sprawą historyczną, porównywalną przez niektórych do przyjęcia Chrztu Polski,
tysiąc lat temu. W tym czasie, cały czas trwa nachalna propaganda rządowa,
pokazująca jednostronnie te zagadnienia, o których mówiliśmy. Zatem powstaje
zasadnicze pytanie: jak w taki sposób, w takim otoczeniu, przekazać polskiemu
społeczeństwu rzetelną informację, jak polskie społeczeństwo polskie ma
wypowiedzieć się racjonalnie, skoro nie jest władne objąć tego, co naprawdę
wynegocjowano.
Chciałbym się dzisiaj skoncentrować nie tylko na pewnych sprawach o
charakterze ogólnym, ale także o charakterze szczegółowym, które są istotą
tego porozumienia, bowiem jeżeli nie będziemy sobie zdawać sprawy z sytuacji,
to trudno podjąć decyzję w duchu rozumu.
Po pierwsze decyzja, którą podjęto, a więc akceptacja tych warunków
ostatecznych ogłoszona 13 grudnia 2002 r. była decyzją ogłoszoną w świetle
fanfar i reflektorów jako wielki sukces strony polskiej. Pan premier
oświadczył publicznie w głównym dzienniku telewizyjnym, (bowiem decyzje
podjęto parę minut przed głównym wydaniem dziennika telewizyjnego, a więc
około godziny 19.00), że wygraliśmy wszystko, uzyskaliśmy wszystko czegośmy
się domagali od Unii Europejskiej. Więc odnieśliśmy wielki sukces i na tych
warunkach społeczeństwo może już spokojnie Unię Europejską poprzeć. Otóż
muszę powiedzieć w pełni odpowiedzialnie, że jest to po prostu nieprawda, że
jest to okłamywanie polskiej opinii publicznej, celowe wprowadzanie jej w
błąd i moim zdaniem bardzo poważne nadużycie polityczne.
W końcowej fazie negocjacji, która przedstawiana była przez sprzyjające
euroentuzjastom media jako wielka walka, stanowiska polskich patriotów z
grupy negocjacyjnej rządu i samego premiera o dobre warunki, nie uzyskaliśmy
literalnie nic więcej w stosunku do tego, co Unia Europejska proponowała nam
już wcześniej. Uzyskaliśmy jedynie pewne przesunięcia, zgodę Unii
Europejskiej, Komisji Europejskiej na pewne przesunięcia środków. Suma
pieniędzy pozostała ta sama, z wyjątkiem jednej kwestii, mianowicie jest
dodatkowo 118 mln euro na urządzenia granicy wschodniej. Eksperci
oświadczają, że jest to mniej więcej 1/3 tego, co byłoby potrzebne, bowiem
będzie to już granica Unii Europejskiej, a nie Polski, myślę oczywiście o
wschodniej części naszej granicy.
Przyjrzyjmy się temu, co zostało ogłoszone jako wielki sukces. Przy okazji
warto powiedzieć, że o ile wszyscy ludzie, wszyscy racjonalni obserwatorzy
sceny politycznej byli przekonani, że SLD z panem premierem, prezydentem i
cały ten obóz zgodzi się na każde warunki, jakie ostatecznie postawi Unia
Europejska. Była pewna nadzieja, przynajmniej postępowanie pana Kalinowskiego
stwarzało nadzieję, że PSL i on sam nie zaakceptuje warunków, które
dramatycznie naruszałyby interesy polskich rolników po wejściu do Unii
Europejskiej. Było wiele dymu, krzyki o możliwościach zerwania przez PSL
koalicji w przypadku nieuzyskania pewnego minimum. Minimum nie uzyskano i pan
premier Kalinowski w pierwszym dniu z wyraźnie kwaśną miną, a następnie z
miną już szczerego zachwytu oświadczył, że warunki co prawda nie są
najlepsze, ale po wielkiej walce uzyskano poważne ustępstwa choćby w kwocie
mlecznej i w innych sprawach, i te warunki są już do przyjęcia dla polskiego
rolnictwa.
Zacznę od strony rolnej, bowiem ponad połowa problemów, jakie były do
rozwiązania, to były problemy związane ze wspólną polityką rolną. W budżecie
Unii Europejskiej polityka rolna to jest około 48% kwot i wydatków.
Powiedzieć trzeba, że jeżeli przegrywa się sprawy rolne, to przegrywa się
całość zagadnienia i to nie jest kwestia użalania się jedynie nad rolnictwem,
to jest pytanie merytoryczne, a nawet powiedziałbym matematyczne do
negocjatorów i do tych, którzy oceniają wynik negocjacji, że przegranie
sprawy rolnej musi być traktowane jako przegranie całości.
Otóż co uzyskali polscy rolnicy:
Po pierwsze, zgodzono się na uproszczony system dopłat, który oznacza, że
będzie się dopłacać do hektara, a nie do produkcji. Oznacza to, że nie będzie
żadnej preferencji dla gospodarstw produkcyjnych, a kwoty przekazywane przez
Unię Europejską, wynikające z przyjęcia zasad wspólnej polityki rolnej, w
takim zakresie jak Unia raczyła nam ich udzielić, będą przeznaczone do
hektara.
I tu mamy dwa zagadnienia. Po pierwsze - wszyscy ci, którzy są posiadaczami
ziemi i ziemię tą uprawiają, bo musi być potwierdzenie uprawy tej ziemi (cały
skomplikowany system jest budowany, będzie to kontrolować administracja
rządowa i gminna) dostaną pewną dopłatę do tego hektara. Pan premier
Kalinowski ogłosił, że będzie to około 400 zł, nawet nieco ponad 400 zł
rocznie do hektara. Tymczasem według naszej oceny, a robiliśmy dokładnie te
wyliczenia, może to być około 250 zł rocznie do hektara uprawianego. W
przypadku gospodarstw, które nie produkują na rynek będzie to istotny
zastrzyk pieniędzy i będzie to ta marchewka, która ma skłonić miliony
polskich wyborców mieszkających na wsi, a nie produkujących na rynek, do
głosowania za wejściem do Unii Europejskiej na tych warunkach.
Pewnie dałoby się tych ludzi po