Las birnamski?

11.03.03, 09:23
„As I did stand my watch upon the hill,
I look’d toward Birnam, and anon, me thought,
The wood began to move”
William Shakespeare, Macbeth

(Kiedy pełniłem wartę na wzgórzu,
Spojrzałem w stronę Birnam i nagle zdałem sobie sprawę,
że las się poruszył i idzie w moją stronę – tłum. JP)

Najnowszy numer tygodnika „Wprost” („Wprost” nr 8 z 23 lutego 2003) jako
tekst wiodący, przynosi artykuł Jarosława Gajewskiego i Doroty Macieji
pt.: „Rywinoterapia”, a w nim czytamy: „Co piąty Polak – wdług badań Pentora –
uważa, że afera Rywina jest wystarczającym powodem do rozwiązania Sejmu i
rozpisania nowych wyborów. Po następnych przesłuchaniach przed komisją
zwolennicy takiego rozwiązania mogą już stanowić większość. Wstrząs wywołany
aferą Rywina powinien więc być wykorzystany do przeprowadzenia głębokich
zmian ustrojowych, na przykład wprowadzenia większościowej ordynacji
wyborczej. Tylko uderzenie w źródła korupcji może ją znacznie ograniczyć.
Komisja śledcza i afera Rywina powinny skłonić polityków do usunięcia
przyczyn korupcji, czyli m.in. do błyskawicznego dokończenia prywatyzacji,
zlikwidowania monopoli, uproszczenia systemu podatkowego, wprowadzenia zasad
przejrzystego państwa. Polsce potrzebny jest nowy początek”. Dalej autorzy
twierdzą, że afera Rywina powinna być dla Polski tym, czym dla Włoch była
akcja „czyste ręce” – „Mani pulite”. Przypominają, że w wyniku tej akcji za
kratki trafiło ponad tysiąc osób, a „w wyniku zmiany ordynacji wyborczej
zmieciona została dotychczasowa elita polityczna. W parlamencie wymieniono
prawie 90% deputowanych. Ten wstrząs był początkiem głębokich zmian
systemowych: korupcjogenna ordynacja proporcjonalna została zastąpiona
większościową”.
W sobotnio-niedzielnym wydaniu gazety „Rzeczpospolita” (15-16 lutego 2003)
znajdujemy list p. Bogdana Knopa z Częstochowy, który, nawiązując do tekstu
prof. Antoniego Kamińskiego „Politycy poza kontrolą”, opublikowanego tydzień
wcześniej, wywodzi, że tzw. ordynacja proporcjonalna nie tylko rodzi korupcję
i degeneruje państwo, ale wyzwala groźne ekstremizmy, i jako przykład podaje
dojście do władzy Hitlera, co nie mogłoby mieć miejsca, gdyby w Niemczech
były jednomandatowe okręgi wyborcze. Tygodnik „Przegląd („Przegląd” z 23
lutego 2003) drukuje tekst prof. Witolda Kieżuna „Sposoby naprawy
Rzeczypospolitej”, a w śród nich postulat JOW.
W tym samym czasie, 18 i 19 lutego, telewizja PULS nadaje dwugodzinny program
red. Pospieszalskiego „Otwarte studio”, do którego zaprasza posłów z komisji
śledczej, Lewandowskiego i Ziobro, profesorów socjologii, Jadwigę Staniszkis
i Pawła Śpiewaka, publicystów Zarembę i Michalskiego, p. Julię Piterę,
szefową Transparency Intermnational – Polska i p. Jarosława Sellina. Prof.
Śpiewak jest autorem artykułu w „Rzeczpospolitej”, w którym twierdzi, że III
Rzeczpospolita już dobiegła kresu i trzeba coś zrobić, żeby przejść do IV RP,
bo dłużej w tym skorumpowanym systemie żyć się nie da. Teza ta jest dzisiaj
leitmotivem wielu innych uczonych dywagacji na łamach
tejże „Rzeczpospolitej”, ale i wszystkich innych gazet. Jak to jednak zrobić?
Śpiewak nie widzi sposobu: społeczeństwo jest apatyczne, nastąpiła, według
jego słów, całkowita atrofia społeczeństwa obywatelskiego.
Ze słowami prof. Śpiewaka współgrają wypowiedzi innych obecnych w studio
panów. Jednakże w inny ton uderzają obie panie: prof. Jadwiga Staniszkis
polemizując ze Śpiewakiem oświadczyła, że wbrew temu, co mówi jej uczony
kolega, jest taki oddolny ruch obywatelski, który niesie nadzieję i proponuje
drogę wyjścia z tego ślepego zaułka, w którym ona sama od szeregu lat
aktywnie uczestniczy: Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Pani
Julia Pitera, też aktywnie zaangażowana w Ruch JOW, powołuje się, podobnie
jak dziennikarze w cytowanym poprzednio artykule „Wprost”, na słynny włoski
ruch, który doprowadził do zmiany ordynacji wyborczej i całkowitego
przebudowania włoskiej sceny politycznej. Pani Pitera wyraża nadzieję, że
afera Rywina odegra rolę katalizatora, który przyspieszy ozdrowieńczą reakcję
organizmu społecznego, a więc, jak twierdzą Gajewski i Macieja – będzie
to „rywinoterapia”.
Za parę tygodni minie 10 lat od owego historycznego referendum we Włoszech,
które zakończyło żywot I Republiki Włoskiej i rozpoczęło erę II Republiki.
Referendum, w którym Włosi, w ogromnej masie, powiedzieli zdecydowane „nie”
ordynacji proporcjonalnej. Kiedy te niesamowite historyczne przemiany
dokonywały się we Włoszech, w polskich mediach na ten temat nie było ani
śladu. Byłem wtedy radnym Rady Miejskiej Wrocławia i pozwoliłem sobie
poinformować o tym Radę, bo w żadnej gazecie, radio ani telewizji nie było na
ten temat najmniejszej wzmianki! Zupełnie tak, jakby Włochy były na jakiejś
innej planecie, jakby nie było tam Papieża – Polaka, tysięcy duchownych
obojga płci, tysięcy polskich dziennikarzy, obserwatorów, komentatorów
polityków, ogromnych pielgrzymek ciągnących z Polski codziennie na Plac
Świętego Piotra. A tu tymczasem o epokowych przemianach w tym kraju – nic,
głucha cisza! Nawet taki wielki propagator wolnego rynku mediów i wolności
słowa, pilny obserwator i komentator życia politycznego w kraju i na świecie,
jak Adam Michnik i jego „Gazeta Wyborcza” nie zauważyli w wydarzeniach
włoskich niczego ciekawego, niczego co by zasługiwało na publicystyczną
analizę czy choćby tylko obszerniejszy komentarz!
I otóż teraz, po 10 latach od tamtych wydarzeń, słyszymy o zmianach we
Włoszech w telewizji, wprawdzie jeszcze nie w telewizji p. Roberta
Kwiatkowskiego, nie w telewizji publicznej, ale jednak! – czytamy o tych
wydarzeniach w pismach wysoko nakładowych, jak „Wprost” czy „Rzeczpospolita”.
Wciąż jeszcze, niestety, nie możemy o tym przeczytać w piśmie p. Michnika i
p. Rapaczyńskiej, ani w zaprzyjaźnionej z ich gazetą
opiniotwórczej „Polityce”. Te największe, najbardziej ulubione przez polskich
inteligentów media, tak jak milczały o rewolucji ustrojowej we Włoszech 10
lat temu, tak milczą nadal!
W tragedii Williama Shakespeara „Makbet”, czarownica prorokuje
Makbetowi: „Fear not, till Birnam wood do come to Dunsinane” – „nie obawiaj
się niczego, dopóki las birnamski nie przyjdzie do Dunsinane”. I oto wpada na
zamek goniec i woła: panie, widziałem! Las Idzie! Makbet, przerażony,
najpierw bije zwiastuna klęski, wyzywa go od kłamców i niewolników, grozi mu
powieszeniem i śmiercią głodową na powrozie. Potem każe bić na alarm, wysyła
wojska, rzuca się do obrony...
Tak jest i teraz. Uczeni najemnicy, wynajęci pismacy, zaklinacze deszczu, już
widzą koniec tego dziwacznego tworu, który w pocie czoła prezentowali światu
jako najlepszą demokrację do pomyślenia i wyobrażenia. Tę, o której w
wielogodzinnych tyradach przed komisją śledczą grzmiał Adam Michnik i na
której straży nieulękłym brytanem położyła się jego gazeta, spółka „Agora” i
jej rozliczne media, wespół w zespół z jego serdecznymi przyjaciółmi,
Leszkiem Millerem, Aleksandrem Kwaśniewskim, tygodnikiem „Polityka” i im
podobnymi.
Przed laty, pierwsze wcielenie Adama Michnika, w książce „Niezłomny z
Londynu”, niepokornym, niezłomnym piórem, pisało o historii jego ideowych
poprzedników, bohaterów Armii Krajowej, jak pułkownik Rzepecki, generał
Radosław – Mazurkiewicz i inni, którzy w końcu, w imię realizmu politycznego,
zawarli historyczny kompromis z komunistami i przeszli drogę którą
genialnym skrótem ujął wtedy Adam Michnik: drogę od realizmu do serwil
    • hkreuz Re: Las birnamski? II cz. 11.03.03, 09:28
      ...drogę od realizmu do serwilizmu i od kompromisu do kompromitacji.
      Nieubłagany koniec tej drogi przedstawia dziś swoją piękną osobą sam autor tego
      bonmotu. Dzisiaj już nie bohaterski opozycjonista, w podartych dżinsach
      uciekający przed esbecją, ale wystrojony w garnitury od Armaniego, przyjaciel
      osobisty wczorajszych esbeków, po imieniu ze wszystkimi kolejnymi premierami,
      któremu w pas kłaniają się ministrowie, z baretką francuskiej Legii Honorowej w
      klapie. Rozdawca tych orderów, Prezydent Francji wczoraj bez ogródek pokazał
      palcem dokąd doprowadziła Polskę Michnika, Millera i Kwaśniewskiego ich
      polityka: małczat’ i ruki pa szwam! Do kąta, do rogu, a przedstawicielom tej
      Rzeczypospolitej przystoi tylko milczeć i słuchać co lepsi i mądrzejsi mówią i
      polecają. Na tym, według Chiraca, polega dobre wychowanie, dobre maniery. Żeby
      nikt nie miał wątpliwości, że Jaques Chirac się nie przejęzyczył, w nieco
      innych słowach, powtórzyła to w Warszawie elegancka minister obrony Republiki
      Francuskiej.
      Koniec. Dosyć. Wystarczy tych „rywingatów”, wystarczy tych popisów w małpim
      gaju. Las birnamski się ruszył i idzie. Idzie z daleka, z kresów, z jakiejś
      nieznanej nikomu w Warszawie Nysy, z jakiegoś Kłodzka, z Kościerzyny, Zamościa,
      Tarnowa, Bielska-Białej, z miejsc o których tacy socjolodzy, jak prof. Śpiewak
      czy prof. Krzemiński, czy tacy redaktorzy, jak Adam Michnik, pewnie nawet nie
      wiedzą gdzie ich szukać: na południu a może na północy! Podniesiona tam, na
      kresach, idea jednomandatowych okręgów wyborczych, już jest na horyzoncie, a
      jutro będzie w Warszawie. I wbrew wynajętym uczonym i propagandzistom przyjdzie
      tam z głową Makbeta na tacy!

      Jerzy Przystawa (komentarz wygłoszony w Katolickim Radiu Rodzina)

    • Gość: Kagan Re: Las birnamski? IP: *.vic.bigpond.net.au 11.03.03, 12:00
      Co ci odpbilo znow z tymi jednomandatowymi okregami
      wyborczymi? Maja takie oktegi i W. Brytania, i
      Australia, a korupcja kwitnie w tych obu krajach,
      a i demokracja jest tam tylko parodia.
      W tym systemie:
      1. Szanse maja tylko wielkie, bogate partie, czyli te,
      ktore sa finasowane przez kapital (Labour brytyjska i
      Labor australijska sa, m. in. aby latwiej wprowadzac za
      pomoca przekupnego aparatu tych partii takie niepopularne
      pociagniecia jak prywatyzacja czego sie da, czyli
      rozkradanie majatku spolnego, panstwowego)
      2. Korupcja tam kwitnie, ze hej. W W. Brytanii kwitla za
      konserwatystow (stad wreszcie przegrali oni wybory),
      kwitnie tez za laborzystow (nawet zona premiera jest
      zamieszana w szereg afer).
      3. Powazna ilosc glosow sie nie liczy, a mandaty
      zdibywaja czesto partie slabe w skali kraju, ale silne
      np. na wsi, zas partie w skali krajowej silne, czesto
      zostaja z zerem poslow. I tak w Australii tzw. National
      Party (bogaci farmerzy) zdobywa w skali kraju na ogol
      mniej niz 10% glosow, np. w roku 1990 tylko 8.4%, ale
      dostala, dzieki temu, iz na wsi trzeba mniej glosow niz w
      miescie, aby zdobyc mandat poselski, az 14 miejsc w
      nizszej (wazniejszej) izbie parlamentu, zas Australian
      Democrats (centrowa), mimo iz zdobyla w owym roku 1990
      az 11.3% glosow w skali calej Australii, nie wprowadzila
      ani jednego posla! I to sie nazywa demokracja?
      Kagan
      • hkreuz Kagan swoje, a las zbliża się. 11.03.03, 12:15

        Chodzi o głosowanie na konkretnych ludzi, a nie na partie, które w Polsce dawno
        temu przestały reprezentować wyborców - i Ty Kagan dobrze o tym wiesz.
        Równie dobrze wiesz, że polskie dno ma swoje konkretne przyczyny.
        Wiesz też o tym, że ten kto otrzymuje 30000 tyś. głosów powinien wygrać z tym,
        który uzyskuje 300 głosów, a odwtotność jest zwykłym wyborczym oszustwem. A tak
        jest w obecnej sytuacji, i dlatego taki człowiek nie będzie nigdy liczył się z
        wyboracami, bo to nie oni dali mu stanowisko tylko układ partyjny, często o
        podłożu przestepczym, czy nawet obcych służb i interesów.

        A las się zbliża.
        • Gość: Kagan Re: Kagan swoje, a las zbliża się. IP: *.vic.bigpond.net.au 11.03.03, 12:51
          hkreuz napisał:
          Chodzi o głosowanie na konkretnych ludzi, a nie na partie, które w Polsce dawno
          temu przestały reprezentować wyborców - i Ty Kagan dobrze o tym wiesz.
          K: Partie reprezentuja swych sponsorow, to wiadomo. Ale wlasnie sa u nas
          wybory do rady miejskiej, a wlasciwie dzielnicowej, ale a prawach prawie ze
          samodzielnego miasta, dobrze ponad 100 tys. luda mieszka bowiem w tym moim
          Whitehorse (d. Box Hill pod Melbourne, koniec linii tramwajowych czyli ok.
          20km od city), a sa i dzielnice ponad pol milionowe, wielkie jak np. Poznan.
          Wiec skad mam wiedziec, na kogo glosowac, jak dany kandydat nie reprezentuje
          zanej mi partii politycznej, a skad mam znac kogos, jak dzielnica moja liczy
          dobrze ponad 100 tys. luda? Glosujac na Labor czy Liberal, wiem mniej wiecej
          na jaki program glosuje, ale skad mam wiedziec, jaki program reprezentuje X
          czy Y, ktorzy sa tzw. niezaleznymi kandydatami albo reprezentuja male,
          "kanapowe" partie z eoterycznym, mglistym programem?

          HK: Równie dobrze wiesz, że polskie dno ma swoje konkretne przyczyny.
          Wiesz też o tym, że ten kto otrzymuje 30000 tyś. głosów powinien wygrać z tym,
          który uzyskuje 300 głosów, a odwtotność jest zwykłym wyborczym oszustwem. A tak
          jest w obecnej sytuacji, i dlatego taki człowiek nie będzie nigdy liczył się z
          wyboracami, bo to nie oni dali mu stanowisko tylko układ partyjny, często o
          podłożu przestepczym, czy nawet obcych służb i interesów.
          K: W systemie australijskim tez czesto nie wygrywa ten, co zdobyl najwiecej
          glosow, bo po rozdziale tzw. preferencji czesto wygrwa nr. drugi w kolejnosci
          ilosci zdobytych glosow. W systemie australijskim parlament zostal
          sprowadzony, jak w PRLu, do roli maszynki do gloowania. Rzadzi premier z
          gabinetem (wazniejszymi ministrami), tzw. whips pilnuja poslow, aby glosowali
          tak, jak im kaze lider ich partii, a dyskusja w parlamencie jest blokowana
          przez tzw. knebel (odebranie glosu przez spikera, ktorego powoluje rzad)
          albo tzw. gilotyne (rzad przeznacza np. 10 min. na dyskusje o konkretnej
          ustawie, aby odebrac glos opozycji)... Podobnie jest w W. Brytanii...

          HK: A las się zbliża.
          K: Niewatpliwie, ale kosmetyczne zmiany typu zmiany ordynacji wyborczej go nie
          zatrzymaja. Potrzeba jest zamana calego, przegilego systemu pseudo-kapitalizmu
          kolesiow i zlodziei...
          Pozdr.
          Kagan
          >
    • hkreuz Re: Las birnamski? 17.03.03, 12:44
      Ruszył i idzie.

      Co to będzie?
Pełna wersja